Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Segra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Segra. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2016

Od Segry "Przechadzka" cz. 1 (cd. chętny)

Obudziłam się. Promienie słoneczne dosięgły mych oczu poprzez szparę w drewnianej ścianie mojej chatki. Pogoda była idealna na przechadzkę, słońce świeciło, było małe zachmurzenie. Gdzieniegdzie leżały niewielkie połacie śniegu, który spadał i się topił. Z tego też powodu na początku zmartwiłam się, że zaraz może zacząć padać. Jednak od razu pesymistyczne myśli odsunęłam na bok, chcąc mieć dobry nastrój na czekający mnie dzień. Starając się być najbardziej optymistycznie nastawiona jak się da, wyszłam z chaty. Słońce próbowało przebić się wśród chmur, co dawało małe efekty, ale efekty. Dziś moim celem była Fioletowa Grota, która ostatnimi czasy bardzo przypadła mi do gustu. Zadowolona ruszyłam w tamtym kierunku.
Weszłam do, można powiedzieć, pomieszczenia owitego ciemnością – Groty. Wsiadłam do łodzi i odbiłam się od brzegu. Wiosłowanie nie sprawiało mi większej trudności, w końcu jestem Wilkiem Wody, a opór mojego żywiołu nie jest dla mnie trudnością. Pomyślałam o moim przybyciu do watahy. Czy było to dobre posunięcie? Miałam taką nadzieję, ale nie byłam pewna. Musiałabym poznać nowe wilki, co oznacza, że trzeba by było przezwyciężyć swoją nieśmiałość. Czyżby było to możliwe?
Z moich zamyśleń wyrwał mnie… odgłos… drugich wioseł? Może mi się tylko zdawało? Przede mną była mgła, z której wyłoniła się łódka, a w środku znajdował się rzecz jasna wilk.

< Ktoś chętny? >

wtorek, 2 lutego 2016

Od Segry "Kto pod kim dołki kopie..." cz.3 (C.D Chętna wadera)

- Ja to tylko umiem panować nad wodą. Nic więcej.
Miałam zawsze wrażenie, że jestem inna. Wszyscy mają takie nadzwyczajne umiejętności... W każdym razie, to chyba lepiej, niż gdybym miała być zwyczajnym wilkiem.
- A w czym że tak powiem się specjalizujesz? Chodzi mi o Twoją rolę w stadzie.
- Opiekunka młodych. - Uśmiechnęłam się na myśl o małych kulkach futra, o tych łobuzach, których trzeba pilnować. - A Ty?
- Jestem szamanem i nauczycielem. Szczeniaków oczywiście.
Odpowiedź trochę mnie zdziwiła. Rzadko kiedy zdarza się, by basior zechciał zostać kimś, kto ma cokolwiek związanego z wilczymi, puszystymi kulkami o nazwie szczenięta. Rozumiem, gdyby wadera postanowiła przyjąć takie stanowisko - ale basior? Jest to na swój sposób oryginalne, wyróżnia się z tłumu. Ja osobiście wolę wtapiać się w tło, ale moje oczy zbytnio zwracają uwagę ze względu na kolor. Lubię je, bo mają kolor morza, wody, ale nie lubię, gdy wszyscy się w nie wpatrują. Po prostu nie lubię.
- Znasz jakieś ciekawe miejsce tutaj? - Spytałam dla podtrzymania rozmowy, a pytanie bezsensowne nie było, nawet nie wiedziałam, gdzie zmierzamy.
- Jestem tu od niedawna, to znaczy się w watasze. Trochę się tu włóczyłem.
- Ja też, ale nigdy na tereny obcej watahy nie wchodziłam. - Trochę mijało się to z prawdą, ale w końcu nigdy naumyślnie na czyjeś posiadłości nie wchodziłam. To chyba nie przestępstwo?
Podążałam za basiorem, ufając, że rzeczywiście prowadzi mnie do jakiegoś ciekawego miejsca. Byłam trochę przestraszona, nie byłam świadoma, gdzie idę. Mogłam polegać tylko i wyłącznie na uczciwości Tadashiego. Rozmowa się nie kleiła, do czego byłam przyzwyczajona. Nic dziwnego, jeśli ma się za sobą nieśmiałą waderę - o imieniu Segra. Zaczęłam nucić kołysankę, którą zawsze śpiewała mi Saga na dobranoc.
- Co Ty tam mruczysz? - Tadashi zwolnił, a w jego głosie słychać było zaciekawienie.
- To tylko taka kołysanka z dzieciństwa.
Była to zresztą moja ulubiona, która najbardziej chyba zapadła mi w pamięci. Cały czas zastanawiam się, jaka wadera była moja matką... miałam szczęście, że moja Opiekunka* mnie znalazła, a przynajmniej, tak mówiła, póki śmierć mi jej nie odebrała. 'Wieczorna Piosenka'* opowiadała o watasze wilków, watasze, która rozdzieliła się i każda grupa wyruszyła w inną stronę świata. Po wielu latach, odnaleźli się, a dalej... nie znam tłumaczenia, to łacińska kołysanka.
- Mówisz, że łacińska?
- Znów odczytujesz moje wspomnienia? - Basior coraz bardziej mnie zadziwiał.
- Tak. - Mogłam się tego spodziewać, mnie los takimi umiejętnościami nie obdarował.
Do moich uszu dobiegł dźwięk, szum wody. Od razu na moim pysku zjawił się szeroki uśmiech i stałam się pewniejsza.
- Coś się stało? - Spytał Tadashi, zapewne zdziwiony zmianą mojego zachowania.
- Moim żywiołem jest woda, po prostu ma ona na mnie wpływ. - Czułam się lekko, tak, jakby moje ciało nic, a nic, nie ważyło. Przyspieszyłam do biegu.
Czułam się wspaniale i od razu wpadłam 'na bombę' do wody. Tadashi za to, powoli do niej wszedł, czego zupełnie nie rozumiałam. Teraz miałam wątpliwości, czy przypadkiem nie za bardzo się otworzyłam. W końcu nie zbyt dobrze go znam. Jednak mojego spokoju, który towarzyszył mi za każdym razem, gdy byłam blisko wody, nie mogło zakłócić nic. NIKT, ani NIC.
- Dobrze, że Ci się podoba. - Basior uśmiechnął się. - To jest Wodospad Adrtemetdri.
Czułam, że to będzie chyba moim ulubionym miejscem. Spokojnie wyszłam z wody, czując się wspaniale. Moje futro było prawie że suche, co zaprzeczało regułom tego świata. Było tylko i wyłącznie trochę wilgotne. Jednak moje rozmyślania przerwał... zapach? Zapach wielu, wielu wilków. Spięłam się i najeżyłam, obnażając kły.
- Spokojnie, chcę Cię tylko przedstawić. - Zza krzaków wyłonił się czarny basior, przywódca watahy. Natychmiast schowałam pazury, kły, oraz ukłoniłam się w geście uległości. Za nim wyszło dużo wilków, wpatrując się we mnie. No cóż, raz kozie śmierć - chyba muszę tu w końcu kogoś poznać. Było tu ich tak wiele! Lub po prostu mi się wydawało, z mojej samotnej, trochę już wcześniej trwającej - wędrówki.
- To jest moi kochani Segra. - Severus przedstawił mnie watasze. Mojej nowej watasze, gdzie mam nadzieję, zostanę na dłużej.
- Miło mi Was poznać. - Cicho, prawie że wyszeptałam, słowa, pierwsze słowa do mojej watahy. Jednak większość już sobie poszła, został tylko Severus, Tadashi, dwie wadery i jeden basior. Obie wadery podeszły do mnie.

