Pokazywanie postów oznaczonych etykietą φίλος. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą φίλος. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 września 2016

Od φίλος "Pobawimy się w chowanego?" 8 (cd. Shaten)

- Shammen? - szepnęłam w stronę niewyraźnego, czarnego kształtu.
- Tak, to ja. Ale śpij, przyjdę jutro.
- Nie, w porządku. Teraz i tak nie zasnę. - podniosłam się. Widziałam że Onyx również nie spał, więc ruchem pyska wskazałam mu by na mnie zaczekał. Uśmiechnął się lekko i niemo przytaknął.
Wyszliśmy z Shamm'em z szałasu. Rozgwieżdżone niebo wyglądało naprawdę przecudnie. Wzniosłam głowę w stronę nieba, i nie mogąc się powstrzymać zawyłam. Shammen przybliżył się do mnie. Brakowało mi takich chwil.
- Co dzisiaj...
- Szzzz... Nic nie mów. Po prostu przez chwilę pocieszmy się ciszą.
Shammen zamilkł i również zaczął lustrować wzrokiem niebo.
Droga mleczna, mały wóz, wielki wóz - moje oczy wodziły po gwiazdach rozpoznając kolejne gwiazdozbiory. Wielka niedźwiedzica. Strzelec.
Spoglądałam jeszcze przez chwilę w górę, po czym przeniosłam wzrok na Shamm'a.
- Więc co chciałeś powiedzieć? - spytałam szeptem. Basior również spojrzał na mnie.
- Co dzisiaj robiliście?
- Poszliśmy na spacer do Fioletowej Groty. Chcieliśmy cię odwiedzić, ale akurat nigdzie cię nie widzieliśmy.
- Musiałem akurat być zajęty. - mruknął. Chwilę jeszcze posiedzieliśmy na mrozie, po czym przerwałam ciszę.
- Idę już. Jest późno, a ja chcę się wyspać.
- Jasne... Może... przyjdę rano?
- Nie zawracaj sobie tym głowy. Jakoś sobie poradzimy. - uśmiechnęłam się szczerze i wróciłam do szałasu. Onyx już spał wtulony w swoją siostrę. Zaśmiałam się pod nosem i również dołączyłam do mojej kochanej rodzinki.
***

Ranek jak zwykle upłynął szybko. Pobudka, karmienie, i chwila leniuchowania. Pogoda była dzisiaj trochę mroźniejsza, dlatego nie widziałam sensu w kolejnych spacerach. Postanowiłam więc tylko szybko wyskoczyć do Skay po książkę z opowieściami.
- Zaczekajcie chwilę, pamiętajcie, nigdzie się nie ruszajcie. Za sekundę będę z powrotem - uprzedziłam szczeniaki i opuściłam szałas. Widać było zbliżającą się jesień, liście żółkły, zaczynało się chmurzyć, w dodatku było coraz zimniej. Pocieszał mnie tylko fakt że po zimie następuje jesień.
- Już rok należę do watahy. To tak szybko zleciało. - mruknęłam do siebie. Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj byłam przemarzniętą waderą skuloną w kupce śniegu.
Ruszyłam szybszym tempem, by jak najszybciej znaleźć się z powrotem w szałasie.
Nawet nie zauważyłam kiedy mroźne krople zaczęły uderzać we mnie, i ziemię znajdującą się na około mnie. Przeszłam do biegu, dzięki czemu już po chwili znalazłam się pod szałasem Skayres.
Zapukałam głośno. Otworzyła mi wiecznie szczęśliwa wadera.
- Cześć! - przywitała się głośno. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
- Mogłabyś mi pożyczyć tą twoją książkę z opowieściami? Chciałabym coś pożyczyć szczeniakom.
- Jasne! Czekaj chwilkę. - powiedziała znikając gdzieś w szałasie. Chwilę się grzebała, ale po chwili wróciła do mnie z tomem opowieści w rękach.
- Proszę. W ogóle, wpadnij kiedyś z młodziakami.
- Jasne, jak tylko pogoda zrobi się bardziej sensowna. Dzięki, postaram się ją oddać jak najszybciej.
- Nie śpiesz się! Miłego dnia! - pożegnała się, a ja zamieniłam się w człowieka by wygodnie trzymać grubą księgę. Biegłam szybko w stronę powrotną, przeskakując ledwo co stworzone kałuże.
To co zobaczyłam kiedy zobaczyłam próg mojego szałasu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Czarna wadera z zupełnie białymi oczami przyglądała się w ciszy moim przerażonym szczeniakom.
Shaten. To była Shaten.

(Shat?)

niedziela, 31 lipca 2016

Od φίλος "Pobawimy się w chowanego?" cz. 6 (cd. Shammen)

- Śpijcie już. - powiedziałam do dzieci i wyszłam z Shammenem na zewnątrz.
- Co dzisiaj robiliście? - powtórzył pytanie. W moich oczach od razu zebrały się łzy. Szybko je starłam.
- Nic specjalnego. Trochę sobie pochodziliśmy. Onyx wpadł do dziury. - zaśmiałam się smutnie.
- Coś się stało? - spytał zaniepokojony basior patrząc mi w oczy. Odwróciłam wzrok.
- Nie, nic. Wszystko w porządku. - mój głos wyraźnie się załamywał.
- A teraz powiedz to samo, patrząc mi w oczy.
Spojrzałam na niego niepewnie.
- Nic... Się... - zaczęłam płakać. Shammen przytulił mnie. Teraz mógł zobaczyć szałas Shaten. I świeże odciski łap do niego prowadzące.
- Nie było jej? - spytał po chwili.
- Była. Słyszałam ją. Ale się nie odezwała. Nie wyszła. - łzy wylewały się z moich oczu strumieniami.
- Już w porządku. - powiedział ścierając moje łzy. Wzięłam głęboki wdech.
- Tak. Tak, już w porządku. Wracam już do szałasu.
- Dobrze. Postaram się przyjść jeszcze rano... Jak coś to... obudź mnie. - zaśmiał się cicho i odszedł w stronę swojego szałasu.
Ja również odeszłam w stronę szałasu.
- Zapomniałam spytać się co u niego... - westchnęłam do siebie. Dzieci już spały. Uśmiechnęłam się na widok ich małych zwiniętych w precelki ciałek. Położyłam się koło nich.
***
Obudziły mnie czyjeś kroki.
- Shammen?
- Przepraszam, nie chciałem cię budzić.- odparł basior zmieszany. Otworzyłam oczy. - Będę już iść do pracy.
- Do zobaczenia wieczorem.- odpowiedziałam. Kiedy basior wyszedł odwróciłam się na drugi bok próbując ponownie zasnąć. Jednak nie było mi to dane.
- MAMO!!! - usłyszałam krzyk Istorii. - JESTEM GŁOODNA!!!
- Istoria! - zganił ją Onyx - mama jeszcze śpi, nie przeszkadzaj jej!
- ALE JA JESTEM GŁOOODNA!!! - wyła wniebogłosy waderka.
- Już, już wstaje. - podniosłam się ospale. Ziewnęłam.
- Istoria! Obudziłaś ją!
- Trudno, już nic nie szkodzi. - mruknęłam podchodząc do szczeniąt.
***
Późnym popołudniem postanowiliśmy się przejść. Chciałam zabrać dzieci do Fioletowej Groty.
Ruszyliśmy więc w stronę wodospadu koło którego było przejście. Istoria ciągle podskakiwała podekscytowana nowym miejscem które zobaczy, a Onyx szedł powoli z tyłu oglądając każde najmniejsze źdźbło trawy.
W końcu dotarliśmy do przejścia.
- To tutaj. Ja przechodzę pierwsza, wy zaraz za mną. Jak coś to krzyczcie. - zaśmiałam się i ruszyłam przez przejście. Po chwili byłam już w środku. Mimo że jestem tu niepierwszy raz, odczucie zawsze jest takie same. To miejsce jest piękne.
Zaraz po chwili przybiegła Istoria, która zaczęła piszczeć z radości i biegać po całej wysepce. Onyx kiedy tylko znalazł się w środku przysiadł na krawędzi wyspy wpatrując się intensywnie we własne odbicie w wodzie.
- Podoba wam się tu? - spytałam
- JEST CUUUDOWNIE! - krzyknęła Istoria. Onyx kiwnął głową na znak, że się z nią zgadza.
- Wiedziałam, że się wam spodoba. Chwile tu posiedzimy i pójdziemy odwiedzić tatusia na budowie, co wy na to?
- JEJ! - pisnęła Istoria. Zaśmiałam się. Onyx wciąż nie odrywał swojego spojrzenia od tafli wody.
- Onyx?
- Hej, brat! Haalo! - Istoria zamachała mu łapą przed oczami.
- Mamo... Tam coś się poruszyło. - powiedział cicho.
- Co?
- Tam coś było, jakiś stwór. Długi, i czarny. Jak demon.
- O czym ty... - zaczęłam, ale w jednej chwili Onyx wpadł do wody jak przez kogoś pociągnięty. Krzyknęłam z przerażenia rzucając się żeby mu pomóc, ale w tej chwili wyłonił się z wody zaczerwieniony, a Istoria zaczęła się śmiać.
- Przepraszam, zachwiałem się. - mruknął zawstydzony i wygramolił się z wody. - To pewnie był tylko jakiś glon, czy patyk. - powiedział zrezygnowany.
- Ale mnie przestraszyłeś! - wzięłam głęboki oddech.
- Przepraszam.
- Nie, nic się nie stało. Ale chodźmy już lepiej do tatusia, zanim kogoś jeszcze wciągnie potwór.
Dzieci zaśmiały się, i wyszliśmy z jaskini.

