Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaten. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Shaten "Uważaj!" cz. 2 (C.d Nickolas)

Patrzyłam na przebieg budowy. Jak mam być szczera, bardzo dobrze sobie radzili, a według mnie było to dobry pomysł, by zacząć sobie jakoś dorabiać. W sumie... nie zaszkodzi jak ja trochę pomogę. Poszłam na poszukiwanie jakiś materiałów, a przy okazji mogłam pozwiedzać tereny. Fajne jest to, że Severus pozwolił na takie rzeczy. Znalazłam dużo surowców. Podeszłam do wilków.
- Ej - położyłam surowce na odpowiedniej kupce - chodźcie, znalazłam sporo surowców potrzebnych do budowy - parę wilków poszło za mną i każdy wziął po trochę. Inni więcej, inni mniej. Wszyscy byli zaangażowani, a ja mogłam przy okazji pomóc na budowie. To chyba jedna z nielicznych rzeczy, które mi poprawiają humor - pomoc innym.
- Uważaj. – w tym momencie odwróciłam głowę w stronę głosu. Gregory posłał basiorowi mordercze spojrzenie. Basior atakowany, natychmiast się skrzywił, a potem przejechał wzrokiem po ranie basiora. Gregory oddalił się od niego. Tamten natomiast podniósł blachę i poszedł  gdzieś. Nie mogłam tolerować takiego zachowania.
- Ej! - podeszłam do niego - nie wiem czy wiesz, ale wypadki się zdarzają i nie wolno atakować ani grozić nikomu na mojej budowie w MOJEJ obecności!
- Nie wiedziałem.
- TO teraz wiesz! - warknęłam - no już do roboty, bo zetnę ci pensję - wilk popatrzył na mnie krzywo i poszedł do roboty. Zaczęłam się rozglądać za basiorem, ale nie mogłam go znaleźć. Ruszyłam, by pomóc innym w budowie.
***
Poszłam powoli do szałasu. Po chwili zmęczona usiadłam przy jakimś drzewie. Zobaczyła tego samego wilka, co był zaatakowany przez Gregory'ego. Zaczęłam go śledzić wzrokiem. Gdy ten popatrzył na mnie odwróciłam wzrok. Po chwili wyczułam jak zaczyna się do mnie zbliżać. Szybko skoczyłam w jakieś krzaki.
- Zaczekaj! - usłyszałam jak gniewnie prycha i skoczył na mnie.
- Złaź ze mnie! - warknęłam wściekle, patrząc na niego.
- Kim jesteś?! - warknął.
- A co cię to obchodzi?! - warknęłam i zmieniłam się w cień, a po chwili stałam za nim.
- Właśnie oto chodzi, że mnie nie interesuję.
- To po cholerę pytasz? - warknęłam, a ten wyglądał na zakłopotanego.
- Właśnie.
- A co cię to obchodzi? - nie dawał za wygraną.
- A czemu Cię obchodzi to kim jestem?
- Właściwie to nie obchodzi.
- TO CZEMU PYTASZ?! - warknęłam i odwróciłam się.
- Właściwie to nie wiem - wywróciłam oczami i poszłam przed siebie.
- Czekaj!
- Co znowu? - spytałam zrezygnowana.
- Nie odpowiedziałaś mi. Kim jesteś? - popatrzyłam na niego kątem oka.
- Każdym bólem jaki istnieje na tym świecie - zmieniłam się w cień i pobiegłam do swojego szałasu. Zmieniłam się w normalną formę. Po chwili usłyszałam pukanie.
- Ej! Jeszcze nie skończyłem! - warknął.
- Ale ja tak! A teraz stąd iść! - warknęłam.
- Nie, dopóki mi się nie przedstawisz!
- ALE CO CIĘ TO INTERESUJE?! - warknęłam. Po chwili usłyszałam jak krzyczy.
- Au! Au! Au! Spadaj stąd ptaku! Au! Au! - przyłożyłam ucho do drzwi. Po chwili krzyki ustały, a z okna wyleciał zadowolony Snow. Cicho się zaśmiałam.

<Nick? xDDD>

niedziela, 12 czerwca 2016

Od Shaten "Mroczny anioł stróż" cz. 1 (c.d Filos)

Pierwszy raz od tygodnia wyszłam z szałasu. Czułam jak mam dreszcze na karku. Tak dawno nie wychodziłam, że zaczęłam bać się świata. Poszłam parę kroków dalej i zobaczyłam jak otwierają się drzwi od szałasu mojej "przyjaciółki". Natychmiast zmieniłam się w cień i schowałam się za ścianą.
- Mamo! Mamo! Możemy iść na spacer?! - spytała mała waderka.
- Oczywiście Istorio, ale nie odchodźcie za daleko! - uśmiechnęła się Filos i poszła z Shammenem na spacer w drugą stronę. Pierwsza zasada wychowywania młodych: NIE pozwalać im iść SAMYM na spacer bez opieki. Poszłam za szczeniakami w głąb lasu.
- Nie złapiesz mnie, Onyx! - krzyknęła Istoria uciekając w głąb lasu.
- Założymy się? - zaczął biec szybciej w głąb lasu. Ta... i kto musi się nimi opiekować? Ja. Wadera, która nie powinna się nawet do nich zbliżać, a i tak ich pilnuje. Właśnie moją logikę trafił szlag... znowu. Pobiegłam za nimi nadal będąc w formie cienia. Moje oczy świeciły niczym czerwona lampka na niebie. Małe szczeniaki nie zatrzymywały się i były dość daleko od królestwa. Pilnowałam młode szczeniaki, by te nie uciekły ode mnie za daleko. Młode po jakimś czasie zrozumiały, że są daleko od domu.
- Istoria... wiesz, którędy mamy wracać? - spytał Onyx.
- Nie. Myślałam, że ty pilnujesz drogi - powiedziała biała waderka i zaczęła piszczeć ze strachu. Przewróciłam oczami,
- I to ja jestem nie odpowiedzialna... - mruknęłam w myślach - tylko jak im pomóc tak, by nie myśleli, że to ja... W tym momencie wpadłam na pomysł. Niewidocznie wchłonęłam się w cień Istorii.
- Istoria patrz! Twój cień! - krzyknął Onyx patrząc na mnie myśląc, że tym dużym cieniem (czyli ja) jest cień Istorii.
- Moja moc! Uaktywniła się! - krzyknęła szczęśliwa Istoria. Odczepiłam się od jej cienia i "przykleiłam" się na kamień wciąż będąc cieniem.
- Jesteś mną tyle, że dorosłą? - spytała Istoria, patrząc na mnie i na moje czerwone ślepia. Zamknęłam oczy przytakując.
- Wiesz jak stąd wyjść? Do domu? - Onyx spytał, a ja przytaknęłam ponownie.
- A możesz mówić? - spytała Istoria. Zaczęłam biegać wokół nich i zatrzymałam się przed nimi jako moja mroczna strona. Prawie kontrolują swoją ciemną stronę, ale nie na tyle, bym mogła często jej używać.
- Czyli? - spytały szczeniaki równocześnie. Zaprzeczyłam. Zaczęłam iść w stronę królestwa, co chwilę znikając i pojawiając się dalej o parę metrów. Gdy byłam od nich cztery metry dalej pokazałam im ruchem głowy, by poszli za mną.
- Ona chce nas gdzieś zabrać... - odparł Onyx.
- A jeśli to pułapka? - zapytała Istoria.
- To przecież ty, tylko z przyszłości - odparł czarny szczeniak.
- To ja mam tak wyglądać?! - spytała wystraszona.
- Przypominam ci, że to twój cień - dodał. Mój ogon dymił niczym prawdziwy cień tak samo jak łapy i futro.
- Mamy inne wyjście? - spytał szczeniak.
- No właśnie nie... - waderka wzięła głęboki oddech - chodźmy - zaczęli iść w moją stronę, a ja tylko na nich patrzyłam, machając ogonem na boki. Gdy byli blisko mnie, pojawiłam się od nich dalej. 
- Ej, czekaj! - zaczęli biec w moją stronę, a ja za każdym razem, gdy byli blisko, znikałam parę metrów dalej. Najwyraźniej ich to bawiło, bo nie widziałam, by się bały. Wręcz przeciwnie. Biegli za mną z uśmiechem na pyskach. Gdy byliśmy blisko królestwa, zniknęłam rozpływając się. Schowałam się za drzewem.
- Ej, gdzie ona się podziała? - spytał Onyx.
- Nie wiem, ale zobacz! Jesteśmy w domu! Mamo! - krzyknęła Istoria, biegnąc w stronę Filos.
- Boże, jesteście! - krzyknęła zmartwiona wadera, przytulając młode.
- Mamo! Tato! Istoria nas uratowała! - krzyknął Onyx, wskakując na grzbiet Shammena.
- Jak to? - spytał zaciekawiony Shamm.
- Mój cień! Zmienił się we mnie z przyszłości i nas wyprowadził z lasu! - krzyknęła mała waderka.
- Mówiłam, byście uważali! - krzyknęła - Ale... cień? Jak on wyglądał? - spytała zaciekawiona.
- Czarna, czerwone oczy i z cienia!  - spytała zamieszana Istoria.
- Jesteście pewni, że tak wyglądała? - spytała.
- Widzieliśmy ją przez moment... była cieniem. Po jakimś czasie zmieniła się w wilka. Nie mieliśmy szansy się jej przyglądnąć - odparł Onyx.
- Filos, jesteś przewrażliwiona... zrozum. Jest tam, zamknięta - Shammen wskazał łapą mój szałas - nie wyjdzie stamtąd nawet za koszt swojego życia - Filos posmutniała.
- Miałam nadzieję...
- Zapomnij o niej - uśmiechnął się Shammen i ją pocałował - teraz masz nas. My jesteśmy twoją rodziną, a to był jej wybór - Shammen zabierając młode poszedł do domu.
- Shaten... nie możesz się tak ukrywać - podeszła do drzwi mojego mieszkania. Jako cień weszłam do domu i zmieniłam formę w normalną siebie z niebieskimi paskami.
- Wróć do mnie, do nas... bez Ciebie nie jest tak samo - po jej głosie było słychać, że płacze. Podeszłam do drzwi, chcąc je otworzyć.
- Filos, zapomnij o niej... nic nie zrobisz... - odsunęłam się od drzwi - teraz masz inne rzeczy na głowie, niż martwienie się o nią - odparł Shammen, przytulając ją.
- M... masz rację... chodźmy, bo znowu się zgubią - para zakochanych odeszła od moich drzwi idąc do młodych. Ponownie zmieniłam się w mroczną formę i wyszłam, nie otwierając drzwi. Onyx popatrzył na mnie, odwracając się.
- Pssst. Ist, patrz - popatrzyła za siebie, by popatrzeć na mnie.
- Mamo, spójrz! - kiedy szczeniaki się odwróciły, zniknęłam za drzewem.
- Co? - spytała Filos odwracając się.
- Była tu! - krzyknęły młode równocześnie.
- Dzieci... chodźcie musiało wam się przewidzieć - ruszyli dalej, a ja patrzyłam na ich wolny krok. Patrząc na nich, wyobraziłam sobie jak ja idę obok nich. Puściłam łzę na ziemię, która zmieniła się w kryształ i schowałam się w domu zakreślając na ścianie kolejny dzień swojego życia. Podeszłam do Snow'a i go przytuliłam.
- Jak tam skrzydło? - spytałam z uśmiechem, ukrywając swój smutek. Położyłam się na kocu i zasnęłam, a Snow, mój zimorodek, którego znalazłam w lesie zasnął wtulając się w moje szorstkie futro na karku.
<Filos? Napisz swoją perspektywę>