<Wadero? Są dwie, więc chętna osoba musi wybrać, z kim została ;P >

czwartek, 28 stycznia 2016

Od Segry "Kto pod kim dołki kopie..." cz.1 (c.d chętny)

Jak przynajmniej co tydzień postanowiłam wybrać się na polowanie. Zwierzyna sama do mnie sama z własnej woli nie przyjdzie, więc muszę zagłębić się bardziej w las. Wyszłam z mojej kryjówki, jaskini. Specjalnie zimno nie było, więc szalika nie wzięłam. Moje granatowe, pokryte futrem łapy delikatnie i bezszelestnie poruszały się po lesie. Zwierzyny o tej porze nie było zbyt dużo, więc najlepiej będzie jak zaczekam w ukryciu. Upatrzyłam sobie samotną sarnę. Byłam tak w nią zapatrzona, że nie zauważyłam, gdy pode mną osunęły się liście i wpadłam do dołka. Sarna oczywiście uciekła i perspektywa mojego jedzenia pysznego śniadanka rozmyła się. Te dwunożne istoty przyjdą tu dopiero pod wieczór, może ktoś mnie zauważy i mi pomoże. Zaczęłam wyć, co oznaczało, że jest ryzyko usłyszenia moich zawodzeń przez ludzi. Usłyszałam obijanie się ŁAP o ziemię, to nie mógł być człowiek.
- Halo, jest tam kto? Pomożesz mi? - Cicho zapytałam. Na górze zauważyłam głowę wilka, który natychmiast podał mi łapę. Odbiłam się tylnymi kończynami, złapałam łapę nieznanego wilka i znalazłam się już na górze.
- Dziękuję. - Powiedziałam nieśmiało i przyjrzałam się wilkowi.

<Wilku? Wadera/Basior. Jak zwykle nie chcę narzucać dołączenia ;\ >

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Segry "Puszysty śnieg" cz. 1 (cd. chętna wadera)

Świat był już opatulony cienką warstwą delikatnego, puszystego śniegu. Zdecydowanie bardziej wolałam pory roku, w których padał deszcz. Jednak śnieg nie był zły, to w końcu woda w innym stanie skupienia. Kierowałam się instynktem i szukałam watahy, w końcu wilk to zwierzę stadne. Byłam wycieńczona, śpiąca i obolała. W końcu kto by nie był w takim stanie jak ja, po pięćdziesięciu kilkometrach wędrówki w górach. Postanowiłam opuścić się trochę niżej, na polankę. Zeszłam z góry ostrożnie, cały czas upewniałam się, czy mogę w danym miejscu postawić łapę. Metoda się sprawdzała, gdyż kilka razy kamień obsunął się przy delikatnym dotknięciu go za pomocą łapy, oczywiście takie postępowanie zajęło mi więcej czasu, niż gdybym zrobiła to szybciej i nie uważała. Lecz w końcu wolałam schodzić dłużej, niż znaleźć się na tym drugim świecie, jeśli wiecie o co mi chodzi. Po dłuższym "zwiedzaniu" polany, dostrzegłam, że nie byłam tu sama. Niedaleko mnie (co oznacza sto metrów dla niewtajemniczonych) stały dwa wilki, nie zdołałam ocenić, czy są to wadery, czy basiory, lub może basior i wadera. Wiatr mi nie sprzyjał i zaniósł mój zapach w ich stronę. Rzecz jasna poczuły mój zapach i zwróciły wzrok w moją stronę. Na początku myślałam, że nie podejdą do mnie, lecz był to oczywiście błąd. Zaciekawione wadery podeszły do mnie. Jedna z nich odezwała się.

<Wadero? :3 Nie chcę od razu nakreślać jak dołączyłam do watahy więc ten...>
Nomida zaczarowane-szablony