Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poison. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poison. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Od Posion "Pajęcza walka" cz.4 (cd. Filos)

- Daj głos! - wykrzyknęła moja oprawczyni.
- Ekhm, mogłabyś mnie wypuścić? - zasugerowałem.
Poczułem mocne szarpnięcie na i tak już obolałym karku.
- Powiedziałam, daj głos!
Przewróciłem oczami:
- Hau, hau?
Ach, no tak, mam żywioł ognia, dlaczego go nie wykorzystać? Siłą woli dałem Filos odporność na ogień, by zaraz potem ją podpalić. Od razu poczułem jak lodowe kajdanki znikają, a ja staję się wolny. Spojrzałem na waderę, i parsknąłem śmiechem. Samica biegała wokół jakiegoś drzewa z płonącym ogonem.
- Takie to śmieszne? - warknęła - lepiej mi pomóż
- Podaj mi dwa powody, dla których miałbym to zrobić.
- Bo...
- No właśnie.
Westchnąłem i pstryknąłem palcami, pozostawiając wymęczoną samicę z dymiącym ogonem, za mną. Błąd. Qui skorzystała z okazji i wgryzła mi się w ogon. Poczułem jak jej zęby przebijają skórę, i pomyślałem, że musi wyglądać jak futrzana przeróbka piranii. Tak, wielkiej, włochatej, żarłocznej piranii.
- Auuu! Zwariowałaś?!
- Pff, ty zacząłeś.
Tego było już za dużo dla mojej osobowości, poczułem jak pysk mi się wydłuża, łapy sztywnieją, szczęka zmienia kształt. Bolało. Zawsze tak jest, jednak zaraz ból złagodzi chłodna, czerwona ciecz pochodząca z lodowego wilka. Ja, a raczej moja druga osobowość, odwróciłem się i z sykiem szepnąłem:
- Dziesięć sekund.

<Cd. Filos, sory, że musiałaś tyle czekać>

czwartek, 19 listopada 2015

Od Poison "Pajęcza walka" cz.2 (cd. Filos)

12:01
Może i mam ADHD, ale jestem punktualnym basiorem, w przeciwieństwie do pewnej wadery, którą dziś wystraszyłem. Las Contaliaxe i Codamida wydawał się takim spokojnym miejscem, iż miałem wrażenie, że jestem w transie. Kolejny raz popatrzyłem na zegarek (który skradłem z miasta), pokazywał kreski układające się w liczby 12:05. Spóźnia się. Jednak, jak można spóźnić się na coś, co samemu się zaplanowało? W tej samej chwili tylko moja niemożliwość skupienia się na jednej rzeczy uratowała mnie od niechybnego guza na czole. Wielka, biała kula futra przeleciała nad moją głową, w tej samej chwili, gdy schyliłem się obejrzeć małego pajączka usiłującego wygrzebać się z pod śnieżnego puchu.
- Co tak długo? Sześć minut spóźnienia! - Powiedziałem beztroskim tonem, wskazując przy tym na przyrząd mierzący czas.
Zmieniłem się w wilka, i szczerząc się jak Joker, zająłem pozycję naprzeciw mojej przeciwniczki. Normalny basior nie podniósłby łapy na waderę, ale cóż, ja mam własną zasadę: najpierw zrób, potem myśl.
Zacząłem krążyć wokół Filos, usiłując wypatrzeć luki w jej obronie. W krzakach obok coś zaszurało. Dziewczyna odruchowo spojrzała w tamtą stronę, a ja skoczyłem w jej stronę, gotów do zadania ciosu. Zaraz, zaraz, przecież to nie jest walka na śmierć i życie! W ostatniej chwili zmieniłem się w człowieka i wykorzystując siłę impetu, popchnąłem ją w ogromną śnieżną zaspę.
- Hah! Gdybyś tylko widziała swój wyraz pyska! - parsknąłem, ponieważ ten widok był naprawdę komiczny.
- Już ja ci pokażę!
- Co mi pokażesz? - schyliłem się i zacząłem lepić kulkę ze śniegu, która była przeznaczona dla wadery.
- Bum, headshoot! - wykrzyknąłem
- Po tobie - dobiegł mnie syk i zaraz potem byłem ostrzeliwany śnieżnymi pociskami.
- Nie powiedziałaś, że masz żywioł śniegu - jęknąłem, usiłując wygrzebać sobie śnieg spod kołnierza.
Walczyłem naprawdę dzielnie, jednak nadeszło to, co nieuniknione, a mianowicie: leżałem w zaspie śnieżnej, resztkami sił osłaniając twarz w rozpaczliwej próbie zachowania jej nieodmrożonej.
- Przestań, bo mi nos odpadnie - jęknąłem - wyżyłaś się już na ten mały, niewinny żarcik z pajączkiem?
Odpowiedział mi psychopatyczny śmiech. I weź tu rozmawiaj z kobietą. Wreszcie ostrzał się skończył, a ja mogłem łaskawie wstać. Rozejrzałem się dookoła. Nawet nie zauważyłem, kiedy się tak oddaliliśmy.
- A tak właściwie którędy do domu? - padło pytanie zadane przez Filos.
- No jasne, że po śladach
- Za późno. Zasypało je