niedziela, 5 czerwca 2016

Od Shaten "Przywitanie młodych i pożegnanie starych przyjaciół" cz. 3

Zamknęłam się na cztery spusty i usiadłam pod drzwiami z łzami. Straciłam wszystko... przyjaciółkę, rozum, siebie... Ledwo stojąc wyszłam z szałasu i przyłożyłam ucho do drzwi Filos.
- Mamo, opowiesz mi bajkę? - spytała mała waderka mojej przyjaciółki.
- Czemu nie, moja Bajeczko - odpowiedziała Filos i zaczęła opowiadać bajkę... realistyczną bajkę, bo była... o mnie? Zmieniłam się w cień i weszłam do jej domu. Popatrzyłam na nich.
- Ale jak to? Została sama? Dlaczego jej przyjaciółka nic nie zrobiła?
- Obawiam się, że nie mogła - odparła Filos smutna.
- Biedna musi być ta wadera - mruknął jej czarny szczeniak, patrząc w dal przez okno.
- Dobrze, że naprawdę nikt tak smutny nie istnieje - odparła waderka.
- Tak... dobrze, że nikt taki nie istnieje... - odparła Filos patrząc na mnie, jakby mnie widziała. Wyszłam z szałasu i pobiegłam do domu zmieniając się w wilka. Wyjęłam z szafek biały kwarc i uformowałam go w wilka, który wyglądał jak ja. Podeszłam do drzwi wadery i położyłam figurkę pod drzwiami. Zapukałam i schowałam się za drzewem. Drzwi otworzyła Filos.
- Halo? - spytała rozglądając się. Spojrzała w dół i popatrzyła na figurkę. Podniosła ją.
- Shaten? Jesteś tutaj? - spytała z nadzieją. Zrobiłam krok do przodu chcąc wyjść, ale w tym momencie podszedł do niej Shammen i pocałował, po czym zabrał do szałasu. Cofnęłam się i moje oczy zabłysły na czerwono. Uciekłam w głąb lasu jako mroczna, straszna, bojąca się wadera.
**************
Obudziłam się gdzieś w głębi lasu. Wokół mnie był krąg czarnych kryształów. Rozbiłam je i poszłam w stronę królestwa. Podeszłam do zimorodka, który stał na ziemi patrząc na mnie swoimi czarnymi, ale i pustymi oczami.
- Tylko wy mi zostaliście... - zimorodek wskoczył mi na plecy i wtulił się w moje szorstkie, ale i ciepłe futerko.
- Czemu nie lecisz? Rodzice pewnie na Ciebie czekają... - zimorodek pokazał mi swoje złamane skrzydło. Opuściłam głowę.
- Przepraszam... - zamknęłam oczy - pójdziesz ze mną - wyprostowałam się otwierając oczy i poszłam w stronę szałasu. Położyłam zimorodka na stole i wyjęłam zioła lecznicze jak i bandaż.
- Pokaż - powiedziałam do ptaka, a ten posłuchał mnie od razu. Delikatnie dałam jego skrzydło pod moją łapę i delikatnie przyłożyłam na ranę krem zielny. Sięgnęłam po bandaż i zabandażowałam mu skrzydło.
- Teraz je nastawić... - Wzięłam małą cząstkę kryształku i przyłożyłam do jego kości. Kryształ rozrósł się na jego kości nastawiając je.
- Jak skrzydło ci wyzdrowieje, kryształ pęknie - uśmiechnęłam się, ale od razu posmutniałam - szkoda, że Filos nie może tego zobaczyć... - położyłam się na ziemi i oklapłam uszy. Zimorodek wtulił się w moje futerko przy pysku.
- Jak skrzywdzę jej młode, nigdy sobie tego nie wybaczę... nie mam wyboru, Snow... - pomyślałam chwilę - Snow... takie imię będzie do Ciebie pasować - pozwoliłam mu dalej wtulać się w moje futro. Usłyszałam pukanie. Natychmiast zmieniłam się w cień.
- Shaten? - spytała moja dawna przyjaciółka otwierając drzwi. Najwyraźniej zamarła widząc, że zakreślam dni swojego życia na ścianach. Zobaczyła też Snow'a, który siedział na parapecie tak ustawiony, że nie widać było mojego dzieła.
- Shaten... - opuściła głowę wychodząc. Wyszłam z ściany zmieniając się w wilka i popatrzyłam przez okno widząc jak idzie za spacer z Shammenem i z młodymi.
- Filos... - opuściłam głowę i usiadłam, siadając odwrócona od drzwi. Zaczęłam się trząść, aż w końcu z moich oczu poleciały łzy.

niedziela, 22 maja 2016

Od Shaten "Przywitanie nowych i pożegnanie starych przyjaciół" cz. 1 (c.d Filos)

Poszłam do swojego szałasu tak mniej-więcej o czwartej nad ranem. Byłam wykończona po pracy nad budową królestwa... poszłam do domku omijając ogromnym łukiem dom Filos i Shammena. Weszłam do domku i walnęłam się na łóżko. Chyba nigdy nie byłam tak zmęczona... przykryłam się kocem i poszłam spać. Spokojne sny mnie witały, a nikt mi nie wbijał do domku w którym mogłam odpocząć. Wtulona w koc śniłam o moim ulubionym miejscu, a mówię tu o sercu lasu. Siedzę tam i patrzę w swoje odbicie, które nie jest mną, a Evets. Czemu mnie to nie martwi? Bo jezioro w sercu puszczy pokazuje nasze złe strony. Do końca nie wiem dlaczego, ale to miejsce tak czy siak mnie uspokajało mimo tego, że to był tylko mój sen. Poczułam jak ktoś dyszy mi na kark.
- Powinnaś pomyśleć nad tym... - odparł basior, który podszywał mi się pod matkę.
- Nie przemyślę! I wynoś się z mojej głowy! Nie jesteś moją rodziną! - wstałam i zaczęłam warczeć. Basior zniknął, a ja usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. Ta... ktoś mi wbił do szałasu... a było tak spokojnie.

****
- Shaten! Shaten! - usłyszałam krzyki Shammena, które mnie wzbudziły ze snu. Odwróciłam się od niego próbując zasnąć.
- Śpię... przyjdź później... - wymamrotałam.
- Shaten, chodzi o Filos! - nie przestawał krzyczeć Shamm.
- Nie zmienię swojej decyzji... daj mi spać...
- SHATEN! FILOS! - krzyknął ponownie.
- Shammen na litość boską... daj mi spać... spałam raptem dwie godziny... - wymamrotałam wtulając się w koc.
- JUŻ CZAS! - krzyknął. Popatrzyłam na niego ospałym okiem.
- Na co czas? Na pogodzenie się? Sorki, ale nie teraz... - wtuliłam się w koc, a Shamm mnie odkrył. Zrobiłam irytującą minę.
- FILOS!! TO JUŻ TERAZ! - słysząc te cztery słowa niczym oparzona wstałam z łóżka i wzięłam apteczkę i pobiegłam z nim do szałasu. Wparowałam do drzwi, a tam leżała Filos, która szybko oddychała i była przerażona.
- Uspokój ją... - powiedziałam spokojnym, a zarazem poważnym tonem i wyjęłam z apteczki wszystko co trzeba. Podbiegłam do nich i położyłam obok rzeczy.
- Filos na mój znak... raz... dwa... TRZY!
****

O dziesiątej rano na świat przyszły dwa szczeniaczki. Filos tak samo jak ja i Shamm byliśmy zmęczeni. Widziałam jak pyskami głaszczą swoje szczeniątka... Wyszłam niezauważalnie z oklapniętymi uszami. Wpadłam na Allasa.
- Patrz jak chodzisz! - krzyknęłam mając łzy w oczach.
- Przepraszam... - odparł - wszystko gra?
- Nie czepiaj się - ruszyłam dalej z łzami. Zamknęłam się w szałasie i usiadłam w kącie powstrzymując łzy. Usłyszałam pukanie.
- Można? - spytał Allas wchodząc do szałasu.
- Czego chcesz?! - krzyknęłam z łzami.
- Czemu tak zareagowałaś? - spytał.
- Niech Cię to nie obchodzi! - zaczął podchodzić do mnie.
- Shaten, może Ci pomogę - powiedział.
- Idź stąd! - krzyknęłam cofając się bardziej do kąta. Allas popatrzył na mnie i przytulił. Przestałam się wiercić i byłam sparaliżowana.
- C... co ty robisz?! - krzyknęłam odpychając go.
- Pieczęć przyjaźni.
- NIE PRZYJAŹNIMY SIĘ! A TERAZ WON! - krzyknęłam, a ten wyszedł z domu bez problemu. Oparłam głowę o drzwi i lekko je podrapałam pazurami.

(Filos?)

poniedziałek, 9 maja 2016

Od Shaten "Chwila słabości czasami nie pokazuje czegoś dobrego" cz. 3 (c.d Filos)

Patrzyłam na Filos lekko zdezorientowana. Widziałam podwójnie, a moje ciało zaczęło się podnosić.
- Błagam, pomóżcie jej! - krzyczała Filos z łzami. Syknęłam. 
- Och, Shaten... - powiedziała Evets - naprawdę sądziłaś, że się mnie tak szybko pozbędziesz? - poczułam jak coś mnie paraliżuje od środka. Straciłam całkowicie przytomność. 

*****
Ponownie znalazłam się w pustce. Tyle, że zamiast luster były szyby wspomnień. Wszędzie były momenty, kiedy byłam z Filos. Było normalnie... jak to przyjaciółki. Gdy Shammen wszedł mi w moje wspomnienia wszystko się zmieniło. Filos była szczęśliwa i nie potrzebowała już mnie... ma Shammena....

******

Obudziłam się w jakimś nowym szałasie. Byłam opatrzona, a nade mną stał jakiś nowy wilk i Alfa.
- Jak się czujesz? - spytał, patrząc na mnie. Ledwo stanęłam na nogach.
- Już lepiej, dziękuje - lekko się ukłoniłam i poszłam w stronę wyjścia.
- Shaten! - krzyknęła Filos, biegnąc w moją stronę. Zrobiłam krok w lewo i wskoczyła do jaskini, a na jej głowę spadł garnek. Filos próbowała wyjąć głowę z garnka.
- EJ!!! - krzyknęła, siłując się z garnkiem na głowie. Jak mam być szczera, trochę mnie to bawiło.
- Filos! - Shamm podbiegł do niej i oparł tylne łapy o jej plecy i złapał garnek po czym zaczął go ciągnąć. 
- Pfff... AHAHAHAHHA!!! - wybuchłam śmiechem, ale przestałam, bo mnie bolał brzuch. Gdy Shamm wyciągnął mój biedny garnek z głowy biednej Filos poleciał do tyłu i dostał moją biedną patelnią. 
- HAAHAHA!!! - Filos zaczęła się śmiać. Spoważniałam patrząc na nią.
- Filos... musimy pogadać - podeszłam do niej lekko kulejąc.
- O co chodzi? - spytała podchodząc razem z Shammenem. 
- Ech... słuchaj... odbiorę twój poród... ale potem... musimy się pożegnać... - wzięłam głęboki wdech.
- Co? - spytała z łzami w oczach.
- Będziesz miała młode... nie będę ryzykować, że skrzywdzę albo ciebie albo... - przeszył mnie wielki ból.
- Nie! Shaten pro... - mówiła z łzami w oczach.
- Nie, Filos! - krzyknęłam tak, że prawie ją porwało znowu do mojego szałasu i by pewnie dostała moim biednym dzbankiem - przykro mi... - odwróciłam się.
- Shaten, proszę! - nalegała zatrzymując mnie  i odwracając w moją stronę - nie rób tego...
- Filos, nie rozumiesz?! Jestem niebezpieczna! Dla was, dla wszystkich! O mało przeze mnie nie poroniłaś! - warknęłam z łzami w oczach. 
- Ale...
- Żadnych ale! - odwróciłam się ponownie - Jak urodzisz, to się pożegnamy.
- Shaten, nie musisz - wtrącił się Shammen.
- Muszę - poszłam w stronę terenu budowlanego królestwa. Zobaczyłam, że próbują postawić kryształy. Użyłam swojej mocy i je ustawiłam. Do takich rzeczy nie potrzebuje sporo mocy, a przy okazji szybciej pójdzie robota.

******************

Po około godzinie poszłam w stronę swojego nowego domu. Muszę zmienić bandaże i sprawdzić, czy nadal wyglądam jak kryształowy wilk. Weszłam do domu i zaczęłam zdejmować bandaże. Rany wyglądały paskudnie. Gorzej niż w sytuacji, kiedy atakowałam łowców razem z Filos. Wszystko się zmieniło odkąd przyszedł... Grrrr... wiedział, że się tak to wszystko potoczy. Nienawidzę go jeszcze bardziej niż on moich garnków. 
Usłyszałam pukanie.
- Proszę - powiedziałam związując rany na łapach. Do szałasu wszedł nasz królewicz z bajki... 
- Możemy pogadać...? - spytał.
- Nie... - mruknęłam - jestem zajęta - bandażowałam drugą łapę.
- M... może - podszedł, by mi pomóc, ale odsunęłam się od niego kontynuując zakładanie opatrunków.
- Czego chcesz? - wymamrotałam.
- Nie mus...
- Skończ - przerwałam mu - to jedyne wyjście.
- Nie prawda! Na pewno sobie poradzisz, Filos...
- FILOS BĘDZIE LEPIEJ BEZE MNIE! - krzyknęłam tak głośno, że Shammen wleciał na ścianę tuż przy drzwiach - Wyjdź stąd!
- Ale...
- WYJDŹ! - Shammen na mój krzyk, aż wybiegł z mieszkania. Zaczęłam zakładać bandaż na brzuchu, ale zatrzymała mnie czyjaś łapa.
- Shaten... - powiedziała matka spokojnym głosem - nie musisz tego robić...
- Muszę! - krzyknęłam z łzami. Zaczęła zawiązywać na moim brzuchu opatrunki.
- Jak ty to...
- Mało o mnie wiesz - zamarłam. Czemu ona brzmiała jak facet?! Odskoczyłam warcząc.
- Kim jesteś? - warknęłam.
- Córciu, o co...
- Masz głos męski, nie kłam! - duch zniknął. 
- Dowiesz się w swoim czasie... - powiedział męski głos. Położyłam się na swoim łóżku i zasnęłam.