(Shamm? ^^)

wtorek, 19 lipca 2016

Od φίλος "Zmęczona tą podróżą" cz. 4 (cd. Florence)

- Skoro pada... Może chcesz przyjść do mnie? - powiedziałam. Krople deszczu spływające po mojej twarzy skutecznie ukrywały łzy niedawno jeszcze z nich ściekające - Zrobię nam herbaty, czy coś.
- Jeśli... Jeśli to nie kłopot dla ciebie, to chętnie.
- Więc chodź. - powiedziałam prowadząc ją do szałasu. Powoli weszła do środka.
- Usiądź, zaraz zaparzę ci herbaty.
- Okej! - usiadła szczęśliwa. Zmieniłam się w człowieka i zaczęłam parzyć herbatę. Zalałam wodą herbaciane liście w korowym kubku.
- Przepraszam cię za moje zachowanie kiedy się z tobą żegnałam. Po prostu... mam pewne problemy z moją przyjaciółką. To... - odetchnęłam - To ona mieszka w tamtym szałasie.
- Rozumiem. Nie musisz o tym mówić jeśli nie chcesz. - powiedziała cicho, czułam jednak podekscytowanie w jej głosie. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaniosłam herbatę do niej. Usiadłam na kanapie podając jej herbatę. Niepewnie spojrzała na kubek.
- Nie umiesz się zmieniać w człowieka? - spytałam
- N... Tak. - powiedziała. W jej głosie słychać było nutkę niepewności, jakby sama nie wiedziała co powiedzieć. Stwierdziłam że może ma jakiś problem lub złe skojarzenia z bycia człowiekiem.
- Nie ma problemu. - uśmiechnęłam się wracając do kuchni. Wzięłam miskę z kory i przelałam do niej herbatę. Podałam to Florence.
- Dzięki.
- Może opowiesz mi trochę o sobie?
- E... Tak, o... Więc pochodziłam z dość dużej watahy, moi rodzice byli Alfami.
- Musiałaś mieć łatwo.
- Nie do końca. Od młodych wymagano dużo. Mieliśmy się zachowywać poważnie, jak na Alfy przystało. Widziałaś kiedyś szczeniaka który uwielbia przesiadywać przy rodzicach, w oddaleniu od innych szczeniąt?
- Zdecydowanie nie. - zaśmiałam się - Szczeniaki są bardzo ruchliwe.
- Więc widzisz, nie było jak w raju. Zmęczyło mnie to. Inne wilki twierdziły, że będę złą Alfą, po prostu byłam zbyt szczęśliwa, ruchliwa. Nie podobało mi się takie życie - siedzenie cały czas w jednym miejscu i dowodzenie wilkami. To nie dla mnie. Więc wyrwałam się. Miała dużo wrogów, więc nikt za bardzo się nie przejął moim odejściem. I tak trafiłam tu. Do Czarnego Królestwa. To może ty też powiesz coś o swojej przeszłości?
Moim pierwszym odruchem było zdecydowane i solidne zaprzeczenie. Tyle tylko, że ta wadera otworzyła się przede mną i liczyła na to samo z drugiej strony.
- Nigdy wcześniej nie należałam do watahy. Moi rodzice byli wyrzutkami, mieszkaliśmy samotnie w niewielkim lesie. Żyło nam się tam dobrze. Byłam jedynym żywym szczeniakiem z pierwszego miotu dzieci mojej matki. Byłam całkiem dobra w polowaniach na zające, używałam do tego kolejno moich żywiołów - lodu, ciszy i... szaleństwa. Pewnego dnia jednak zesłałam na moją rodzinę szaleństwo... Pozabijali się wzajemnie. Uciekłam, i trafiłam do tutejszego lasu. Alfa mnie obroniła, byłam przemarznięta, to były czasy srogiej zimy. Zaaklimatyzowałam się tu - poznałam Shaten i Shammena... I... tak znalazłam się tutaj.
- Twoja historia... Jest dość przykra...- powiedziała Florence. Była dobrym słuchaczem. Nie tak jak ja. - Jeśli mogę spytać kim jest Shaten...?
- To... a z resztą, chodź. - powiedziałam podnosząc się i zamieniając w wilka. Na zewnątrz wciąż padało, ale mało mnie to obeszło. Wybiegłam z szałasu, a Florence pobiegła za mną. Zatrzymałam się u drzwi szałasu Shaten.
- Shaten! Wyjdź proszę! Muszę cię zobaczyć! - znowu odpowiedziała mi cisza - Shaten, proszę! P...proszę... - wyszeptałam do drzwi, a po moim policzku spłynęła łza. Otarłam ją łapą.
- Przepraszam, że pytam, ale... Czy ona istnieje? - mruknęła cicho Florence
- Shaten istnieje, i jeśli nie chcesz w to wierzyć, to lepiej przestań wierzyć że JA istnieję! - krzyknęłam oschle i poczułam... nawrot demona. Nawrot szaleństwa...
Upadłam na ziemię, a obok mnie zjawił się mój demon. Przecież dawno go pokonałam...
- Nie! - wrzasnęłam na ogromny cień wilka. Czułam nad sobą kontrolę. Na jego szyi pojawiły się łańcuchy... Zaczął zamieniać się w coś wyglądającego jak Shaten.
- Więc taka z ciebie przyjaciółka? Beznadziejna. Dlaczego ty cokolwiek w życiu osiągnęłaś? TO JA, JA powinnam być ta lepsza! Myślisz że mnie wykorzystałaś? O nie, to JA wykorzystałam CIEBIE! - krzyknęła. Nie miała siły z nią walczyć. Ona miała racje.
Łańcuchy opadły z cienia, a ten zaczął atakować Florence. Ta zaczęła piszczeć, zmieniła się w człowieka i odbiegła. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Poza słowami "Shaten" na tym świecie nie istniało już nic...