<cd. Filos może opo średnio wyszło, ale dopiero wracam do formy>

niedziela, 13 września 2015

Od Poison "Jak tu mam znaleźć spokój?" cz.1 (cd. Severus)

- Wystarczy tego biegu - powiedziałem sam do siebie. Znów musiałem uciekać od mojej watahy, no cóż teraz mojej eks-watahy. Kolejny raz popełniłem ten sam błąd, czyli uczenie się rozpalania ognia zbyt blisko ważnych drewnianych pomieszczeń. Teraz uciekałem tak jakbym im matki gazetą (lub nie wiadomo czym) pozabijał. Pff, wszyscy są tacy sami najpierw mili i pomocni gdy czegoś potrzebują, a potem... Puff i już zwiewasz przed wściekłymi "przyjaciółmi" goniącymi cię z widłami. Przynajmniej wepchnąłem do torby trochę jedzenia, bo jak uciekać, to z klasą. No ale teraz jestem już wyćwiczony w (przymusowym) koczowniczym trybie życia. Najpierw cała ta akcja z pierwszą watahą, czyli podpalona spiżarnia, później odsiadka w więzieniu dla dzieci, czyli miejscu potocznie zwanym sierocińcem, do ukończenia 18. lat, potem kolejne watahy i podpalone: domy, spichlerze, stodoły, spiżarnie, a nawet sierść jakiegoś wilka (nie wiem jakim cudem), ale ludzie nadal popełniają te same błędy, no bo po co budują ważne pomieszczenia z drewna i siana? Tak czy siak zaskoczyła mnie burza, więc musiałem szybko znaleźć wydrążone drzewo lub jakąś jamę. Zmieniłem się w wilka. Tak przynajmniej ubranie się nie zmoczy. Nie wiem jakim cudem moje ubranie zawsze wtapia się w sierść jak zmieniam się w wilka, ale nie narzekam i wtedy bogu dzięki przynajmniej nie jest zimno. I tak szedłem nie wiem czy przez pół godziny, czy pół dnia, lecz moje trudy zostały wynagrodzone, bo po jakimś czasie zobaczyłem chatkę, a obok niej jakieś szałasy. Normalnie wolałbym się zatrzymać w szałasach pokrytych mchem, no ale nie miałem wyboru i musiałem wysuszyć przemoczony dobytek, a także odpocząć w obszernym miejscu ze względu na moją uciążliwą przypadłość. Wpadłem do domu kierowany impulsem nawet nie myśląc o tym czy był zamieszkany (no bo z pustego domu przecież nie będzie unosić się dym?) co skończyło się tym, że z impetem wpadłem na jakąś postać mężczyzny.
- Emm, sorry - powiedziałem (trochę za głośno). - Mógłbym tu zamieszkać?

<Severus?>
Nomida zaczarowane-szablony