<Filos?>

wtorek, 3 maja 2016

Od Shaten "Chwila słabości czasami nie pokazuje czegoś dobrego" cz.1 (c.d Filos)

Kolejny dzień, kolejna przygoda, kolejne zwiady. Tak naprawdę nie moje, ale gdzieś, ktoś tam idzie. Za bardzo mnie to nie obchodziło. Zaparzyłam kawę, usiadłam na swoim krześle przy stole i tradycyjnie zaczęłam rozmyślać o dzisiejszym dniu. Co dzisiaj? Może ponownie będę musiała liczyć surowce, albo ponownie będę zmuszona kogoś szukać... no nie wiem, wszystko jest możliwe. Gdy kubek od kawy był pusty wyszłam na dwór i zmieniłam się w wilka, po czym ruszyłam w stronę głównego zbiorowiska wilków. Wszyscy byli czymś podekscytowani. Powolnym dołączyłam do wilków. Zobaczyłam tam wiele znajomych pysków. Skay, Anonima, Severusa, Lucy, Noodle, a także naszą skromną parę, czyli Filos i Shammena.
- Hej - powiedziałam podchodząc do gromadki - a co to za zamieszanie?
- To ty nie wiesz?! - krzyknęła Skay podekscytowana.
- Em... - podniosłam brew nic nie rozumiejąc. Wszyscy patrzyli na Filos i Shamenna z uśmiechami - Ale czego nie wiem?
- No bo... - Filos podeszła do mnie razem z Shammeem w moją stronę - widzisz...
- Spodziewają się szczeniąt! - krzyknęła Skay podskakując. W tym momencie coś we mnie pękło. Co proszę? Co przepraszam bardzo? Jak?! Co? 
- Shaten? - Filos mnie otrząsnęła ze świadomości.
- Wybacz... po prostu... nie wiem co powiedzieć! - udałam podekscytowanie - to... to wspaniale! - uśmiechnęłam się na przymus.
- Trzeba to uczcić! - krzyknęli wszyscy i zaczęli skakać. Ja się wycofałam w stronę szałasu. Filos... w ciąży? Ale... ale czemu mi nie... Może nie chciała mi nic mówić, bo się bała, że wpadnę w furię. A  jeśli się mnie boi? Może po tym co się wydarzyło po prostu... zaczęła się mnie bać.
Weszłam do szałasu i zamknęłam się na klucz.
- Musze się opanować... - zaczęłam krążyć w kółko - nie mogę stracić nad sobą kontroli... - zagryzłam wargi - teraz muszę...
- Serio uważasz, że dasz radę się opanować? - powiedziała zniesmaczonym głosem druga ja pojawiając się obok mnie. Nazwałam ją Evets. Patrzyła na mnie jak krążę wokół.
- Tak... muszę... muszę tylko...
- Shaten, bądźmy szczerzy... - zatrzymała mnie - ty nie jesteś dobra. Nie byłaś nie jesteś i nie będziesz. Jesteś zła do szpiku kości... - wyszeptała mi do ucha - powiedz to... powiedz te dwa słowa.
- NIE! - uderzyłam cieniem w miejsce, gdzie była, ale gdy zadałam cios zniknęła, a ja rozwaliłam swój stolik. Evets była za mną. Czułam jej wzrok na karku i jej złowieszczy uśmieszek
- Serio myślisz, że jej nie skrzywdzisz? Nie umiesz nawet opanować złości, a ty myślisz o nie zabijaniu? - ponownie zadałam cios i ponownie zamiast trafić ją, trafiłam swoje meble.
- Ty jesteś moimi myślami, iluzją. Ty... ty nie istniejesz! - dyszałam ze złości mimo tego, że byłam przerażona.
- Nie okłamuj się - stała parę centymetrów ode mnie - jesteś potworem. Demonem, który chodzi po tym świecie - wzrosłam kryształ w jej miejscu, ale tylko zniszczyłam podłogę i sufit.
- To ty jesteś wirusem - warknęłam patrząc wokół. Ta chodziła po suficie.
- Ja jestem tylko dobrą stroną Ciebie moja droga... - popatrzyła na mnie nadal stojąc na suficie - ty jesteś wirusem i Ty doprowadzisz do przykrej sytuacji! 
- KŁAMIESZ! - cieniem ją zepchnęłam i przy okazji zniszczyłam sobie więcej mebli i podłogę.
- Nie wierzysz mi!? Zobacz! - w moim umyśle pokazała mi szałas Shamenna i Filos. Znalazłyśmy się jakby w innym planie.
- Filos, jak się czujesz? - spytał Shammen z uśmiechem.
- Aż tak nie musisz się o mnie martwić - uśmiechnęła się i się pocałowali. Wnet ktoś zaczął pukać do drzwi.
- Ja otworze - powiedział Shamm i otworzył drzwi. Od razu przeszył go cień na wylot i wbił w ścianę.
- SHAMMEN! - krzyknęła przerażona Filos. Z drzwi wyszedł czarny wilk z czerwonymi oczami i pianą w pysku.
- Widzisz...? - spytała Evets patrząc na to - to Ty - patrzyłam na to z łzami w oczach.
- Zostaw mnie! - krzyknęła przerażona, biała wadera. Ja jako wilk cieni podchodziła do niej z gniewem w oczach. Cienie wyrosły z ziemi i złapały Filos za szyje. Zaczęłam ją dusić.
- NIE! - krzyknęłam przerażona - NIE, PRZESTAŃ!
- Rozumiesz? - powiedziała Evets, gdy ja patrzyłam na przerażoną Filos - jesteś zła... byłaś... - w tym momencie ja jako wilk cieni przeszyła moją przyjaciółkę na wylot - i będziesz... - Wszędzie była krew.
- Nie... nie, nie, nie, nie! To wszystko to... - mówiłam z łzami w oczach.
- Prawda - znalazłyśmy się ponownie w moim wyniszczonym szałasie - jesteś nie do opanowania, Nightengale...
- Nie kłam!
- To TY okłamujesz przez cały czas samą Siebie! - krzyknęła ze strachem w oczach - nadal tego nie rozumiesz?! - patrzyłam na nią, aż nie zniknęła. Dyszałam, płakałam, byłam zła, przerażona... A jeśli to prawda...? Jeśli naprawdę ich zabiję...?
- Jesteś potworem... - słyszałam jej szept - jesteś czarna niczym ciemne zakątki każdego dobrego wilka na tym świecie...
- Zostaw mnie! Łżesz! - krzyknęłam wściekła. Zrobiłam róże z cieni i zaczęłam rozwalać wszystko wokół siebie.
- To ty łżesz! Zobacz co robisz! - słyszałam jej szepty i róża cieni zniknęła - i to ja łżę?! - zaczęłam się rozglądać.
- Masz rację... - opadłam na ziemię i opuściłam głowę - jestem nikim... jestem zła... jestem cieniem każdego zła... - moje oczy zaczęły płonąć na niebiesko przez smutek, jaki mnie przepełniał.
- Skrzywdzisz swoją przyjaciółkę jak i jej partnera... - zobaczyłam jak krąży wokół mnie Evets - zabijesz jej potomstwo... - moje płomienie zmieniały kolor na czerwony, a ona zmieniała się w mroczny cień - jesteś krwią złych wcieleń. To od ciebie zaczęły się bunty, krzyki tych wilków. Od twoich łap zginą tych których kochasz... - głos Evets zmienił się na mroczniejszy i straszniejszy. 
- Jestem krwią złych wcieleń... - powtórzyłam mroczniejszym głosem - Jestem iskrą zła... - podniosłam głowę, a moje oczy były czerwone niczym krew.
- Kim jesteś, Shaten? - spytała tak samo mrocznym głosem. Popatrzyłam na nią. Pomachałam głową i moje lewe oko stało się niebieskie.
- Nie! Nie! Nie oszołomisz mnie! - krzyknęłam wybiegając z szałasu, który praktycznie mógłby zaraz runąć. Słyszałam mroczny śmiech.
- Już to zrobiłam, Night! - krzyknęła z śmiechem - jesteś moja! Jesteś tą, którą stworzyłaś Ty! Ja tylko wykonuje to, co chcesz!
- Nie chciałam Cię! To Ty się tu pojawiłaś! - krzyczałam z łzami biegnąc przed siebie. Moje niebieskie oko mrugało na czerwono.
- Chciałaś pokazać innym jaka jesteś naprawdę... POKAŻ IM! - krzyknęła Evets - pokaż im swoje prawdziwe oblicze!
- To nie jest moje prawdziwe oblicze! - dobiegłam do Polany Iliovasielma. Miejsca, gdzie związałam się z Filos przyjaźnią. 
- Owszem, jest, Nightengale! - pojawiła się prze de mną jako czarny dym, a jej głos brzmiał przerażająco - jesteś zła! Jesteś...
- Jestem dobra!
- Jesteś nikim! - jej krzyk zdmuchnął moje niebieskie kolory jak powietrze - jesteś cieniem wszystkich...
- Nie! - nadal walczyłam.
- Jesteś zagrożeniem...
- Nie!
- Jesteś powodem śmierci twoich bliskich!
- NIE! - krzyknęłam tak, że trawa wyrwała się z ziemi.
- KIM JESTEŚ?! - krzyknęła ponownie z uśmiechem na pysku.
- Przestań! - krzyczałam na nią.
- KIM JESTEŚ, NIGHTENGALE DARKLINE?!
- JESTEM MROCZNĄ STRONĄ KSIĘŻYCA!!! - krzyknęłam, a księżyc powoli się zaciemniał. Wokół mnie pojawiały się węże cieni. Syczały na mnie i pochłaniały.
- Tak... Tak... TAK! - krzyknęła i zaśmiała się szyderczo. Upadłam na ziemię bezsilna.  Poddałam się, czułam jak moje dobro znikało, wyparowywało. Czułam jak zmieniam się w cień. Księżyc pochłaniał ciemny blask. Wtedy przypomniałam sobie początki... Jak doszłam do królestwa, jak poznałam Filos, jak przetrwałyśmy tyle przeszkód, a mimo to byłyśmy razem. Kiedy śniłyśmy pomagałyśmy sobie niczym siostry. Kiedy mi udowodniła, że jestem dobra... kiedy pokazała mi, że nie ma powodu, by się mnie bać.
- N... Nie mogę się p...poddać... - zaczęłam powoli wstawać na łapach, które były pokryte czarną mgłą.
- Co?! - krzyknęła Evets, która była na de mną gotowa, by mnie opętać.
- Nie jestem zła! - krzyknęłam, a moje czerwone kolory zanikały i robiły się powoli białe - nie obchodzi mnie to, co mi mówisz! Nie wiesz kim jestem!
- Jesteś cie...
- JESTEM SHATEN NIGHTENGALE DARKLINE! - krzyknęłam, a moje płomienie zabarwiły się białym kolorem, a ciemny blask, który pokrywał księżyc zaczął się cofać.
- Nie!
- To TY jesteś pasożytem! - moje oczy, jak i paski na futrze były białe - Ja jestem ta, która jest dobra! To TY MASZ ZNIKNĄĆ! - krzyknęłam i cień na księżycu zniknął. Cieniste dymy na moich łapach znikał, a cieniste węże uciekały przed światłem.
- Nie ważne co zrobisz! I tak masz w sobie zło! - krzyknęła Evets.
- WAŻNE JEST TO, BYŚ TY ZNIKNĘŁA! - krzyknęłam i na nas padło światło księżyca. Evets zaczęła się palić.
- Nie! NIEEEE! - na jej futrze pojawiały się czerwone spirale - miałam Cię w garści! Jak to możliwe?!
- To się nazywa determinacja! Nigdy się nie poddaje słyszysz?! - Evets krzyknęła niczym demon i weszła we mnie próbując mnie opętać. Moje oczy zabłysły na biało i "wybuchłam" światłem niczym wielka bomba. Po chwili wszystko się uspokoiło. Leżałam w ziemi. Miałam na sobie kryształy różnych barw, które rosły we mnie. Krater był wielkości półtora boiska piłkarskiego i dymił, jakby się coś spaliło. Wokół krateru były kryształy, a ja czułam zapach krwi... mojej krwi. Krwi złego wilka. Czułam krew wilka mrocznej strony księżyca. 
- Jestem zła... - wyszeptałam - ale jest we mnie dobro, dzięki któremu jestem... - nie dokończyłam, bo mnie przeszył ból rosnących we mnie kryształów. Pewnie oznaczały to, że umieram... moje oczy zrobiły się niebieskie, jak i znaki na moim futrze.
Posłuchaj, cokolwiek bym zrobiła, gdziekolwiek bym była, kimkolwiek bym była, zawsze będę z tobą. Nawet jeśli nie koło ciebie, to w twoim sercu - usłyszałam głos Filos w swojej głowie. Wytężyłam swoje resztki sił i mocą kryształów rozsadziłam szpikulce, które we mnie rosły. Były we mnie korzenie kryształów, ale przestały rosnąć. Kałuża krwi na której leżałam rosła. Próbowałam wstać, ale nie miałam sił. Próbowałam krzyknąć, ale odebrało mi mowę, próbowałam otworzyć oczy, ale przestały mnie słuchać. Poczułam nad sobą futro.
- To jeszcze nie twój czas, Shaten... - usłyszałam szept swojej matki, a potem szczypanie - nie dam rady zregenerować Cię na tyle, byś mogła wstać, ale nie umrzesz... - powiedziała wadera - jestem z ciebie dumna... - zniknęła. Moje ciało pozostało w bezruchu i... straciłam przytomność.