(Florence? Napisz o swojej ucieczce przed demonem Qui ^^)

Od φίλος "Mroczny anioł stróż" cz. 2 (c.d Shaten)

- Mamo! Mamo! Możemy iść na spacer?! - spytała Istoria.
- Oczywiście, Istorio. Ale nie odchodźcie zbyt daleko. - powiedziałam uśmiechnięta. Odeszłam z Shammenem w drugą stronę. Posłał mi zdziwione spojrzenie, ale się nie odzywał. W sumie nie byłam do końca przekonana żeby puścić dzieci same, ale wątpiłam by coś im się mogło stać. Było tu dość bezpiecznie, a ich słodkie zapewnienia że nie odejdą daleko zmiękczyły moje serce. No tak... Chyba jestem słabą matką.
Minęliśmy szałas Shaten który na pierwszy rzut oka wyglądał na pusty.
- Chyba jej tu nie ma. - powiedziałam skręcając w tamtą stronę.
- Jest. Wiesz że ona nigdy nie daje oznak życia. Dlaczego miałaby stąd wychodzić?
Przeszliśmy się w stronę wodospadu. Chodziliśmy w zupełnej ciszy.
- Filos. - powiedział Shammen, nagle uśmiechając się jak psychopata.
- Tak?
- Zapomniałem o Adelin.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Do tego zawsze dążył. Chciał zapomnieć o przeszłości. Żyć teraźniejszością, nie martwiąc się o jutro.
- Teraz jesteśmy rodziną. - powiedziałam przytulając go. Usiedliśmy zaraz nad wodą. Spoglądałam w swoje odbicie. Miałam bardzo skonsternowaną minę. Zaśmiałam się i uderzyłam powierzchnie wody łapą sprawiając, że zaczęła drgać jeszcze bardziej zakrzywiając moje odbicie.
- Może powinniśmy już wracać? Znaleźć dzieci i wrócić do szałasu.
- Może.
- To chodźmy.
Zapewne teraz bezpowrotnie zepsułam nastrój szczęścia i spokoju który tutaj panował.
Ruszyliśmy w powrotną stronę, by poszukać dzieci.
***
- Onyx! Istoria! - krzyczeliśmy na zmianę z Shammenem. Zza drzewa wyłoniło się rozradowane rodzeństwo.
- Mamo! - usłyszałam krzyk Istori podbiegającej do mnie szczęśliwie.
- Boże, jesteście! - krzyknęłam ze szczęścia
- Mamo! Tato! Istoria nas uratowała! - powiedział Onyx.
- Jak to? - zapytał Shammen
- Mój cień! Zmienił się we mnie z przyszłości i nas uratował! - krzyknęła rozradowana waderka
- Mówiłam żebyście uważali! - jęknęłam - Ale... cień? Jak on wyglądał?
- Czarna, czerwone oczy i z cienia! - mruknęła Istoria
- Jesteście pewni, że tak wyglądała? - spytałam. W głowie kołatała mi tylko jedna myśl: "Shaten"
- Widzieliśmy ją przez moment... była cieniem. Po jakimś czasie zmieniła się w wilka. Nie mieliśmy szansy się jej przyglądnąć - powiedział cicho Onyx
- Filos, jesteś przewrażliwiona... zrozum. Jest tam, zamknięta - Shammen wskazał łapą szałas Shaten - nie wyjdzie stamtąd nawet za koszt swojego życia
Spuściłam wzrok.
- Miałam nadzieję... - mruknęłam cicho
- Zapomnij o niej - powiedział uśmiechnięty Shammen, całując mnie - teraz masz nas. My jesteśmy twoją rodziną, a to był jej wybór - Oddalił się razem ze szczeniętami do szałasu.
- Shaten... nie możesz się tak ukrywać - podeszłam do jej szałasu. Nie wydawało mi się nawet prawdopodobne by tam się znajdowała.
- Wróć do mnie, do nas... bez Ciebie nie jest tak samo - zaczęłam płakać. Usłyszałam cichy dźwięk ze środka. Nie, z pewnością się przesłyszałam.
- Filos zapomnij o niej... nic nie zrobisz... teraz masz inne rzeczy na głowie niż martwienie się o nią - powiedział Shammen, obejmując mnie
- M... masz rację... chodźmy, bo znowu się zgubią - odeszłam z Shammenem.
- Mamo, spójrz! - krzyknęła Istoria.
- Co? - spytałam odwracając się w ich stronę.
- Była tu! - krzyknęły szczenięta
- Dzieci... chodźcie musiało wam się przewidzieć - powiedziałam cicho. Odeszliśmy razem do naszego szałasu. Teraz jesteśmy rodziną. Trzymamy się razem.
Mimo to jedna samotna łza spłynęła po moim policzku uderzając o suchą glebę.

(Proszę , Shaten. Wreszcie xD)

czwartek, 14 lipca 2016

Od φίλος "Pobawimy się w chowanego?" cz. 4 (cd. Shammen)

- Nie miałeś przypadkiem dzisiaj odpracowywać? - spytałam. Basior spojrzał na mnie przerażony. - Stało się coś?
- Przestraszyłem się, myślałem że chodzi o coś ważnego. - wymruczał
- A to nie jest ważne?
- Znaczy jest... Na pewno tylko o to chodzi?
- Tak. - westchnęłam - Widzimy się wieczorem.
- Cześć. - powiedział i odbiegł na budowę. Zrezygnowana wróciłam do szałasu. Coś ostatnio się ze mną dzieje. Zmieniłam się w człowieka i zaparzyłam sobie herbaty. Z herbatą usiadłam pomiędzy jeszcze śpiącymi szczeniakami co jakiś czas głaszcząc je po głowach. Pierwszy obudził się Onyx.
- Jak się spało?- spytałam siląc się na uśmiech.
- Dobrze. - szczeniak ziewnął i usiadł obok siostry. Dopiłam napój i zmieniłam się w wilka. Delikatnie szturchnęłam Istorię.
- Wstawaj, śpioszku. - powiedziałam cicho. Waderka przebudziła się. Nakarmiłam szczenięta.
- Mamo, co będziemy dzisiaj robić?- spytała podekscytowana Istoria.
- To niespodzianka. - powiedziałam uśmiechając się.
- Lubię niespodzianki! - krzyknęła waderka podskakując ze szczęścia. Onyx uśmiechnął się blado.
- To chodźcie, idziemy. - powiedziałam wychodząc z szałasu. Szczenięta wybiegły za mną. Szliśmy w stronę szałasu Skay. Chciałam pożyczyć od niej książkę z bajkami. Kiedy jednak doszliśmy okazało się, że szałas jest pusty. Poszliśmy więc na Kwiecistą Łąkę. Usiadłam na skraju łąki, a dzieciaki poszły poskakać w kwiatach. Myślałam. O tym wszystkim. O Shaten. O mojej nowej rodzinie. O watasze.
Nawet nie zauważyłam kiedy podbiegła do mnie Istoria.
- Coś się stało? - spytałam. Waderka była cała zdyszana.
- Onyx... - przerwała żeby wziąć wdech - Wpadł do... do rowu. - wydyszała
- Gdzie? - podniosłam się gwałtownie
- Koło tamtego drzewa! - Istoria pokazała łapą odległy dąb. Natychmiast zaczęłam tam biec. Pod drzewem faktycznie znajdywała się dość głęboka dziura z której dochodziło skomlenie.
- Onyx! - krzyknęłam zatrzymując się przed dziurą.
- Mamo! Mamo, utknąłem! - piszczał maluch
- Spokojnie, już cię wyciągam. - powiedziałam, zmieniając się w człowieka. Weszłam do dziury. Błoto które w niej się znajdowało sięgało mi do kostek. Podniosłam szczeniaka i wyciągnęłam go z dziury. Sama podciągnęłam się i również z niej wyszłam. Onyx trząsł się ze strachu, ale oprócz tego że cały był ubłocony, chyba nic mu się nie stało.
- Nic ci nie jest, kochanie? - spytałam.
- N-nie... - odpowiedział cicho.
- Powinnam była was pilnować. - jęknęłam - Mama musi się jeszcze duużo nauczyć. Chodźcie maluchy, pójdziemy nad wodospad się umyć. - zmieniłam się z wilka i razem z dziećmi pognaliśmy do wodospadu. Onyx ślizgał się niezdarnie na łapkach śliskich od błota. Po jakimś czasie dotarliśmy do wodospadu. Z powrotem zamieniłam się w człowieka i trzymając Onyxa na rękach zanurzyłam go w wodzie. Szczęśliwy malec zaczął machać łapkami udając że pływa. Istoria zaśmiała się i wskoczyła do wody.
- Istoria! - krzyknęłam. Ona jednak zamiast (według mojego najgorszego scenariusza) się topić, zaczęła sprawnie przebierać łapkami dzielnie utrzymując się nad wodą.
- Wychodź natychmiast, bo sobie coś zrobisz!
Szczeniątko opuściło uszy i wyszło z wody. Sierść sterczała jej zabawnie na wszystkie strony. Onyx zaśmiał się. Dokończyłam jego mycie i sama zmieniłam się w wilka, po czym zanurzyłam się również opłukując się z błota. Wyszłam z wody i otrzepałam się.
- Kiedyś jak będziecie starsi, to przyjdziemy tu z tatą i nauczycie się pływać, co wy na to?
- Jej! - krzyknęła Istoria podskakując. Zaśmiałam się.
- A teraz idziemy. Mam dla was jeszcze jedną niespodziankę. - "Idziemy do Shaten".