<Filos?>

niedziela, 24 kwietnia 2016

Od Shaten "Serce czy umysł?" cz.4 (c.d Filos)

- Ta... jest problem - wzięłam głęboki wdech - bo musimy od nowa przechodzić nasze koszmary...
- Dlaczego?! - krzyknęli nawzajem.
- Mówiłam! Jak się obudzimy będziemy musieli zacząć wszystko od nowa! - wyjęłam z szafy fioletowe płatki i ponownie zrobiliśmy tą czynność co za pierwszym razem. Tym razem koszmary Filos poszły jak powietrze. Shammen tym razem nie zabił się, a zabrał się z Adelin tam, gdzie nic nie będzie IM.
- Wszystko zrobione?
- Tak! - krzyknęła Filos. Byłam zadowolona, że tym razem poszło tak szybko, ale niestety to szczęście szybko nie trwało. Po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać.
- Shaten? - słyszałam ich głosy jak przez mgłę. Mrugnęłam oczami i znalazłam się w innym miejscu. A ja dobrze znałam to miejsce... las Drivewood... ostatnie spotkanie z moją matką...
- Mamo! - krzyknęła jakaś waderka uciekając w moją stronę. Wnet czarna waderka zatrzymała się przede mną i popatrzyła swoimi niebieskimi oczami ze źrenicami. Potem rozległ się strzał.
- Mamo!!! - krzyknęłam razem z waderką i pobiegliśmy w stronę strzału. Biegnąc zobaczyłam jak obok mnie biegnie biała wadera i czarny basior.
- Shaten! - krzyknęła Filos głosem jakby była duchem - coś jest nie tak! Możemy ci pomagać, ale nie będziesz nas widzieć! - Filos zniknęła.
- Filos zrobiła strzał jako iluzje! Musisz radzić sobie sama jak na razie! - zniknęli. 
- Mamo!
- Nightengale! - krzyknęła moja matka i przytuliła małą mnie. Popatrzyła na mnie jakby wiedziała, że tu jestem.
- To nie twoja wina... - powiedziała patrząc na mnie. Zaczęłam się rozglądać żeby sprawdzić, czy nikogo nie ma za mną, ale nie było. Czy ona mówiła... do mnie? Wnet znowu rozległ się strzał. Wadera upadła martwa na ziemię robiąc kałużę krwi.
- Mamo! Mamo obudź się! - Nightengale próbowała obudzić wilczyce - Mamo!! - zaczęła płakać. Polizała jej ranę, by spróbować ją obudzić, ale bezskutecznie. Wtedy właśnie na jej sierści zrobiły się niebieskie spirale, a jej oczy zrobiły się puste. Od razu zmieniła się w człowieka i ją przytuliła jako człowiek. Wstała i uciekła w głąb lasu nadal jako czarnowłosa dziewczynka. Zaczął padać deszcz. Pamiętałam ten koszmar... kiedy miałam wyrzuty sumienia, że to prze ze mnie tego dnia zapomniałam kim jestem... Scena zaczęła się zmieniać. Zobaczyłam Filos, która miała wyraz pyska, jakby mi współczuła. Odwróciłam wzrok i znalazłam się w królestwie.
- To twoja wina! - krzyknął Severus podchodząc do mnie. 
- Przez Ciebie nasza praca poszła na marne! - krzyknął Warror blokując mi drogę.
- Ale o co... - spytałam w niezrozumieniu.
- Nie widzisz?! Zobacz co zrobiłaś! - rozglądałam się i zauważyłam, że były wielometrowe kryształy o kolorze czarnym.
- Ty to zrobiłaś! - Krzyknął Sham.
- Wy mieliście mi pomóc! - krzyknęłam z łzami.
- Nie pomożemy takiemu komuś jak ty! Zabiłaś nas! - odwróciłam się, a za mną były poszarpane wilki, niektóre nawet z kośćmi na wierzchu. Filos podeszła do mnie z rozdartym pyskiem.
- Nie proszę... - oklapły mi uszy - T...to nie ja...
- A kto?! Kto panuje nad kryształami!? - krzyknęła Skay. Moment... to koszmar! 
- Wyganiam Cię z królestwa - powiedział Severus - Zabić ją...
- Nie! - krzyknęła Filos od realistycznego świata i stanęła w mojej obronie jak i Shamn. Wilki zaczęły uciekać na ich widok.
- W samą porę... - poczułam ulgę.
- Ciężko się przedostać przez pnącza - powiedziała Filos. Scena ponownie się zmieniła. Tym razem znowu było królestwo, a ja szłam w stronę Szałasu Shammena.
- O nie... o nie nie nie nie nie - popatrzyłam na towarzyszy - nie patrzcie! - zasłoniłam im ogonem oczy. 
- Hej Filos już... - powiedziałam ja ze snu patrząc na Filos i Shammena jak się całują.
- O hej... - powiedziała niechętnie podchodząc do mnie - nie dostałaś listu? - mruknęła.
- Nie? - przekrzywiła głowę w niezrozumieniu.
- Potrzebowałam Cię dopóki nie zdobędę kogoś, kogo pokocham - zaśmiała się - nie będę się przyjaźnić z takim kimś jak ty. Prawda, skarbie? - powiedziała stając przy Shammenie.
- To ta która nie umie nawet rozmawiać z innymi? - zaśmiał się - nie dziwie się, że wszyscy się Ciebie boją...
- A...ale...
- Idź stąd! Nie chce Cię znać! Mam już kogoś na twoim miejscu - zaśmiała się, ja ze snu uciekła, a ja posmutniałam opuszczając głowę. Dobrze wiedziałam, że widzieli to... 
- Shaten...
- Zamknij się... - wyobraziłam sobie, że mój ogon jest z ostrza - będzie teraz lepiej jak mnie zostawicie... 
- Nie rób tego! Nie budź na... - nie dokończyła, bo pojawiliśmy się w pustce z lustrami.
- Ostatnie miejsce... - podeszłam w stronę luster. Stanęłam przed jednym, gdzie byłam biała niczym śnieg. 
Biała ja wyszła jakby z lustra.
- Zrozum w końcu... nigdy nie będziesz dobra... - zaczęła chodzić wokół mnie - jesteś czarna niczym noc, masz czarne serce niczym najgorszy koszmar... tylko ja jestem dobra. A ty...
- Gdyby twoja słowa były prawdziwe... - przecięłam białą mnie ogonem - nie mówiłabyś tak - moje oczy zrobiły się na chwilę czerwone. Podeszłam do luster na których cały czas byłam ja biała.
- Jesteś oszukiwana... niekochana, niezrozumiała. Jesteś nikim - moje oczy zaczęły "płonąć" na czerwono.
- Zamknij się! - rozbiłam wszystkie lustra swoim tonem jakim wypowiedziałam to słowo. Rozległy się śmiechy. 
- Nie uciekniesz przede mną - nadal się śmiała. Białe miejsce zmieniło się w ciemny las z pełnią księżyca.
- Shaten. Nie uciekniesz przed nią - powiedział jakiś kobiecy głos. Przede mną stanęła moja matka, a w tle nadal był jej śmiech.
- Nie uciekniesz przed swoim cieniem - zaczęło wstawać słońce, a moim cieniem byłam ja, ale biała.
- Co...? - popatrzyłam na miejsce, gdzie była kobieta, ale zniknęła. 
- Serce czy umysł...? - to pytanie obiło mi się o uszy. Zamknęłam oczy i od nowa widziałam wszystkie koszmary jakie przeżyłam. Zatrzymałam się na tym z Filos i Shammenem. Wnet obudziliśmy się.
- Shaten...? - Filos chciała mnie dotknąć, ale się odsunęłam.
- Zostaw mnie... - wymamrotałam.
- Ale Shaten...
- Powiedziałam, ZOSTAW MNIE! - podniosłam głos tak, że fala dźwiękowa odepchnęła ich do ściany, a mój wazon się stłukł. Dyszałam wściekła, a ta popatrzyła na mnie z łzami w oczach. Odwróciłam się w stronę drzwi, a kiedy popatrzyłam na nich kątem oka natychmiast moje oczy jak i futro "zapłonęło" na czerwono. Moje futro znowu było czarno-niebieskie, ale oczy nadal płonęły na czerwono, a moje jedno oko było czerwone. Wyszłam wściekła, smutna. Zaakceptowałam już to...
Jestem zła, byłam i będę na zawsze... Nic tego nie zmieni nawet przemiana...

Filos? Masz dwa wyjścia. Albo pozwolisz mi zniszczyć las i źródło życia wszystkich lasów. Albo do jasnej ciasnej mnie opamiętasz!!!
Wgl sorki, ale miałam brak weny

środa, 17 lutego 2016

Od Shaten "Serce czy umysł?" cz.1 (c.d Filos lub Shammen)

Ciągle nie mogę zapomnieć o tej sytuacji na polanie... te wspomnienia... ten ból... ten krzyk... ten strach w moich oczach... To uczucie bycie bezsilności. Tyle emocji na raz. Obiecałam sobie, że ukryje je jak najgłębiej... Bezskuteczne. Powróciły moje emocje... czy one są złe? Czy może jednak...
- Shaten! - moje rozmyślenia przerwały krzyki Filos.
- Hm? A Hej... - podeszłam do niej z lekko oklapniętymi uszami.
- Coś się stało? - spytała patrząc na mnie.
- Nie nie... wszystko gra... - wzięłam głęboki wdech - dobijam po prostu samą siebie... klasyka... - spojrzałam w lewą stronę i zobaczyłam czarnego basiora - A ten to kto?
- Ten? To nowy basior... Shammen... - popatrzyła na niego rozmarzonym wzrokiem. - Oho... widzę, że nasza Filos... - pomyślałam z lekkim uśmiechem.
- Pokazałam mu okolicę. Właśnie... dawno nie widziałam Anays i Warrora - odparła. Poczułam nagłe skręcanie w żołądku. Natychmiast się skrzywiłam.
- Ej, wszystko gra? - spytała. Miłość... coś czego ja nigdy nie odczuwałam, bo ukrywałam w sobie emocje...
- Shaateen... - Nienawidzę tego uczucia. Ukrywanie swoich emocji... ale to uratowało królestwo...
- Shaten! - Filos przerwała mi rozmyślanie. Otrząsnęam się i popatrzyłam na nią.
- Wybacz, zamyśliłam się...
- Co się stało? Skrzywiłaś się gdy wspomniałam o... - Filos popatrzyła na mnie jakby zrozumiała dlaczego - wybacz zapomniałam, że nie czułaś nigdy czegoś takiego ja... - zatkałam jej pysk łapą.
- Cii... Qui nie tutaj! - szepnęłam jej do ucha i puściłam jej pysk.
- Wybacz... nie rozumiem, czemu tyle emocji ukrywasz przy innych - odwróciłam się i natychmiast opuściłam głowę - Twoje emocje, słowa i czyny są piękne i godne podziwu. Po prostu nie wiem czemu to ukrywasz... - popatrzyłam na białą waderę - Przy mnie jesteś sobą, a przy innych jesteś poważna, zła i niedostępna. Dlaczego?
- Bo... gdyby nie to... mogłabym stracić nad sobą kontrolę... - odpowiedziałam.
- Ale Shaten... powinni Cię znać taką jaką jesteś, a nie w masce.
- Filos nie rozumiesz! - krzyknęłam tak, że wilki w odległości dwóch metrów, by mnie usłyszały - Nie mogę być sobą przy innych! Ty możesz, bo tylko pod wpływem agresji coś Ci się dzieje! Ja natomiast pod wpływem adrenaliny! Nie umiem tego kontrolować, dlatego się ukrywam, rozumiesz?!
- A próbowałaś nad tym zapanować? - Spytał Shammen podchodząc do nas. Od razu zauważyłam jak Filos podskoczyło ciśnienie.
- Wiele razy... Qui tamtego dnia nie widziałaś... nie widziałaś czym jestem jak stracę nad sobą kontrolę... Słucham głowy - zaczęłam delikatnie odchodzić - Serce jest we mnie zamknięte. Od wielu miesięcy tak działam. Tego już nie odmienię... chyba, że...
- Chyba, że co? - dopytała Filos.
- Chyba, że moje koszmary znikną.
- Jakie koszmary? - wtrącił się Shammen.
- Z dawnych lat gdy pracowałam dla ludzi... - zacisnęłam łapy - krzyki bólu, strachu... prze ze mnie. Krzywdziłam, aż w końcu krzywdę i cierpienia otrzymałam i ja....
- Torturowali Cię? Jak na polanie?
- Gorzej - Od razu odpowiedziałam na pytanie Filos - odkąd uciekłam koszmary mnie prześladują. Rany się nie goją, a ja staram to uśmierzyć lecząc innych.
- Nie możemy Ci jakoś pomóc? - spytała.
- "Możemy"? - powtórzyłam patrząc na Shammena.
- No... Filos mi o tobie opowiadała. Jak zawdzięcza ci życie. Więc... czemu nie - lekko się uśmiechnął.
- Nie potrzebuje pomocy.
- Shaten, potrzebujesz i to bardzo! - krzyknęła Filos - tyle razy nam pomogłaś. Pozwól, że teraz ja ci pomogę - powiedziała z szczerością w oczach.
- Jest... - dodałam i wyciągnęłam płatki fioletowych kwiatów - możemy wejść do moich snów... tyle że...
- Tyle, że co? - spytali równocześnie.
- Tyle, że zanim dojdziemy do mojej głowy każdy z was musi pokazać swoje koszmary zanim wejdziemy do mnie - dodałam.
- Nie da się tego ominąć? - spytał basior.
- Nie sądzę... testowałam to już u kogoś innego i nie dało się. Drugim efektem ubocznym jest to, że jak wejdziemy do mojej głowy, to nie będę z wami, tylko będę tam w moich koszmarach w przeszłości, teraźniejszości. Jeśli chcecie mi pomóc, to postarajcie się zmienić przebieg koszmaru.
- Nie zmieni to twoich wspomnień? - spytał Shamm.
- Nie, to tylko sny. Wspomnienia będą takie jakie były. Tylko koszmary znikną.
- Będziemy jakby w czasie i planie twojego koszmaru?
- Dokładnie. Jak zginiecie w koszmarze, obudzicie się. Nie wrócicie, dopóki ja się nie obudzę.
- A co jeśli Ty zginiesz w koszmarze? - spytała Filos.
- Obudzę się i wy też - dodałam. Staliśmy w krótkiej ciszy.
- To... piszecie się?
<Shamm? Filos? Jeśli chcecie możecie oboje odpisać>

poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Shaten "Wreszcie jakaś wataha" cz. 2 (c.d Raven)


- Ja jestem Shaten - odpowiedziałam od razu - a ten obok to Raven. Właśnie byliśmy na zwiadach z Czarnego Królestwa. Basior podszedł bliżej i mogłam się mu bardziej przyjrzeć. Zauważyłam krew na jego sierści i zauważyłam, że lekko się chwieje.
- Jesteś ranny? - spytałam.
- Nie sądzę. Ale łeb mnie boli...
- Zaprowadzę Cię do naszego królestwa - odparłam - sprawdzę czy nie masz ran lub jakiś uszkodzeń zewnętrznych - dodałam i pokazałam mu łapą, by szedł za nami. Szłam koło Ravena co chwilę patrząc za siebie, by się upewnić, że nasz towarzysz wciąż idzie za nami.
- Uważaj, bo jeszcze Ci ucieknie...
- Zamknij się - przerwałam Ravenowi prawie od razu. Gdy dotarliśmy na miejsce, mój partner zwiadowczy poszedł zdać raport, a ja poszłam razem z Tempusem do mnie. 
- Usiądź... - zmieniłam się w człowieka, a ten zrobił to o co prosiłam - I najlepiej się nie ruszaj...  zaczęłam oglądać jego futro czy nie ma jakiś ran, wszy czy jakiś krwotoków wewnętrznych. Placami delikatnie zaczęłam masować jego plecy.
- Boli w jakimś miejscu? - spytałam.
- Mię? Trochę po prawej stronie - odpowiedział słowem, który jest dla mnie wręcz godnym podziwu. Dotknęłam trochę bardziej w stronę którą mi powiedział.
- Tutaj?
- Mhm - zaczęłam odgarniać futro szukając czerwonej plamy lub czegoś co by mogło wyjaśniać ból - Oho... masz guza... wdawałeś się ostatnio w jakieś bójki?
- Owszem. Ja żem poszedł wgłąb lasu gdy nagle ni stąd ni zowąd wyskoczył jakiś wilk - odparł.
- Dobra... to się zagoi... a tak to nie widzę jakiś poważnych urazów - dodałam i zmieniłam się w wilka - możesz już zejść - zeskoczył i popatrzył na mnie.
- Czy macie kontakt z jakimiś innymi watahami?
- Po pierwsze - dodałam od razu - to jest królestwo, nie wataha. Po drugie, tak. Z Watahą Krwawej Łapy - odpowiedziałam.
- Jasne...

- Może dołączyłbyś do nas? - spytałam - spokojnie znajdzie się dla Ciebie miejsce. Kiedy go o to spytałam, to wszedł do mojej chatki mój towarzysz... Raven.

<Raven? xd> 

piątek, 22 stycznia 2016

Od Shaten "Przygoda... nadbiega w łapach" cz. 6 (c.d Filos)

Po swoich słowach straciłam przytomność. Byłam tak osłabiona po torturach, że nie miałam na nic sił. Znowu znalazłam się w pustce wokół luster. Przede mną były trzy lustra. Podeszłam do pierwszego z nich. Byłam tam w formie ludzkiej. Płakałam tak samo jak ludzkie odbicie.
- Nie chce być zła... nie chce być człowiekiem ani wilkiem... nie wiem kim chce być... - mówiłam z łzami.
- Nigdy nie będziesz dobra - odparło odbicie - Jesteś człowiekiem, a nie wilkiem.
- Jesteś słaba - mówiło odbicie - naiwna. Nie masz prawa żyć - Wstałam i popatrzyłam na odbicie.
- Masz racje - odbicie po tych słowach podniosło brew.
- Jestem słaba. Jestem naiwna. Ale jest coś co mnie wzmacnia. Wiara i przyjaźń - odparłam i podeszłam do odbicia gdzie byłam... złą formą.
- Ty jesteś tylko moim wymysłem. Strachem, który nigdy nie zniknie - rzekłam i lustra zaczęły się rozbijać, nim zerknęłam na trzecie lustro. Ujrzałam podchodzącą do mnie waderę.
- Nightengale - powiedział kobiecy głos. Głos którego od dawna nie słyszałam.
- M...m...mama? - pobiegłam do ducha wadery i przytuliłam w jej futro.
- Jestem z Ciebie taka dumna - mówiła dalej - Pokonałaś tyle przeszkód... udowodniłaś, że nie myślisz o sobie tylko o swoich bliskich - mówiła dalej, a ja płakałam coraz bardziej.
- Mamo... tak za tobą tęsknię... nie wiem kim jestem... pogubiłam się - rzekłam, a wadera bardziej mnie przytuliła do siebie.
- Jesteś Nightengale Darkline. Pół wilkiem, pół człowiekiem. Wyjątkową istotą która dba o innych - ciągnęła dalej - Moją córką...
- Chce iść do Ciebie... chce być przy tobie.
- Twój czas jeszcze nie nadszedł - powiedziała i zaczęła powoli znikać - dołącz do świata żywych... masz pewność, że nie wygnają z królestwa. Już nikt nie będzie się Ciebie bał - powiedziała i znikła, a jej słowa odbiły się echem.
- Mamo! - krzyknęłam, rozglądając się wokół.
- Shaten! - usłyszałam głos Filos - Shaten, nie!!! - krzyczała z łzami i znalazłam się pomiędzy dwoma światami. Białym i czarnym. Podeszłam do białego.
- Zaświaty... tam jest moja matka i osoby na których mi zależało - Odwróciłam głowę w stronę czarnej i widziałam jak Filos mnie przytula z łzami.
- Życie... niekończąca się historia. Poznawanie nowych ludzi i bycie przy tych, na których ci zależy - powiedziałam i zamknęłam oczy. Uśmiechnęłam się i puściłam łzę.
- Odpowiedź jest prosta - powiedziałam i weszłam do ściany życia. Zaczęłam czuć ból, strach i dotyk kosmków włosów Filos. Czułam jak moje serce zaczęło powoli bić i otworzyłam oczy.
- J...jestem tu - odparłam szepcząc jej do ucha ledwo żywa. Popatrzyła na mnie i znowu przytuliła, ale mocniej.
- Shaten, nigdy mnie już tak nie strasz! - krzyknęła z łzami.
- C...co ja zrobiłam? Ponownie zniszczyłam wroga... dzięki tobie - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Osłabionym wzrokiem popatrzyłam na Noodle, po czym je zamknęłam. Próbowałam wstać i zmienić się w człowieka, ale tak byłam słaba, że opadłam na ziemię. Filos wzięła mnie jak szalik.
- Zabiorę Cię do domu - odparła i powolnym krokiem szliśmy w stronę Królestwa.
Podróż minęła powoli. Gdy dotarliśmy wszyscy podbiegli, gdy Filos powoli mnie położyła na ziemi.
- Co się stało?!
- Gdzie byliście?!
- Co jej jest?! - te pytania obijały mi się o uszy. Gdy podszedł Severus i Lucy wszystko umilkło.
- Opowiedzcie, co się stało - odparł Severus. Qui zaczęła opowiadać.
- O mało nie poświęciła życia dla nas - odparła patrząc na mnie głaszcząc mnie delikatnie - uratowała nas - dodała i wszyscy popatrzyli na mnie i Filos.
- To... dzięki niej - dodałam cicho - ja tylko posprzątałam - uśmiechnęłam się znowu tracąc powoli przytomność.
- Do lecznicy. Musimy jej pomóc - odparł Severus. Tylko to usłyszałam i nic więcej.
<Filos? Serio myślałaś, że tak szybko Cię opuszczę? :)>

czwartek, 14 stycznia 2016

Od Shaten "Przygoda... nadbiega na łapach" cz. 4 (c.d Filos)

Kiedy pobiegłam do pierwszego namiotu zaczęłam go przeszukiwać, widziałam wiele jedzenia, więc wzięłam całość do torby i zniszczyłam wszystkie rzeczy. Wyszłam i pokazałam Filos łapą, że może zamrażać, a ta zrobiła to od razu. Taka akcja była w reszcie pięciu namiotów. 
- Jeszcze ki... - nie dokończyłam, bo ujrzałam kłusownika za nią
- Filos, tyły! - krzyknęłam i Filos natychmiast zamroziła go, a mnie od tyłu wziął kłusownik za szyję.
- Nie tym razem Shaten! - krzyknął dusząc mnie bardziej i dał mi pysk w stronę Filos.
- Qui! - starałam się coś powiedzieć, ale zaczęli mnie bardziej dusić. Biała wadera biegła w moją stronę i zabiła kłusownika.
- Dzięki... - rzekłam i cieniem zniszczyłam resztę namiotów i zarosłam je kryształami. Kłusownicy stanęli przed nami i mnie złapali, a Filos uciekła dalej.
- Uciekaj już! 
- Zamilcz! - krzyknął kłusownik. Zobaczyłam jak trzymają ją i nie widzą by ją puścić.
- Powiedz jej! - krzyknął kłusownik - Powiedz! Powiedz jej prawdę! - milczałam jak grób, a moje oczy iskrzyły ze smutku.
- Powiedz! - krzyknął drugi, a Filos patrzyła na mnie wystraszona. Wzięłam głęboki wdech.
- To było około rok temu - zamknęłam oczy - Chodziłam po lesie w formie ludzkiej głodna, wystraszona... Gdy nagle zobaczyłam kłusowników. Dali mi jedzenie, dom, wykształcenie. Ale nie wiedziałam, że zabijają... mówili mi, że badają wilki i inne zwierzęta. Wtedy stałam się ich agentem... myślałam, że leczą watahy... ale oni zabijali. Potem odeszłam... wszystkie zwierzęta nie wiedziały. Boją się mnie właśnie dlatego - otworzyłam i były całe czerwone - Bo oni mnie okłamali! - krzyknęłam i ugryzłam jednego w rękę, ale drudzy mnie przytrzymali.
- Mów dalej! Od samego początku! - krzyczeli.
- Moim ojcem był człowiekiem, a matka wilkiem! - wykrzyczałam z łzami i ptaki odleciały ze strachu, a ja zaczęłam dyszeć - Jestem pół wilkiem... mam ludzką krew... ludzkie zwyczaje... - uspokoiłam oddech - A moje imię... - zaczęłam płakać - A moje imię... t... to...
- Wystarczy! - krzyknął kłusownik i zabrał mnie do chaty. 
- Shaten! - krzyczała Filos - Shaten!
- Przepraszam Cię! - krzyczałam z łzami - Przepraszam za to co zrobiłam! Powinnam Ci już dawno powiedzieć! Uciekaj! Uciekaj i nie wracaj! - nadal krzyczałam i tupnęłam o ziemię i zabiłam kłusowników którzy trzymali Filos i zrobiłam ścianę wokół terenu tak, by Filos była bezpieczna od tego terenu. A mnie przykuli do ściany. I uderzyli mnie w psyk. Straciłam przytomność

****

Obudziłam się w celi, łapy miałam przykute, a oczy mnie nie słuchały.
- Musimy od niej wykrztusić, gdzie jest jej wataha. Dobrze wiesz, jak kochamy kolekcje - odparł jeden z nich zza celi.
- Cii... najpierw musimy znaleźć jej białą przyjaciółkę... - powiedział drugi. Otworzyłam oczy i próbowałam się wyrwać, oboje kłusowników przyszło i mnie uderzyli sztyletem przy pysku.
- Uspokój się! - krzyknął, a ja opuściłam głowę.
- A teraz... Zdaj raport... a Cię uwolnimy... - powiedział, a ja siedziałam nadal cicho.
- Wiem, że źle zaczęliśmy ponownie spotkanie... - powiedział i uderzył mnie w pysk tak, że zaczęła lecieć mi krew - ale chcemy być mili - milczałam jak grób. 
- Widzę, że nasza mała waderka boi się, że zabijemy jej przyjaciółkę, hm? - powiedział i się wyszczerzył - uwierz mi... blokada z kryształów nie zrobi nam wielkiego halo... z czego jest, hm? Z rubinu? Z lazurytu? A może z...
- Kapitanie! Ściana jest zrobiona z diamentu! Nie przebijemy się! - krzyknął kłusownik, który wbiegł nagle do celi. Ten popatrzył na mnie.
- Sprytnie... - rzekł - Masz dobry plan... zamknąć nas tu... - uśmiechnął się - No... udało Ci się! - krzyknął, a ja nadal siedziałam cicho.
- Co teraz zrobisz hm? Zgnieciesz nas!? - krzyknął bez uczuć, a ja popatrzyłam na niego.
- Nie - rzekłam do razu - Nie zgniotę... a zabiję... - natychmiast cienie zaczęły niszczyć teren na zewnątrz, ale nagle coś przestało.
- Serio myślisz, że nie wiemy jak Cię pokonać? Nasze podłoże jest z metalu! Nic się nie przebije! Spędzisz tu resztę swojego nędznego życia - odparł i mnie tu zamknął. Zostałam sama...
- Filos... uciekaj... uciekaj przyjaciółko... i pamiętaj o mnie... - zamknęłam oczy -  GRAAAAAAAAAAA!!! - krzyknęłam i zaczęłam się wyrywać. Wszyscy wokół usłyszeli mnie.
- Nie wracaj po mnie słyszysz?! NIE WRACAJ!!! - krzyczałam z nadzieją, że mnie usłyszy, ale w głębi duszy chciałam, by przyszła mi pomóc... 
- Chcecie wiedzieć jak mam na imię tak?! - krzyczałam na głos - Chcecie?! Proszę bardzo! Nazywam się Nightengale! Nightengale Darkline! Imię oznaczające strach, ból, gniew i noc! - nadal krzyczałam -  i jestem dumna ze swojego imienia! - krzyczałam na cały głos i zmieniłam się w wilka cieni. Moje łapy był czerwone, a oczy, aż iskrzyły na czerwono z gniewu.