(Shammen? ^^)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Od φίλος "Zmęczona tą podróżą" cz. 2 (cd. Florence)

Przechadzałam się po królestwie ze szczeniakami. Shammen był zmęczony pilnowaniem ich przez noc, więc poprosił mnie żebym z nim wyszła. Od Skay słyszałam, że doszła do nas nowa wadera. Kierowałam się w stronę jej domu. Właśnie z niego wychodziła.
- Tak więc nowa?
Odwróciła się gwałtownie.
- Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. Jestem Filos, a to Istoria i Onyx. Moje dzieci.
- Ja... Ja jestem Florence - powiedziała trochę pewniej.
- Może chciałabyś żeby oprowadzić cię po naszych terenach? Jestem na spacerze ze szczeniakami, mogłabym się z tobą przejść.
- Ale fajnie! Właśnie chciałam sobie pochodzić, ale nie byłam pewna co tu jest ciekawego.
- Dobra, to chodź. Pokaże ci najciekawsze tereny.
Wyruszyliśmy w stronę Wodospadu. Istoria i Onyx co chwila przebiegały nam pod łapami. Mieli świetną zabawę. Przy wodospadzie przystanęliśmy. Szczeniaki patrzyły na mnie z wyczekiwaniem, a ja oddychałam lekkim powietrzem, wyraźnie czując zapach kwiatów związany z tym miejscem. Podeszłam do tafli wody. Przez ułamek sekundy zobaczyłam w moim odbiciu Shaten. Otrząsnęłam się i zaczęłam się sobie przyglądać.
Zmieniłam się. Bardzo się zmieniłam. Moje rysy spoważniały, były mniej dziecinne. Niechętnie spoglądałam na siebie piorunującym wzrokiem. Odeszłam od wody.
- Pięknie tu, nieprawdaż?
- Wow... Serio tu ładnie.
Uśmiechnęłam się.
- Chodźmy dalej. Pokaże ci dalsze uroki watahy.
Przeszliśmy koło mojego domu.
- Tu mieszkam z moimi dziećmi... Mimo że to nieprawowite mieszkanie mojego partnera, to też cały czas tu przebywa.
- Uroczo.
Zaśmiałam się cicho spoglądając na szczenięta. Biegły w naszą stronę.
- Mamo, proszę. Możemy wrócić do domu? Obiecujemy, że nie będziemy przeszkadzać tacie. - spytała Istoria.
Westchnęłam.
- No dobrze kochanie, gdyby coś się stało to budźcie tatę.
- Jasne! - krzyknęła i odbiegła. Onyx podążył za nią powoli.
- Słodkie te twoje dzieci.
- Same z nimi kłopoty. - mruknęłam gorzko wyraźnie kończąc ten temat.
Szliśmy przez chwilę w milczeniu aż minęliśmy szałas Shaten.
- Czyj jest ten szałas? - spytała
- Niczyj. - powiedziałam dopiero po chwili zdając sobie z tego sprawę - Znaczy... Jest pusty.
- Aha.
Zaprowadziłam ją na kwiecistą łąkę. Usiadłam na chwilę na trawie wdychając kwiatowy zapach. Florence przyglądała się całej łące.
- Ładnie widoki. Zaprowadzisz mnie gdzieś jeszcze?
- Nie. - powiedziałam chłodno - Muszę wracać do dzieci. Ty lepiej też wróć do domu.
Nie miałam pojęcia dlaczego to robię. Florence rzuciła ciche "Cześć", a ja przez chwilę szłam w stronę szałasu. Kiedy wadera zniknęła mi z oczu zawróciłam i rzuciłam się pędem do Fioletowej Groty. Dopiero kiedy w niej byłam zatrzymałam się. Położyłam się na twardym kamieniu a z moich oczu zaczęły cieknąć łzy.
- Co jest ze mną nie tak? - wyszeptałam chowając pysk w łapach.

(Florence? Nie mam pojęcia co wyjdzie z tego opowiadania)

czwartek, 23 czerwca 2016

Od φίλος "Mam dość jej zachowania" cz.2 (cd Shat, Shammen)

- Shaten? - spytałam waderę łagodnie. Ta spojrzała na mnie nieprzytomnie, a jej oczy zmieniły się w normalne. Wycofała się do tyłu, a ja próbowałam podążyć za nią. Uciekła jednak. Zniknęła. Biegłam na oślep przed siebie, krzycząc jej imię z płaczem. Ona nie może się od nas odciąć.
- Proszę! Shaten, proszę! - krzyczałam, jakby to miało cokolwiek zmienić. Już mnie nie słyszała. A nawet gdyby słyszała, to nie przyszłaby do mnie. Zrezygnowana spuściłam głowę i odwróciłam się. Wróciłam do szałasu gdzie czekał zdenerwowany Shammen i dwójka moich dzieci.
- Co chciała? - warknął gniewnie
- Ona już odeszła, Shammen. Już odeszła... - wyszeptałam patrząc mu głęboko w oczy.
- Przepraszam. Wiem ile ona dla ciebie znaczyła, ale teraz masz nas. - pokazał na szczeniaki - My jesteśmy twoją rodziną. Możesz nam ufać.
- Chyba masz rację... - powiedziałam kładąc się z powrotem obok dzieci. Shamm trącił mnie nosem. Uśmiechnęłam się blado. Szczeniaki przytuliły się do mnie, po czym zasnęłam. Po raz pierwszy od dawna śnił mi się koszmar.
Stałam na środku mostu nad rozpadliną. Po jej lewej stronie stał uśmiechnięty Shammen z dziećmi. Po prawej Shaten, z błagającym spojrzeniem. Zrobiłam krok w jej stronę, a jej oczy zaświeciły na czerwono. Shammen patrzył na mnie z przerażeniem. Shaten weszła na most i zaczęła iść w moją stronę.
- Shaten, proszę! Nie panujesz nad sobą. Uspokój się, dobrze. Jestem... Byłam twoją przyjaciółką. I nadal mogę być. Jeśli tego chcesz...
- A co powiesz na to, że tego NIE CHCĘ?! - warknęła - Co z ciebie za przyjaciółka?! Nie potrzebuje kogoś takiego. - prychnęła. Shammen z dziećmi też wszedł na most i zaczął do mnie podążać.
- Zostawiłaś nas mamusiu. Zostawiłaś nas samych. - powiedziała z żalem Istoria
- Nie kochasz nas? Dlaczego od nas odchodzisz? Nie lubisz nas?
- Nie to nie tak... - zaczynam, ale przerywa mi Shammen
- Jesteśmy dla ciebie mniej ważni? Wolisz Shaten od nas? Myślałem, że mnie kochasz... Że nas kochasz...
- Kocham was! Jesteście wspaniali! Naprawdę! - krzyczę błagalnie. Shammen i szczenięta wracają na drugą stronę rozpadliny. Shammen odrywa pazurem sznury trzymające most. Zaczął spadać. Shaten wczepiła się pazurami w drewno. Ja też próbowałam się złapać. Zaczepiłam się, ale Shaten szybko kopnęła mnie w łapę. Spadałam. Umierałam, bo nie potrafiłam dokonać wyboru.

Obudziłam się z krzykiem. Shammen szybko do mnie podbiegł, a szczenięta odskoczyły.
- Filos, co się dzieje? - spytał. Ja wstałam, zachwiałam się i ponownie upadłam. Wzięłam głębokie wdechy. "To był tylko sen. Bardzo realistyczny ale, tylko sen" mamrotałam. Uspokoiłam się.
- Nic się nie stało. Śnił mi się koszmar. Nic wielkiego.
- Dobrze. Zjedz lepiej śniadanie.
- Okey. - mruknęłam, wstając powoli.