<Filos? Mój sekret został odkryty>

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Shaten "Zamieć" cz.3 (c.d Noodle)

Popatrzyłam na waderę, którą zastałam, gdy wróciłam do szałasu. Była w śpiączce, więc nie chciałam jej budzić, bo wiedziałam, że prędzej czy później zrobi to sama. Po paru godzinach otworzyła oczy.
- Obudziłaś się? - spytałam patrząc na nią, a ta przytaknęła delikatnie. Widać było, że próbowała coś powiedzieć, ale wydała tylko pisk.
- Spokojnie. Chcesz herbaty? - Spytałam uspokajając ją, a ta delikatnie przytaknęła.
- Zapomniałam spytać. Widzisz wyraźnie? - spytałam jej, a ta przecząco pomachała głową. Mogłam się domyśleć... tak czasami jest.
- Rozumiem. Jestem Shaten. Wiedzieliśmy się kiedyś na budowie - odparłam, patrząc jej herbatę.
- Lepiej nic nie mów... podobno miałaś szczęście. Nie zginęłaś przez zamieć, jaka nas spotkała w tym roku - rzekłam. Wadera rękoma macała łóżko, by się zorientować gdzie jest.
- Jesteś u mnie. Nie martw się, zawodowiec tutaj jest i Cię wyleczy. Teraz wypij - powiedziałam i wzięłam jej rękę i dałam na kubek z ciepłą herbatą - pij powoli. Jesteś strasznie zimna. Temperatura ciała musi powoli się uregulować - rzekłam, a ona tylko przytaknęła i powoli piła herbatę.
- Zaraz powinnaś odzyskać głos. Gorzej ze wzrokiem... - wzięłam świeczkę i podświetliłam jej oczy by zobaczyć jak zachowują się jej źrenice - Nic poważnego... zaraz powinno ci przejść. Dobra. Teraz zagramy w taką jakby grę - odparłam i dałam jej rękę na swoją.
- Będę ci zadawać pytania. Raz ściśniesz rękę to znaczy tak. Dwa razy znaczy nie, a trzy razy nie wiem, jasne? - spytałam, a wadera ścisnęła mi raz rękę. Natomiast drugą piła herbatę.
- Dobra... pamiętasz coś? - ścisnęła raz - Chcesz o tym rozmawiać? - ścisnęła trzy razy. Pomyślałam chwilę, by zastanowić się, co jeszcze zadać.
- Jak się czujesz? Raz - lepiej, dwa razy - gorzej, a trzy - może być - odparłam i ścisnęła raz.
- Dobra, wracamy do starych zasad. Spróbuj coś powiedzieć.
- D...dobra... - powiedziała ledwo.
- No widzisz, zioła dają cuda. Dobij herbatę i odpocznij - rzekłam i wstałam z miejsca - Później pogadamy. Na razie musisz wyzdrowieć. A, i... jesteś Noodle dobrze pamiętam? - spytałam, a ta przytaknęła. Przyniosłam jej drugi koc i przykryłam.
- Masz zamrożenie kończyn drugiego stopnia... wypij herbatę, to ważne - odparłam i usiadłam przy stole, pijąc kawę i patrząc wzrokiem pytającym na Noodle.
Ciekawe... Co jej się stało... wygląda na przerażoną... - odparłam w myślach.
<Noodle?>

Od Shaten "Rozwijanie królestwa" cz. 4 (c.d Warror lub chętny)

W tym momencie zamarłam. Ktoś się mnie spytał o tak prywatną rzecz... O moje imię... prawdziwe imię... nikt go nie zna...
- Nie ważne - odparłam, siedząc na ławce przygnębiona prawdą.
- Ważne, ważne. Musi być jakiś powód, a ja nie odpuszczam - odparł.
- Nie powiem ci! - krzyknęłam podnosząc głowę.
- Powiedz mi. Proszę... - Nalegał. Czułam, jak czarna energia zaczyna mnie pokrywać. Ale się uspokoiłam.
- Nie powiem ci, jasne? - odparłam i poszłam dalej pracować. Tym razem zaczęłam poprawiać teren, by było odpowiednio miejsca. Niestety... było późno, a kawa tak długo nie trzyma... zasnęłam w trakcie pracy i obudziłam się rano w swoim szałasie o około siódmej rano.
- Czekaj... byłam na budowie... - powiedziałam, rozciągając się w formie człowieka. Ubrałam się w coś ciepłego i miałam już wychodzić, gdy zobaczyłam w lustrze swoją bliznę w kształcie gwiazdy.
- Nie wspomnę o tym nikomu... nie mogą wiedzieć... to mój sekret, moja czarna przeszłość. do której nie chcę wracać... - powiedziałam do siebie i podniosłam bardziej kominiarkę, by nie było widać blizny i poszłam pomóc w dalszej budowie. Gdy dotarłam zobaczyłam, że wiele wilków było już w trakcie budowy.
- Wow... jestem w szoku - odparłam.
- No widzisz? Zapał! - uśmiechnęła się do mnie Anays, stojąc koło Warrora.
- Hej... - powiedziałam, poprawiając kominiarkę.
- Cześć. Shaten... możemy porozmawiać? - spytała Anays i poszłam za nią bez pretensji.
- Czemu jesteś... taka? - spytała.
- O co ci chodzi? Jestem sobą. Normalna - odparłam.
- Ale... nigdy nie poczułaś miłości? Zakochania? Szczęścia? - zapytała.
- Eeeem... Nie - powiedziałam dość normalnie - Nie zakochałam się nigdy w kimś i jakoś mnie do tego nie ciągnie - odparłam i poszłam pomóc innym w budowie. Szło nam dość szybko, gdy po chwili przybyła Lucy z kartką.
- Shaten czy...
- Czy mogę zapisać co mamy, a czego nie? - odparłam, przerywając jej - Nie ma problemu - wzięłam kartkę i zaczęłam pisać co mamy.
- Gładkie kamienie... raz... dwa... - Parę liczb później - trzysta czterdzieści siedem... trzysta czterdzieści osiem - zaczęłam zapisywać powoli co mamy, a co trzeba jeszcze zrobić.
- Kryształy szlachetne... rubin... - długopisem zaczęłam liczyć każdy kamień - dziesięć... jedenaście... - zapisałam i liczę dalej. To tak trwa z około godziny... może dwie...
- Dalej. Ametyst... raz... dwa... trzy... - liczenie pierwsza klasa - trzynaście, czternaście. Zapisane... jest - mówię do siebie notując. Taaak... coś ze mną nie tak.
- Lucy. Mało mamy tych kamieni szlachetnych. Może pójdę poszukać? - spytałam.
- Jakbyś mogła - powiedziała i zmieniłam się w wilka, zostawiając kartkę. Wzięłam torbę i pobiegłam do lasu po kamienie szlachetne.
- Dobra... wsłuchać się muszę... - powiedziałam do siebie i zaczęłam słuchać lasu. Po chwili usłyszałam... kryształy. Zamknęłam oczy i wszystkie kamienie szlachetne wyleciały spod ziemi lądując koło mnie.
- Nawet nie wiedziałam, że tak potrafię... - rzekłam i schowałam do torby kamienie. Znalazły się w nim diamenty, rubin, ametyst, lapis i... dziwny biały kryształ, którego nazwy nie znam... schowałam go do innej kieszeni i wróciłam do watahy.
- Dobra wróciłam. Mamy tego więcej - rzekłam i wyjmowałam powoli kamienie szlachetne. Wszyscy byli w szoku.
- Aż tyle? Shaten, to by całej grupie zajęło trzy-cztery dni, a ty to zrobiłaś w godzinę! - powiedział Warror, patrząc na mnie.
- Mam swoje sposoby - odparłam na jego zdziwienie i zmieniłam się w człowieka i kontynuowałam liczenie rzeczy jakich mamy...
<Warror? A może jakiś chętny hm?>

Od Shaten "Przygoda... nadbiega na łapach" cz.2 (c.d Filos)

Na polanie było po prostu pięknie. Nie było zimno, ani mokro. Było ciepło jak i ciepły zachód słońca. Własne miejsce. I tylko z moją przyjaciółką. Czułam się... szczęśliwa.
- Pięknie tu... - odparłam oglądając wokół teren.
- Fakt. Tutaj nie ma zimy... jest ciepło... - odparła Filos.
- Zgadzam się... - rzekłam. Spacerowałyśmy tak po polanie przez długi czas. Gdy nasz marsz zatrzymał... ładowanie strzelby...
- Schowaj się... - rzekłam oglądając się wokół.
- Ale...
- JUŻ! - przerwałam jej i schowała się tak by nikt jej nie widział. Zza drzew wyszli... moi dość starzy znajomi...
- Witaj Shaten... - odparł jeden z... kłusowników.
- Gerdon... wspominałam wam już, że z wami nie trzymam! Od jakiegoś roku wam to wypominam! - krzyknęłam i zmieniłam się w człowieka.
- A ja Ci przypomnę, że póki masz to... - odgarnął mi sztyletem włosy. Na szyi miałam znak gwiazdy - nie możesz nas opuścić. Chyba, że nas zabijesz... - odparł, a ja go popchnęłam wściekła.
- No... a teraz zdaj raport, już! - krzyknął drugi tuż za Gerdonem.
- Mówiłam wam już. Nic nie powiem! - powiedziałam i dałam jednemu z nich z liścia.
- A więc to tak... - rzekł Gerdon i zaczął chodzić wokół mnie. Czułam gniew, ból, strach i chęć skręcenia mu karku!
- A może Ci przypomnimy, kim jesteś? - odparł nadal patrząc na mnie - jesteś urodzonym człowiekiem... twoja matka była wilczycą, więc nie jesteś wilkiem... - przybliżył swoje usta do mojego ucha - Jak to jest sprzeciwić się własnej rasie? - wyszeptał mi do ucha i wyrwałam mu sztylet z ręki i przyłożyłam do jego szyi.
- Macie dziesięć sekund by odejść... - odparłam i moje oczy zaczęły błyszczeć na czerwono.
- Bo co?! Wybijesz nas jak kaczki?! - powiedział jeden z nich i zaczęli się śmiać. Opuściłam głowę zasłaniając oczy i wszyscy zobaczyli mój złowieszczy uśmieszek. Cały śmiech zniknął gdy Gerdonowi oddałam sztylet prosto w serce.
- Dziesięć... - zaczęłam liczyć i moje oczy zaczęły błyszczeć na czerwono, a zęby robiły się ostre.
- Dziewięć... - zmieniłam się w wilka i moje niebieskie elementy znikały.
- Osiem... - Zobaczyłam jak wszyscy kłusownicy tak z siebie przystawiali pistolety do głów i niektórzy odstrzeliwali sobie głowy, a inni uciekali. Zrobiłam się normalna i wzięłam głęboki wdech.
- Filos, możesz wyjść... - rzekłam i zza sobą zobaczyłam kłusownika zachodzącego Qui.
- Uważaj! - krzyknęłam i biegłam w jej stronę. Wiedziałam, że nie zdążę, czułam to, zatrzymałam się i tupnęłam o ziemię, nagle za Filos wyrosła ściana z kryształów.
- Chodź tu szybko! - krzyknęłam, a Filos podbiegła koło mnie i stanęłyśmy koło siebie.
- Shaten, co tu się dzieje?! Kim jesteś?! Wytłumacz mi! - krzyczała wystraszona patrząc wokół.
- Uspokój się - wzięłam głęboki wdech - Rok temu dołączyłam do kłusowników... byłam tam przez parę dni, bo kiedy się dowiedziałam co robią... odeszłam. Ale teraz nam już nie zagrożą... - odparłam.
- Ale... Oni są ludźmi! A ty... - drążyła temat Filos.
- A ja jestem... pół wilkiem... - odparłam - Urodziłam się jako człowiek z wilczego ciała... wychowywałam się przy mamie, a ojciec mnie porzucił... Oni zabili moją matkę, wtedy o tym nie wiedziałam... - rzekłam z łzami w oczach.
- Ale... Shaten... Kim ty jesteś?! Musisz mi powiedzieć! Przecież moc kryształów mają tylko...
- Mają tylko ci z terenów watahy Krwawej łapy - przerwałam jej - ja pochodzę z tamtych terenów. Przynajmniej tak sądzę... nie wiedziałam, że mam moc kryształów... - rzekłam. 
- Ale... skąd oni tutaj są? - spytała Qui.
- Mają tu pewnie bazę... zniszczymy ją, a odejdą i nie wrócą - powiedziałam patrząc wokół.
- Czyli... musimy zniszczyć to żebyśmy byli bezpieczni? - spytała.
- Tia... normalny dzień dla mnie... - rzekłam.
- Jak to? - Spytała zakłopotana.
- Zanim tutaj dołączyłam już to robiłam, niszczyłam bazy wroga. Więc nawet jeśli alfa się dowie kim była i by wiedziała całą historię, nie wyrzuci mnie bo głównie dzięki temu, że niszczę bazy kłusowników - rzekłam ponownie.
- Rozumiem. Z tym się z tobą zgodzę. To... idziemy? - spytała.
- Musimy... - rzekłam i poszłyśmy w obojętną stronę by znaleźć wroga i go zabić...