(Shammen? Shaten?)

wtorek, 24 maja 2016

Od φίλος "Przywitanie młodych i pożegnanie starych przyjaciół" cz. 2 (c.d Shaten)


Obudził mnie potworny ból brzucha. Myślałam że zaraz umrę. Z trudem łapałam powietrze, i zdążyłam tylko krzyknąć do Shamenna
- Rodzę!
Shammen zaczął panikować, i wystrzelił w stronę Shaten w czasie kiedy ja próbowałam oddychać.
***
O dziesiątej rano urodziły się najpiękniejsze rzeczy jakie kiedykolwiek widziałam. Moje dzieci. Dwójka słodkich puchatych kuleczek. Jedna biała jak śnieg wadera, drugi czarny jak smoła basiorek. Waderę nazwaliśmy Istoria, co po grecku znaczy Bajka. Uważaliśmy to z Shammenem za jedno z bardziej odpowiednich imion, gdyż wadera była cudowna niczym najpiękniejsza bajka. Basiora nazwaliśmy Onyx.
Siedziałam z moimi dziećmi na puchatej trawie, wygrzewając się w słońcu. Shaten gdzieś się oddaliła, ale wtedy mój umysł był tak zamroczony że nawet tego nie zauważyłam.
- Mamo... - zaczęła Istoria.
- Tak?
- Opowiesz nam jakąś bajkę?
Zaśmiałam się.
- Czemu nie, moja Bajeczko. - uśmiechnęłam się. - Więc żyła sobie kiedyś cudowna wadera, której nie układało się łatwo. Kłusownicy zabili jej rodzinę. Nie była to jednak zwykła wadera, była to półwadera, półczłowiek. Trafiła do watahy, gdzie mimo że była całkiem lubianą osobą, myślała inaczej. Spotkała tam inną waderę. Była to wadera zwyczajna, mało kto zwróciłby na nią uwagę. Niczym specjalnym sobie nie zasłużyła, a mimo to nasza cudowna wadera ją polubiły. Zostały przyjaciółkami i zaczęły przeżywać cudowne historie. Razem pokonały paskudnych kłusowników. Potem przyjaciółka naszej wadery zakochała się. Oddaliła się od wadery nawet o tym nie wiedząc. A kiedy o zrozumiała, było już za późno. Wadera zapadła w depresję. Jej przyjaciółka razem ze swoim partnerem próbowali jej pomóc. Nawet przeżywali swoje koszmary, by ta mogła spokojnie spać. Lecz wadera wciąż była smutna, bo za tą "lepszą" uznawana była jej przyjaciółka. A wadera... Ona dokonała czegoś wielkiego. Niejednokrotnie poświęcała się by ocalić inne wilki... I została nie doceniona. Zamieniła się w cień... W wspomnienie. Została pustelnikiem, chowając się przed światem i ratując zwierzęta. Samotnie.
Istoria zadrżała.
- Ale jak to? Została sama? Dlaczego jej przyjaciółka nic z tym nie zrobiła?
- Obawiam się, że nie mogła.
Onyx siedział i patrzył gdzieś w dal
- Biedna musi być ta wadera - mruknął
- Dobrze że naprawę nikt tak smutny nie istnieje. - zaśmiała się uśmiechnięta Istoria.
- Tak... dobrze że nikt taki nie istnieje...

(Shaten?)

czwartek, 12 maja 2016

Od φίλος "Chwila słabości czasem nie pokazuje nic dobrego" cz. 4 (c.d Shaten)

Nie byłam w stanie pogodzić się z tym, że Shaten chce odejść. Załamana siedziałam w swoim szałasie, raz po raz wyglądając przez okna by zobaczyć czy Shat nie podąża w moim kierunku. Chciałam żeby to wyjaśniła, porozmawiała na spokojnie. Chciałam żeby została.
Zwinęłam się w kulkę na podłodze.
- Coś się stało? - spytał Shammen
- Nic... Znowu chodzi o Shat.
- Nie martw się o nią. Mam z nią porozmawiać?
- A mógłbyś?
- Jeśli tego chcesz. - uśmiechnął się i wyszedł. Ja zmieniłam się w człowieka i zaparzyłam sobie herbatę. Shammen długo nie wracał, miałam szczerą nadzieję że przekonuję Shaten by nie odchodziła. Ja stałam i wpatrywałam się w okno. Słońce chyliło się ku zachodowi, a niebo przybierało szkarłatną barwę. Gęste chmury na niebie sprawiały, iż widok był cudowny i nieziemski. Wyglądało to tak nierealnie, a jednak było prawdą.
Kiedy szkarłat nieba przeszedł w cień, zaczęłam się martwić. Shammen nie wrócił, a przecież minęło już dużo czasu. Zaczynałam się martwić, czy coś mu się stało.
Gdy zapadł już totalny zmrok, u drzwi szałasu stanął Shammen. Kulał i był poobijany.
- Co ci się stało?! - krzyknęłam
- Nic... E... było już ciemno jak wracałem i zahaczyłem o jakiś pień.
Przewróciłam oczami. Teraz to już w nic nie uwierzę.
- A Shaten?
- Ona... zgodziła się
- Mógłbyś przestać kłamać? - ziewnęłam - Jest już późno, idę spać.
***
Obudziłam się, zanim jeszcze wstało słońce. Dręczył mnie niepokój. Tak jakby coś się stało Shaten. Wstałam na chwiejnych łapach. W głowie mi się kręciło. Próbowałam przejść kawałek, ale nie czułam nóg. Z trudem utrzymałam równowagę. Usiadłam na podłodze. Shammen spał kawałek stąd. Wystarczy tylko, że go obudzę.
- Shamm! - jęknęłam
- Co się stało? - spytał przerażony Shamm.
- Coś z Shat... a ja... nie mogę stać...
- Spokojnie. - Shammen wstał i pomógł mi się położyć na łóżku. - Mogę rano sprawdzić co z nią.
- Ale jej się może TERAZ coś dziać! - krzyknęłam
- Spokojnie. Śpij, ja pójdę sprawdzić co z nią.
Położyłam się. Głowa straszliwie mnie bolała, i dręczyło mnie straszliwe poczucie niepokoju.
Uspokajała mnie jedynie myśl, że Shammen poszedł sprawdzić co się dzieje Shaten, więc szybko zasnęłam.
Nie miałam pojęcia, że Shammen stoi zaraz za drzwiami szałasu. I patrzy, kiedy zasnę.
***
Resztę nocy przespałam spokojnie. Nie budziłam się już. Wydawało mi się, że z Shaten wszystko w porządku. Choć w rzeczywistości, nie miałam pojęcia co się u niej dzieje.
Obudziłam się około ósmej. Shammen przyniósł mi jadalne liście, które zjadłam na śniadanie. Wciąż lekko bolała mnie głowa i brzuch.
Wyszłam z Shammem na krótką przechadzkę. Kiedy się zmęczyłam, położyliśmy się na słońcu. Wtuliłam się w Shammena.
- Co się wczoraj stało z Shat?
- Nic... Tak jak mówiłem. - spoważniał nagle
- Ale... Sham, ja mówię tak na serio.
- Nic się nie stało. Obiecuję
- Mam nadzieję. - westchnęłam spoglądając w niebo i zastanawiając się, co myśli Shaten, gdzieś daleko, ale blisko, zamknięta w swoim szałasie...

(Shat?)

poniedziałek, 9 maja 2016

Od φίλος "Dzień za dniem mija... ale każdy jest inny" cz.2

Spojrzałam na Shaten. Nie wyglądała jakby była w najlepszym humorze. Wciąż nie doszła do siebie po tym jak prawię wysadziła całe królestwo. Rzuciła mi krótkie, smutne spojrzenie i westchnęła.
- W sumie, możemy. - mruknęła.
- Więc gdzie?
- Co powiecie na Las Contelinaxne i Codiamida?
- Okey. - mruknęła Shaten cicho.
- Dobry pomysł. Ogarniemy tu jeszcze z Shat i kończymy.
- Widzimy się później.
- Pa. - mruknęłam i odwróciłam się. Shaten spuściła wzrok.
- Coś się stało?
- Po prostu... nie czuję się najlepiej.
- To przeze mnie?
- Nie. - zaprzeczyła bez przekonania. - po prostu nie mam humoru.
- Jeśli nie chcesz jutro z nami iść, to powiedz.
- Mogę pójść, no chyba że będę wam przeszkadzać.
- Nie...
- Uważaj! - krzyknęła w chwili, gdy zaraz za mną zaczął spadać kamienny blok. Odepchnęła mnie na bok i próbowała odskoczyć. Nie zdążyła jednak i kawałek skały przygniótł jej nogę.
Zawyła z bólu.
- Shaten!
- Nic... nic mi nie jest. - wyjąkała. Spróbowała wyciągnąć przywaloną łapę. Bezskutecznie.
- Czekaj. Pomogę ci.
- Nie potrzebuje pomocy. - warknęła
- Leż bez ruchu.
Shaten chwilę się pomotała, ale wreszcie stwierdziła, że nie da rady sama.
Uderzyłam w skałę próbując ją przesunąć.
- Nic z tego. Spróbuję jeszcze czegoś poszukać.
Zmieniłam się w człowieka i rozglądnęłam. Nie było tu zbyt wiele, większość narzędzi została zabrana i schowana. Znalazłam tylko jakiś twardy pień. Postanowiłam, że posłużę się nim jako dźwignią. Podsunęłam patyk pod kamień i podważyłam go. Shaten wyczołgała się. Jej noga nie wyglądała najlepiej. Cała od krwi.
Spróbowała stanąć, ale szybko się przewróciła.
- Oszalałaś? Zaniosę cię.
Shaten przewróciła oczami. Nienawidziła kiedy ktoś chce jej pomóc. Przyklękłam i wzięłam Shaten na ręce. Odruchowo warknęła, kuląc się.
- Spokojnie.
Zaniosłam Shaten do jej szałasu i położyłam.
- No dobra, zgaduję że muszę jakoś opatrzyć ranę. - mruknęłam
- Najpierw przemyj wszystko wodą i sprawdź czy kość nie jest zmiażdżona.
Wykonałam polecenie. Sięgnęłam po czystą szmatkę i zanurzyłam ją w wodzie. Przemyłam ranę.
- No i jak?
- Nie wiem jak to nazwać. Rana nie sięga do kości. Z tego co czuję to... złamanie się przemieściło, ale kość nie jest zmiażdżona.
- Tyle dobrze. No dobra, będziesz musiała mi nastawić tą kość.
Wedle instrukcji Shat, udało mi się przestawić kość na właściwe miejsce.
- Wypadałoby ją czymś usztywnić.
- Jakimś patykiem?
- Najlepiej, ale znajdź coś oszlifowanego.
- W takim razie lecę na budowę.
Pobiegłam w kierunku budowy. Rozglądnęłam się trochę, aż w oczy wpadł mi dosyć gładki patyk. Wzięłam go i wróciłam do szałasu.
- Mam.
- Ujdzie w tłumie.

(Shat? Pamiętaj, to luźne op. Nie chcemy tu armagedonu)

wtorek, 3 maja 2016

Od φίλος "Chwila słabości czasami nie pokazuje czegoś dobrego" cz.2 (C.D Shaten)

Kiedy zobaczyłam Shat idącą w moim kierunku, mina mi zrzedła. Wiedziałam że konfrontacja z nią nastąpi prędzej czy później, ale chciałam tego jak najdłużej unikać. Podeszła uśmiechnięta.
- Hej, a co to za zamieszanie? - spytała. Miała dzisiaj jeden z lepszych dni.
- To ty nie wiesz?! - zawołała Skay
- Em.... Ale czego nie wiem? - spytała. Odwróciłam wzrok kiedy wszyscy na mnie spojrzeli.
- No bo... - spojrzałam w jej stronę - widzisz...
- Spodziewają się szczeniąt! - wykrzyczała Skay
Shat zatoczyła się i zamilkła.
- Shaten?
- Wybacz... po prostu nie wiem co powiedzieć. - uśmiechnęła się - to... to wspaniale!
Miałam pewne obawy co do autentyczności jej słów. Miałam jednak nadzieję że nie jest jej smutno, jeszcze bardziej niż zwykle.
- Trzeba to uczcić! - krzyknęły wilki chórem. Popchali mnie razem z Shammem do szałasu. Nigdzie nie widziałam Shat, co mnie niepokoiło. Wilki rozmawiały, cieszyły się, gratulowały. A ja coraz bardziej martwiłam się o Shat. Po jakimś czasie gromada się rozeszła. Położyłam się.
- Coś się dzieje? - spytał Shammen.
- Nie... po prostu martwię się o Shat.
- Nic jej nie jest. Musi pewnie pozbierać myśli. Zgaduję, że jej zaskoczona.
- Ona ma problem ze swoimi emocjami. Boję się że może... wybuchnąć.
- Nie martw się. Sprawdzę co u niej, a ty się prześpij. Musisz odpoczywać.
- Daj spokój. Nic mi nie jest. - zwinęłam się w kulkę i zasnęłam. Śniła mi się Shaten. Rozwalała swój dom na drobny mak. W jej oczach tkwiło szaleństwo. Jeżyła sierść i krzyczała. Przed nią stało jej białe odbicie, które śmiało się. Wysysało coś z okolicy. To musiała być harmonia. Rosło cały czas. Shaten wybiegła z ledwo walącego się budynku.
Obudziłam się z wrzaskiem.
- SHAMMEN!!! - krzyknęłam a do oczu poleciały mi łzy. Podbiegł do mnie i przytulił.
- Co się stało?
- Shaten!!! Coś się jej stało!
- Nie było jej w szałasie.
- NIE!!! - krzyknęłam i wybiegłam z szałasu. Shammen poleciał za mną.
- Stój! STÓJ!!! - zawołał Shammen. - To może być niebezpieczne.
- Ona ma tylko mnie. ROZUMIESZ? Tylko na mnie może liczyć! Muszę jej pomóc.
- Więc idę z tobą. - powiedział
- To muszę załatwić sama. - mruknęłam i pobiegłam dalej. Kiedy usłyszałam wrzask Shaten i ogromny wybuch, wiedziałam że nie jest dobrze. Ruszyłam w stronę dźwięku. Wiedziałam, że z każdą minutą z Shat może być gorzej.
Moje obawy sprawdziły się. Leżała na środku ogromnego krateru, na naszej ulubionej polanie.
Całe jej ciało przeszywały kryształy. Leżała w ogromnej kałuży krwi. Zapanowała ciemność.
Wokół Shaten zaczęły pojawiać się dziwaczne kreatury, wyglądające jak podłużne smugi cieni. Shaten prowadziła rozmowę z powietrzem. Zgadłam, że rozmawia ze swoim białym odbiciem. W jednej chwili z jej gardła wydobył się krzyk. Kryształy przeszywające ją pękły, a z księżyca zszedł cień. Shaten zemdlała. Jej wzrok zmętniał. Podbiegłam do niej. Mamrotała coś pod nosem, ale nie byłam w stanie ułożyć tego w jakieś zdanie.
- Shat! Shaten, Night, Dark! Nightengale Darkline i wszystkie twe imiona! Słyszysz mnie?- załkałam nad jej ciałem. Wyglądała okropnie. Całą jej piękną, szarawą sierść pokrywała krew. Podniosłam się z nad jej ciała. Muszę jej pomóc.
Wybiegłam w stronę królestwa. Moje łapy pokrywała krew.
- Pomocy! Ratunku! - krzyczałam. Z szałasów wybiegały wilki. - Shaten potrzebuje pomocy! Szybko! - wykrzyczałam i pobiegłam z powrotem do Shaten.
Jej krew powoli zasychała, i wydawało się jakby odzyskiwała świadomość.
- Shaten, słyszysz mnie?- wyłkałam
- Tak.

(Shaten? Uratuj się!)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Od φίλος "Serce czy umysł" cz.5

- Shaten... - wymamrotałam. Wyciągnęłam w jej stronę łapę. Ta wyszła na zewnątrz. - Stój!
- Zostaw mnie, albo coś ci zrobię!!! - wysyczała. Widziałam jak Shammen próbuję biec za mną. Powstrzymałam go spojrzeniem.
- Shat, uspokój się.
- Zachowujesz się POTWORNIE! Nie możesz mnie ZOSTAWIĆ?!
- Shat…
- Wracaj do swojego królewicza z bajki. - zarechotała. Jej oczy płonęły czerwienią. Obejrzałam się do tyłu. Za mną rósł już mój "cień".