<Filos? Czas ocalić watahę ;)>

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Od Shaten "Mikołajki!" cz. 3 (c.d Gall Anonim)

Kiedy na niego popatrzyłam miałam ochotę go udusić. Pan artysta się znalazł. Phi! A sam siedział przez połowę, a teraz mi się tu wymądrza! Ja przynajmniej coś robię, a nie siedzę i tylko mówię jak ma robić! 
- Fajnie, że jesteś zadowolony... - odparłam po czym odwróciłam wzrok, by przewrócić oczami tak, by nasz pan "beżowy nie pasuje do czerwonego" nie widział.
- Skończyliśmy już dekorować szałasy. Więc możemy już odejść w swoje strony - odparłam.
- Niech będzie... Do zobaczenia - rzekł i odszedł.
- W końcu... mam go już dość jak na razie... - powiedziałam do siebie i poszłam do lasu. Wróciłam do tego miejsca, gdzie był tylko jeden wilk ze mną. Tam gdzie drzewa żyły i chroniły czegoś bardzo ważnego.
http://gallery.yopriceville.com/var/resizes/Fantasy/Green_Magic_River_Wallpaper.jpg?m=1365890400
Drzewa tym razem przepuściły mnie bez pytań. Więc usiadłam koło wody gdzie leciała zielona wiązka i popatrzyłam w swoje odbicie. 
- Wyobraźnia daje mi skrzydła, też to czujesz? A gdy pytam siebie kim jestem, nie rozumiem, kto mną kieruje, jaki cel mam w tym życiu, nie wiem co mam zrobić, czy pozostać w ukryciu, nie wiem naprawdę, czy ja jestem kimś innym, co we mnie takiego jest, że ciągle czuje się winna, jak mam iść przez świat, który jest taki trudny, staram się jak najlepiej, nie jestem samolubna, zawsze gdy mogę pomóc, to to zrobię, uwierz, choć czasem może inaczej to zrozumiesz, wiem, mogłabym lepiej zrobić kilka rzeczy... - znowu zaczęłam płakać. Naprawdę bym chciała wiedzieć skąd jestem... kim jestem... i żeby mnie w końcu zostawili... Nagle poczułam pod łapami wodę. Popatrzyłam, a rzeka zalewa miejsce. Chciałam uciec, ale drzewa zabarykadowały mi drogę. 
- Wypuście mnie! Proszę, nie chcę! - krzyczałam z łzami. Woda drastycznie się podniosła i mnie utopiła. Obudziłam się znowu w pustce wokół luster. 
- Czemu?! Co ja zrobiłam?! Proszę, wypuście mnie stąd! - krzyczałam biegnąc przed siebie, szukając wyjścia. Niestety bezskutecznie. 
- Shaten, weź się w garść... jesteś twarda, dasz radę... - powiedziałam do siebie i wzięłam głęboki wdech i uspokoiłam. Poszłam przed siebie i znalazłam się... w Królestwie? Ale jakim cudem? Zobaczyłam Filos i pobiegłam do niej.
- Shaten! Coś ty zrobiła?! - krzyknęła Filos, a ja natychmiast się zatrzymałam.
- Przez ciebie Królestwo jest w ruinach! Jak i my! - krzyknął Poison i nagle z ich nosów zaczęła lecieć krew. Całe królestwo zaczęło powoli wyglądać jak zombie.
- Przez Ciebie nie żyjemy! - krzyknęła Anays zmutowanym głosem.
- Ale... ja nic nie... - powiedziałam i popatrzyłam wokół. Wszystko stało w ciemnych kryształach zniszczone i... zbite na drobne drzazgi.
- Ty i twoja forma cieni to zrobiliście! Nie należysz do nas! Do nikogo! - krzyknęła Lucy bez jednego oka i bez trzech łap.
- Zostajesz wygnana. Nie wracaj już i nigdy się nie pokazuj - powiedział Severus.
- To nie ja, przysięgam! - krzyczałam, a cała wataha mnie blokowała w kręgu.
- Proszę, nie! - położyłam się i skuliłam.
- Ja chcę tylko dobrze wybrać swoją drogę... - powiedziałam i wszystko zniknęło jak za pstryknięciem palca. Wstałam i zobaczyłam przed sobą lustro. Podeszłam do niego.
- Serio sądzisz, że Cię zaakceptują, jak się ktoś dowie o twoich byłych zamiarach? - powiedziało do mnie moje odbicie...
- To przeszłość... do której nie chce wracać - powiedziałam jak zawsze nieczule i rozbiłam lustro. 
***

Obudziłam się koło jeziora z zieloną wiązką. Widziałam jak wokół wiązki latał napis: "Shaten".
- Czyli... to miejsce to nie jest zwykłe, magiczne jezioro - odparłam.
- To miejsce... jest po to by znaleźć tych którzy cierpią i są zagubieni... - powiedziałam patrząc wokół.
- Najlepsze określenie by było... "Miejsce, które może ci pokazać coś, czego bardzo chcesz nie widzieć. Miejsce, w którym możesz pobyć sam i porozmawiać z żywymi istotami. Lecz to miejsce nadal ma wiele zagadek, które się odkryją z czasem..." - powiedziałam, a napis poleciał do wody, która zmieniła kolor na ciemno-niebieski. Wzięłam wodę to fiolki, po czym odzyskała normalny kolor. Odeszłam do Królestwa. 

****
Po tym co widziałam niechętnie wracałam do domu. Nie chcę, by to się wydarzyło naprawdę... nie mogę się złamać. Muszę nadal nie okazywać po sobie uczuć... nie mogę... Weszłam do szałasu i wzięłam prezent dla całej watahy i położyłam pod ich szałasy. Tyle, że dwa chciałam wręczyć osobiście.
- Anonim! - krzyknęłam i podbiegłam do niego z prezentem.
- Co chcesz? - spytał.
- Dzisiaj są mikołajki więc... mam coś dla Ciebie... taki prezent... żeby ci podziękować za pomoc - powiedziałam nieczułym głosem. Anonim wziął prezent i go otworzył.

<Anonim? Prezent sobie wymyśl mam nadzieje, że ci się spodoba :)>

wtorek, 8 grudnia 2015

Od Shaten "Mikołajki!" cz.1 (cd Gall Anonim)

Dziś jest 6 grudnia... mikołajki... jak ja tego nienawidzę... Prezenty... i tak dalej... rzygać mi się chce od słowa "Mikołajki". Co teraz robię? Leże w łóżku i nie mam zamiaru wstawać...
- Pobudka, Shaten! - krzyknęła Skay, a ja zakryłam się poduszką.
- Zostaw mnie, ja śpię - odparłam niechętnie, a Skay mnie odkryła.
- No wstawaj! Dzisiaj są mikołajki! Najnajnajnajlepsze święto przed gwiazdką! - krzyknęła Skay.
- Co ty nie powiesz... ja uważam, że to najgorsze święto... - powiedziałam w myślach i wstałam rozciągając się niechętnie.
- I bomba! Ja i reszta ekipy robimy prezenty dla innych z królestwa! Chcesz dołączyć?
- Słuchaj, ja..
- No to świetnie! Widzimy się za godzinę przy wodospadzie! - krzyknęła Skay, nie dając mi dokończyć. 
- Wspaniale... kolejny nudny dzień... ale w końcu... i tak bym prędzej czy później pomogła... - powiedziałam do siebie i zmieniłam się w wilka i pobiegłam nad wodospad wpadając na tajemniczego basiora.
- Uważaj, którędy idziesz - powiedział spokojnie basior.
- Przepraszam... kierowałam się w stronę wodospadu - rzekłam przyglądając się mu.
- Ach tak... zgaduje, że coś ważnego skoro nie patrzyłaś pod łapy - powiedział patrząc na mnie swoim karmelowym okiem.
- Tak... może pójdziesz ze mną? Podobno lubisz patrzeć na wszystko i wszystkich.
- Czemu nie... i tak nic nie mam do roboty - odparł i poszedł ze mną nad wodospad. 
- Tak w ogóle... jak cię zwą? - spytał basior, patrząc na mnie.
- Zwą mnie Shaten - powiedziałam niechętnie. 
- A twoje prawdziwe imię? - spytał. Moja sierść się zjeżyła. 
- Nie lubię o tym rozmawiać... tak samo jak ty o swoim imieniu, Gallu Anonimie - powiedziałam sarkastycznie.
- Mhm... czyli już plotki cię dosięgły. Daleko jest ten wodospad? - spytał.
- Niedaleko... jakieś jeszcze dwadzieścia minut drogi - odparłam i przez resztę drogi szliśmy w ciszy.
*****
Kiedy doszliśmy nad wodospad większość wilków z watahy była na zebraniu. Skay była na czele z uśmiechem na twarzy. Wszyscy się uśmiechali poza mną i Anonimem.
- Oho, jak nie jeden, tak druga smutna. No, uśmiechnijcie się! Co wam szkodzi? - spytała Skay, a ja usiadłam i popatrzyłam na nią.
- Dobra wilki! Zrobimy Severusowi niespodziankę! Wszyscy, którzy tu są zaangażują się w dekoracje i piosenki i co najważniejsze... w prezenty! - powiedziała z uśmiechem, a wszyscy zawyli na znak zadowolenia, no prawie... tylko ja i nasz Anonim nie zawyliśmy.
- Dobra... to nasi smutacy zajmą się dekoracjami - powiedziała i pokazała, gdzie są dekoracje.
- Grrr... no dobra... - powiedziałam i poszłam przed siebie czując na swoim grzbiecie oddech Galla Anonima.
- Reszta zajmuje się prezentami i piosenkami! - powiedziała Skay i przydzieliła innym co mają robić.
- Czemu akurat my mamy dekoracje...? - spytałam niechętnie.
- Bo ktoś musiał... - odparł.
- Ta... no musiał... dobra... pomożesz mi czy będziesz się patrzeć? - spytałam mojego towarzysza.
- Chętnie popatrzę... - odparł i usiadł niedaleko. Wskoczyłam na improwizowaną drabinę i zaczęłam po domkach wieszać dekoracje. To było... nudne... i to bardzo nudne... Ale ktoś to musiał zrobić... i to akurat byłam ja. A Anonim gapił się na to jakby widział to pierwszy raz.
- Może pomożesz? - spytałam przywieszając dekoracje.
- Nie, świetnie sobie radzisz - odparł, patrząc nadal na to co robię.
- Łapy są do kitu jeśli chodzi o takie rzeczy... - odparłam i zmieniłam się w człowieka i zaczęłam przywieszać dekoracje.
- O wiele lepiej... - odparłam, a czarny basior tylko patrzył. Czemu mi nie chce pomóc? Coś mu zrobiłam? A może po prostu nie wie co właśnie robię i patrzy, by się dowiedzieć? Nie... 
- A tak się spytam... czemu nie mówisz swojego prawdziwego imienia? - spytałam przywieszając dekoracje.
- Jak ty to mówiłaś: nie chcę o tym rozmawiać - odparł.
- Ta... ja to mówię, bo mam swoje sprawy... a ty to mówisz, bo coś ukrywasz... - powiedziałam i zapadła głucha cisza. 