`Nie pozwól by ciebie poniżała. To zwykła zazdrosna świnia. Odegraj się. Sama na to zapracowałaś, nie możesz pozwolić by ciebie ZNISZCZYŁA`

- Pomóż mi ją powstrzymać!!! - krzyknęłam do mojego cienia.
Poniżana, wyszydzana. Niszczy wszystko...
- Choć raz się do czegoś przydaj.- jęknęłam
`Zniszczmy ją`
- Nie.
`Tak`
-Nie
`Tak`
- NIE!!! - wykrzyczałam. - Już NIGDY NIKT nie będzie mi mówił co mam ROBIĆ!!! - krzyknęłam. Mój demon zmniejszył się. Na jego łapach pojawił się łańcuch, na pysku zawisnął kaganiec.
- Teraz należysz do mnie. - wysyczałam - I to TY już ZAWSZE będziesz robił co ci KAŻĘ!
Demon wybiegł w stronę Shaten. Magią ugasił jej ogień. Iluzją uspokoił. A Harmonią przywrócił porządek.
Shaten opadła z sił. Podbiegłam do niej.
- Shat... - do moich oczu poleciały łzy - Shat, słyszysz mnie? Nie jesteś zazdrosna. Nie jesteś głupia. Nie poniżasz mnie. To wszystko moja wina...- wyszeptałam. Shaten podniosła się.
- To nie twoja wina. - przytuliła mnie - Już wszystko dobrze.

Obudziliśmy się. Wciąż byliśmy u Shaten. Żadne z nas się nie odzywało. Shammen wstał i wyszedł, a ja zostałam z Shaten.
- Udało się. To był mój najgorszy koszmar. Gniew. - wyszeptała
- Shaten, czy to co widzieliśmy to prawda...?
- Nie! - zaprzeczyła głośno. Na twarzy pojawił jej się rumieniec.
- Nie kłam. Posłuchaj, cokolwiek bym zrobiła, gdziekolwiek bym była, kimkolwiek bym była zawsze będę z tobą. Nawet jeśli nie koło ciebie, to w twoim sercu.
- Serce. - wyszeptała Shaten. - Odpowiedź to serce.

piątek, 22 kwietnia 2016

Od φίλος "Walentynki" cz. 6

- Shaten, zostawisz nas na chwile samych? Chcę porozmawiać z Filos. - powiedział Shamm uśmiechając się. Shaten zachichotała i oddaliła się w stronę teatru.
- Coś się stało, Shammen? - spytałam zaniepokojona. Shamm odwrócił się w stronę Shaten upewniając się że nic nie słyszy. Odwrócił głowę do mnie.
- Czy zostaniesz moją partnerką?
Serce zaczęło walić mi jak oszalałe. W gardle miałam kulę, a całe moje ciało popadło w jakiś taki stan lekkości. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. Zaczęłam kaszleć bo czułam się jakby coś mnie dusiło.
- Wszystko okey? - spytał zawstydzony Shamm.
Ja kaszlałam dalej. Po chwili się uspokoiłam.
- Tak. Wszystko okey.
- A.....
- Co?
- No.... Co z tym pierwszym pytaniem? - celowo udało mi się wprowadzić go w zakłopotanie.
- Którym pytaniem? - udałam, że nie mam pojęcia o co chodzi.
- Czy zostaniesz moją partnerką?
- Tak! - wykrzyknęłam i fala pozytywnych emocji, których nigdy nie czułam zalała moje ciało. Shammen uśmiechnął się, a ja wychyliłam się. Nasze nosy zetknęły się. Zaśmiałam się na widok zarumienionego Shamma. Ze śmiechem pobiegłam w stronę amfiteatru, a Shamm za mną. Byłam tak szczęśliwa, że nie zauważyłam gdzie mnie łapy niosą. Zrobiło się już ciemno, więc Shamm odprowadził mnie pod szałas. Pocałował mnie na pożegnanie i odszedł.
Usiadłam w moim szałasie. Przykryłam cię kocem i położyłam. Długo jeszcze nie mogłam spać.
- Co się ze mną dzieje? - szepnęłam.- Czym jest to co czuje? Czy to miłość?

piątek, 1 kwietnia 2016

Od φίλος "Prima Aprilis!" cz. 1 (c.d. Skay)

- FILOS! - usłyszałam wrzask w uchu.
- Co dzisiaj jest? - stwierdziłam, że zawsze kiedy ktoś mnie budzi to musi być jakaś okazja.
- Szałas się pali! - krzyknęła przerażona Skay.
- Jaki szałas?
- Szałas Shammena! - to podziałało na mnie jak płachta na byka. Zerwałam się ze snu i wybiegłam z szałasu. Moje nogi same prowadziły mnie w stronę szałasu. Skay dzielnie biegła za mną. Wyhamowałam nagle przed szałasem. Skay dobiegła do mnie.
- Prima Aprilis!
Moje oczy zrobiły się czerwone. Powoli wychodził ze mnie mój demon. Mimowolnie warknęłam.
- Już, spokój. - mruknęłam do demona. Przerażona Skay zaczęła się cofać.
- Qui, daj spokój. To tylko żarty. - mówiła drżącym głosem. Kiedy zobaczyłam, że demon przypiera ją do muru krzyknęłam - Shammen! Ten wybiegł szybko. Sam jego widok włączył moją inną twarz. Demon zaczął blednąć.
- Powiedz cokolwiek.
- Cokolwiek. - wymamrotał. Jego głos również zadziałał na mnie kojąco i demon znikł.
- Co tu się... - zaczął, a ja podjęłam natychmiastową decyzję, żeby przywrócić tu harmonię. Postanowiłam stworzyć żywiołem iluzji fałszywe wspomnienia, które sprawią, że wszystko będą pamiętać inaczej.
- Cześć Shammen. - powiedziała Skay. - miło, że spotkaliśmy na swojej drodze... AAAA! ZA TOBĄ! - wykrzyknęła. Biedny Shamm obrócił się przerażony.
- Prima Aprilis! - krzyknęłyśmy razem ze Skay.
- Ach... - wymruczał Shamm. - No to cześć. - i wrócił do swojego szałasu.
- To kogo teraz idziemy powkręcać? - rzuciłam do Skay i odeszłyśmy od szałasu.

(Skay? Odzew proszony natychmiastowo)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Od φίλος "Walentynki" cz.4 (cd. Shammen)

Na sercu zrobiło mi się cieplej. Nie straciłam go. Nie wiem jak to się ułoży. Ale w razie czego, na pewno zostanie chociaż jako przyjaciel. I tam myśl była moim pocieszeniem.
Szliśmy w niezręcznej, ale błogosławionej ciszy. Z niezręcznej zamieniła się w płynny spokój. Nikt nic nie mówi, chodź każdy chce coś powiedzieć. Ta cisza zbliża najbardziej. Las zdawał się ciągnąć w nieskończoność.
- Filos, nie chcę żebyś przeze mnie płakała. - powiedział. Nawet nie poczułam kiedy łzy spłynęły mi z oczu.
- Nic się nie stało. Ja... jestem bardzo wrażliwa na nowe sytuację. I płaczę nawet nie wiedząc dlaczego.
- Ja też tak trochę mam. No wiesz, uciekłem od ciebie. - spuścił wzrok. Zatrzymałam się. Łapą złapałam za jego pysk zmuszając go by spojrzał mi w oczy.
- Nie wracajmy do tego.
Dalszą część drogi szliśmy w tej pięknej ciszy. Dotarliśmy do gór. Słońce już powoli zachodziło.
- Jest coś o czym nie chciałam ci powiedzieć... To...
- Są Góry Amukudyeroweji. Wiem.
Zarumieniłam się. Usiedliśmy obok siebie.
- Czuję się tak bardzo dziwnie. Jestem szczęśliwa... Tak nazywa się to uczucie. Od kiedy ciebie poznałam zaczęłam to czuć. Lęki z przeszłości... Wszyscy ich doświadczyliśmy.
Pokiwał głową.
- Musi ci być bardzo ciężko.
- Przypominasz ją. - powiedział - Na każdym kroku. Opuściłem cię bo... nie dawałem sobie rady z tym, że jesteś jak Adelin.
- Przepraszam, jeśli cię to krępuje, ale opowiedz o niej.
- Ona... Kochała zwierzęta i naturę. Była cudowna, taka wolna. Ale weszła w sidła Oberona. Uwięził ją i posiadł na własność. Aż uciekła. Ale nie na długo. Oberon nigdy jej nie wypuścił. Stworzył tylko uczucie, że puszcza ją wolno...
- Stój. Wiem że nie jesteś gotów o tym mówić.
W świetle promieni zachodzącego słońca oglądaliśmy królestwo. Ostatni jego promień był moim pytaniem.
- Shammen... Chciałeś mi coś powiedzieć.
- Wiem, że wydaje się że to odciągam... ale jest już późno. Zejdźmy na dół, a obiecuję, że wszystko ci powiem. Po prostu... sam nie wiem. Coś mnie blokuje.
- Więc czas by ta blokada stopniała. Chodź. - złapałam go za łapę. Zbiegliśmy po zboczu. Tam stanęłam i spojrzałam w jego oczy.
- Jesteśmy na dole.
- Ty chytrusie.
- Mów.
- Więc...