<Gall Anonim? Pomożesz czy będziesz się tak tylko gapić? xd>

sobota, 21 listopada 2015

Od Shaten "Niczym żywa tarcza" cz. 5 (c.d Filos)

Usłyszałam śpiew zimorodków. Towarzyszyły przy moim ledwo żywym ciele. Wiedziałam, że to czyny Filos, i że poznała jeden z moich sekretów. Wezwała je... Jedyne ptaki, które były wobec mnie neutralne... nie bały się mnie, ale się i bały naraz. Zaczęłam powoli czuć ból... strach i wiarę. Czułam chłód, ale i gorąco naraz... poczułam, jak ktoś lub coś przykłada mi do mojego prawie martwego ciała coś zimnego. Podeszłam do poświaty i... usłyszałam trzepot skrzydeł. Wiedziałam już, co się stało. Znalazłam się w swoim szałasie. Widziałam moją towarzyszkę, która mnie uratowała. Zjeżyłam się, bo wiedziałam już co ona wie o mnie. Zamrugałam by mieć pewność, że naprawdę żyje, pokazałam ludzką ręką znak dla Filos, że ma podejść, a ta podeszła jak zaczarowana.
- Nie mów nikomu - wychrypiałam jej do ucha. Nikt nie może wiedzieć...
*****
Kiedy wychrypiałam te słowa, Filos przytaknęła. Wstałam i oparłam się o stół. Załapałam się za czoło i ściągnęłam zimny opatrunek.
- Nic mi nie będzie... - wychrypiałam. Zobaczyłam się w lustrze i zmieniłam się w wilka. Dziwnie byłam szara... na szczęście ta szarość szybko znika. Gorzej z temperaturą.
- Powinnaś odpoczywać. Ledwo co przeżyłaś... - powiedziała i popatrzyła na siebie.
- Gdyby nie ty nie byłoby mnie tu... - powiedziałam z mocną chrypką. Pewnie mam zapalenie płuc lub migdałów. Ciepłe rzeczy do picia. Tak, stawiam sobie diagnozę.
- Daj spokój. Shaten wszystko mi się mieszało! Myślałam, że... - powiedziała i opuściła głowę.
- Dałaś radę Qui... i... nieczęsto to mówię, ale... - powiedziałam. Od dawna nie mówiłam tych słów...
- Ale? - dopytywała.
- Dziękuję... za ratunek - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Filos podeszła i z łzami mnie przytuliła. Trochę... poczułam się niezręcznie, ale po chwili też ją przytuliłam zmieniając się w człowieka.
- Już dobrze... Za niedługo dojdę do siebie. Zostaniesz u mnie czy wracasz do siebie? - spytałam. Puściła mnie i przyniosła mi herbatę.
- Chętnie zostanę - rzekła. Wzięłam herbatę i wypiłam parę łyków. Nie wiem... czy mogę tak zaufać mojej... przyjaciółce bym powiedziała jej... o tym.
- Coś nie tak? - spytała Qui patrząc na mnie.
- Wszystko gra... tylko... śniło mi się wiele rzeczy i zastanawiam się... czy to w ogóle ma sens... - odparłam.
- Ale co ma sens? - dopytywała się Filos.
- Czy sensem jest życie w niewiedzy... bo akurat ty znasz swoich rodziców... wiesz kim jesteś... ja... - wzięłam głęboki wdech i posmutniałam - nic nie wiem o sobie poza tym jakie mam żywioły i jakie jest moje imię... - powiedziałam i zamknęłam oczy.
- Twoim imieniem jest Shaten, prawda? - spytała. Popatrzyłam na nią i po dłuższej chwili przytaknęłam. Nie może wiedzieć... nie teraz kiedy jestem chora...
- Widzisz... jestem niczym żywa tarcza. Uratowałaś mnie. Jestem twoją dłużniczką - powiedziałam patrząc na nią.
- Powiedzmy, że za to, że uratowałaś mi życie, jesteśmy kwita - powiedziała Filos i się uśmiechnęła.
- Jutro powinno mi być lepiej... potem pójdziemy do Severusa by wiedział, że żyje - powiedziałam, a biała wadera przytaknęła. Zapadł zmrok, obie poszłyśmy spać.
*****
Znalazłam się w swoim śnie. Przez chwilę czułam chłód przepełniający moje ciało. Teraz nie czuje nic... bólu... strachu... nadziei... niczego. Spaceruje po pustce... przy lustrach... w lustrach jestem w formie człowieka. Patrze na odbicie. Kładę łapę na lustrze, a odbicie robi to samo... jak już mówiłam, nie czuje nic. Moje serce bije wolno. Zmieniam się w człowieka, a moje odbicie w wilka.
- Kim jestem? - spytałam własne odbicie. Lustra rozbiły się jak za pomocą jakiejś magii. Kawałki lustra szybowały wokół mnie... obracały się odbijając nieistniejący blask skupionego światła. Pustka zmieniła się w las... wszystko stało. Jakby zatrzymał się czas. Latające ptaki, które miały polecieć, stały nieruchomo, jakby coś je zatrzymało. A ja szłam. Przede mną zobaczyłam białą poświatę.
****
Kiedy się obudziłam, Filos już stała na nogach i siedziała koło mnie.
- Jak się spało? - spytała.

<Filos? Jest jeszcze wiele rzeczy o których o mnie nie wiesz ;) >

czwartek, 19 listopada 2015

Od Shaten "Rozwijanie królestwa" cz. 2 (c.d Warror)

W końcu przerwa... dobrze się składa bo dostałam kamieniem w ogon... Anays gdzieś poszła, więc zostałam razem z Filos. Zmieniłam się w człowieka i poszłam po ciepłą kawę dla mnie i Qui. Wzięłam też mleko, bo nie wiem czy pije czarną czy białą kawę.
- Pijesz z mlekiem? - zapytałam Filos, podchodząc do niej z ciepłym kubkiem kawy. Ta się zmieniła w człowieka i popatrzyła na mnie.
- Tak. Ale nie dużo - odparła. Nalałam jej trochę mleka i podałam, po czym usiadłam koło niej.
- Jak się czujesz? - zapytałam białą waderę. Popatrzyła na mnie i wzięła łyk kawy.
- Dobrze... to ja powinnam spytać o to samo. Ja nie mam takiego pecha i nie dostaje kamieniem w ogon - powiedziała i popatrzyła na mnie. Miałam wrażenie, że czegoś ode mnie chce.
- Przestań... - odparłam - przez parę dni nie będę używać ogona... Wielkie mi halo... - łyk kawy i kontynuowałam - Nie raz dostawałam w kość... przyzwyczaiłam się - rzekłam i kciukiem otarłam brzegi mojego kubka.
- Nie powinnaś być taka wobec siebie surowa. Wiesz o tym - powiedziała i dała rękę na moje ramię.
- To pestka, Qui... To co przeżywam przez lata w porównaniu z tym... - powiedziałam i znowu napiłam się już nieco ostygniętej kawy.
- Dobra, koniec przerwy! - krzyknęła Lucy. Wszyscy wstali. Miałam właśnie iść, gdy nagle poczułam czyjąś rękę.
- Mam prośbę... możesz przeliczyć i napisać tutaj ile czego mamy na razie? - Spytała Lucy. Zgodziłam się i wzięłam kartkę. Podeszłam do surowców, które były na budowie i zaczęłam liczyć.
- Sto trzy kamienie... Dwadzieścia jeden gładkich kamieni szlachetnych... - liczyłam tak przez około trzydzieści minut. Sprawdziłam wszystko jeszcze raz i oddałam kartę Lucy. Poszłam do Filos i zaczęliśmy robić swoje. Tym razem zastąpiła nas Skay i Noodle. My szlifowałyśmy każdy kamień, który został przyniesiony. Trochę nudna robota, ale ktoś to musiał zrobić, tak?
- Ręce są lepsze do roboty niż łapy... - odparłam szlifując.
- Zdecydowanie... Mogę Cię o coś spytać? - zapytała i popatrzyła chwilę na mnie.
- Możesz... - odpowiedziałam niechętnie.
- Z jakiego powodu zaczęłaś ukrywać w sobie tyle emocji? - spytała biała wadera. Zamilkłam i przez chwilę przestałam szlifować kamień, po czym moje oczy zaiskrzyły smutkiem.
- Nie ważne... - powiedziałam i wróciłam do pracy. Przez dwie godziny zrobiliśmy i przybyło dużo nowych surowców.
Zapadła noc. Wszyscy poszli do siebie. No... prawie... ja zostałam i nadal szlifowałam kamienie. Kawę przy sobie miałam, więc nie zasnę... przynajmniej tak sądzę...
- Shaten? - Spytał Warror, podchodząc do mnie w formie człowieka.
- O, hej... - powiedziałam i przestałam robić to, co robiłam.
- Nie śpisz? - Spytał.
- Nie... nie mam ochoty... zresztą... im dłużej będziemy pracować tym szybciej skończymy - powiedziałam, rozciągając się.
- Mhm... jak chcesz, mogę ci pomóc - powiedział patrząc na mnie.
- Nie trzeba... - powiedziałam, a ten zaczął szlifować kamień, który miałam właśnie dokończyć.
- Szybciej pójdzie - wyjaśnił.
<Warror?>

niedziela, 15 listopada 2015

Od Shaten "Rozwijanie Królestwa" cz.1

W końcu... spokój... cisza... siedzę właśnie w swoim szałasie... jako człowiek popijam kawę... ach... kawa... jak mi brakowało tego smaku... Nie sądzę by cokolwiek zepsuło mi dnia... 
- Siemka Shaten! - krzyknęła Skayres, wbijając mi do szałasu. Wywaliłam się i kawa wylądowała mi na głowie. Skay się tylko śmiała. Tak właśnie minął mój spokojny dzień...
- Czego chcesz? - spytałam podnosząc się i zdejmując z głowy kubek. Super... teraz resztki kawy mam na swoich włosach...
- Severus nas wzywa. Prosił, bym po Ciebie przyszła - powiedziała patrząc na mnie ekscytująco. Wspaniale... Severus, wisisz mi kąpiel... 
- Już idę, tylko się ogarnę... - powiedziałam, patrząc na Skay, a ta odeszła. Poszłam i ogarnęłam włosy, po czym zmieniłam się w wilka. Super... wzywa mnie, ale gdzie? Dobra... zgaduje, że gdzieś na głównym terenie. Pobiegłam w jego stronę.
****
Zobaczyłam, że nie tylko ja miałam przyjść na to całe zebranie.  Cała wataha przybyła. Jak siedziały wilki... Severus stał na czele razem z Lucy. W pierwszym rzędzie... Warror koło swojej dziewczyny Anays... a obok nich Noodle i Poison. Drugi rząd... Saphira, Anonim, Asori i Skayres. W ostatnim rzędzie siedział Fade i Filos... usiadłam koło niej. 
- Dziękuje wam, że wszyscy przybyliście - powiedział Severus, patrząc na wszystkich.
- Na początku krótkie ogłoszenia - rzekł, rozglądając się.
- Chciałem podziękować pewnej waderze, która poświęciła się nie raz, razem ze swoją dobrą znajomą by ratując mnie, Warrora i Qui - powiedział dumnie. Czy on mówił...
- Składam podziękowania do naszej lekarki, Shaten i jej koleżanki Filos! - powiedział i wszystkie wilki się rozsunęły robiąc mi przejście i patrzyły na mnie jak i na Filos, która siedziała koło mnie. Wilki zaczęły nam bić brawa uderzając łapami o ziemię. Severus podniósł łapę i wszyscy ucichli.
- Teraz, drogie wilki! Czas abyśmy zaczęli budować nasze królestwo! Z każdą chwilą nasz teren wygląda coraz lepiej! - Basior podniósłszy łapę, wilki zaczęły wyć na znak jedności.
- Słyszeliście króla! Do roboty! - krzyknęła Lucy. Wszyscy wstali i wzięli się za swoje rzeczy. Ja postanowiłam zająć się wyrównaniem terenu razem z Anays i Filos. Inni szukali odpowiednich materiałów na budowę zamku. 
- Więc... opowiedzcie mi coś o sobie - powiedziała Anays, patrząc na mnie i na Qui.
- Ech... nie mam ochoty o tym rozmawiać... - powiedziałam wyrównując teren. 
- A ty, Filos? - spytała nie odpuszczając.
- Tylko to, że urodziłam się w lesie... - odparła biała wadera po czym zapadła cisza... na krótko.
- A byłyście kiedyś zakochane? - spytała Anays. W tym momencie stanęłam jak wryta. Nigdy o tym nie myślałam... znaczy marzyłam... marzę o tym by znaleźć miłość... ale... Nie przypuszczałam, że taka jak ja znalazła kogokolwiek i kiedykolwiek...
- No i? - pytała Anays niecierpliwie.
- Nie... nigdy... - odpowiedziałam smutna. 
- Mam podobnie. Nie obchodzą mnie... tutejsi - powiedziała Filos.
- Jak chcecie mogę wam pomóc w sprawach miłosnych! Znam się na tym! - powiedziała czarno- niebieska wadera.
- Nie... nie trzeba... wracajmy do pracy... - odparłam i zaczęliśmy dalej szykować teren na budowę. Pracowałyśmy godzinę. Wilki nosiły spore kawałki kamieni i wielu różnych rzeczy... I co się stało? Oczywiście jeden musiał mi spaść na ogon!
- Ej! - krzyknęłam nie okazując po sobie bólu. Uwierzcie... boli jak cholera...
- Wybacz... - powiedział Poison i wziął ze mnie kamień. Ogon... zgnieciony... bandażuje ogon i lecim z robotą... 
- Wszystko gra? - spytała Filos.
- Tia... wszystko jest okey... - powiedziałam. Wszystko staraliśmy robić żwawo, lecz... w końcu zasłużyliśmy na odpoczynek...
Nomida zaczarowane-szablony