(Shamm? Cokolwiek chcesz mi przekazać, nie wiem)

piątek, 19 lutego 2016

Od φίλος "Serce czy umysł?" cz.2 (cd.Shaten lub Shammen)

- Oczywiście! - powiedzieliśmy z Shammem prawie jednocześnie.
- Więc co mamy zrobić?- spytałam
- To... dość ciężkie do wytłumaczenia. Po prostu weźmy te płatki. Wystarczy je zjeść - Shaten podała nam po płatku.
- Na trzy... - mruknął Shamm - Raz... Dwa...Trzy! - zjedliśmy równocześnie tajemniczy kwiat. Poczułam zawirowania w głowie i potknęłam się. Zamknęłam oczy. Z początku widziałam tylko ciemność. Po chwili przerzedziła się. Stałam koło Shaten i Shammena tak jak wcześniej. Ale coś się zmieniło.
- Ja... poznaję to miejsce... - zaczęłam - To musi być mój koszmar. Nie mam ich dużo, miałam tylko dwa koszmary ale to na pewno jeden z nich. Tu chodzi o dzień, kiedy zabiłam swoją rodzinę.
- Więc co musimy zrobić? - spytał basior
- Musimy zmienić bieg wydarzeń. Filos, co dokładnie się działo?
- To... Najpierw polowałam na zająca... Zobaczyłam tą wizję, pobiegłam do rodziny i rzuciłam czar.
- Więc nie możemy pozwolić byś wróciła do rodziny. - stwierdziła Shaten.
- Jak? - spytał Shamm
- Myślę, że wystarczy, że odciągniemy moją uwagę. Od tych zajęcy. Shaten, możesz wyczarować szlak z kryształów od miejsca, które ci wskażę?
- Powinno się udać.
- Shamm, mógłbyś przekonać rośliny żeby wyrosły o... tutaj? - spytałam wskazując łapą miejsce na ziemi.
- Powinno się udać.
- Więc Shan, ty wyczaruj tą ścieżkę odtąd dotąd. - powiedziałam pokazując szlak. Wszyscy zajęli się swoimi sprawami, a ja pobiegłam przyprowadzić tu siebie.
Dostrzegłam Mnie z daleka. Biegałam pomiędzy zającami. Wystarczyło tylko, że naprowadzę siebie do miejsca, w którym Shaten stworzyła kryształy.
Skryłam się za krzakiem i rzuciłam w Siebie śnieżką.
- Co to? - spytała Ja podchodząc bliżej. Straciłam zainteresowanie zającami.
Kiwnęłam ręką do Shamm i Shaten, żeby się schowali. Uczynili to. Skryłam się głębiej za krzakami. Ja wybiegłam w stronę krzaków, ale je wyminęłam. Zauważyłam szlak z pięknej urody kryształów. Doprowadziły Mnie do niewielkiego źródełka naokoło którego rosły kwiaty. Zaczęłam obchodzić źródełko, wąchając kwiatki. Kiedy obeszłam je całe, usiadłam z przodu. Zamknęłam oczy i uspokoiłam się. Zasnęłam.
W tym samym momencie wybiegliśmy ze swoich kryjówek.
- Shaten, Shamm, udało się!!! - krzyknęłam zadowolona
- Teraz zmienimy tylko twój drugi koszmar i zajmiemy się snami Shammena. - powiedziała Shaten.
Cały obraz zaginął w bieli.
Kiedy znowu się wyostrzył, byliśmy niedaleko obozu, w którym mieszkali kłusownicy. Z daleka dojrzałam Siebie i Shaten ze snu. Shan dawała mi znaki łapą bym pobiegła i zamroziła namioty. Muszę ją odciągnąć od namiotów.
- Jedyne co musimy zrobić to odciągnąć stamtąd Shaten ze snu i dać mi działać samej.
Moi towarzysze pokiwali głowami. Szybko się naradziliśmy. Kiedy ja ze snu wbiegłam do namiotu, prawdziwa ja dobiegłam do Shaten ze snu i odciągnęłam ją jak najdalej od namiotu.
- Qui, ty tutaj? O co... - Shaten stanęła jak wryta, kiedy zobaczyła prawdziwą Shaten. Shammen to wykorzystał i uśpił lekarstwem od Shan. Teraz Shamm został pilnować naszej zdobyczy, a ja i Shaten poszliśmy pomóc mi ze snu wykończyć kłusowników.
- Chętnie skopię im tyłki jeszcze raz.
- Taktyka taka sama? - spytałam
- Jasne.
Wbiegłyśmy z Shaten do obozowiska i rozwaliliśmy wszystkie namioty i wszystkich kłusowników. Wszyscy pomarli w bólu. Senna Ja znalazła Shan koło obozowiska. Ja skryłam się wtedy w jednym z namiotów.
- Wszyscy nie żyją? - spytałam Senna Ja
- Tak. Wszyscy co do joty. - odparła Shaten.
Po tych słowach znowu nastała biel. Teraz czas na sny Shammena.

(Shaten, Shammen? Kto z was chce)

czwartek, 18 lutego 2016

Od φίλος "Walentynki" cz.2 (c.d. Shammen)

Obudziło mnie dopiero wpadające przez szyb słońce. Ospale otworzyłam oczy. Shamm spał niedaleko mnie. Trąciłam go łapą.
- Wstawaj. Nastał kolejny dzień - wyszeptałam. Shamm przewrócił się na drugi bok.
- Co z tego Adelin? Mogę sobie pospać. - wymamrotał nieprzytomny. Szturchnęłam go jeszcze raz.
- Odczep się. Chce spać.
- Shammen! - wrzasnęłam. Obudził się rozespany.
- To... to ty Filos?
- Tak to ja. - zaśmiałam się - Chociaż możesz mnie nazywać Adelin.
Shammen zarumienił się.
- Byłem praktycznie nieprzytomny.
- No dobrze, nieprzytomku. Zwijajmy się lepiej stąd.
- Czasami naprawdę brzmisz jak Adelin. I jesteś taka biała.
- Dobra, nieważne. Chodźmy. Wypadałoby coś zjeść.
Shammen wybiegł za mną. Robiło się naprawdę coraz cieplej. Gruba warstwa śniegu stopniała i została tylko półtora metrowa warstwa puchu. W miejscach gdzie było go mniej, widać już było krokusy i przebiśniegi. Zima odchodziła tak nagle , jak przyszła.
W chwile mojej nieuwagi Shammena już nie było. Skoczył za jakąś zdobyczą. Po chwili przybiegł z zającem w pysku. Odskoczyłam przestraszona.
- Nie jesz mięsa? - spytał
- Jem bardzo rzadko, ale już nie poluje.
Pokiwał głową i podsunął mięso. Podziękowałam i zabrałam się za jedzenie. Smak mięsa był dla mnie czymś nowym, tak dawno nie miałam go w pysku.
Po zjedzonym posiłku poszliśmy na budowę. Zastaliśmy tam tylko Severusa.
- Dajcie spokój, chcecie dzisiaj pracować? I tak nikogo tu nie będzie. Zróbcie sobie wolne. - powiedział lekceważąco. Zawróciliśmy.
- To co robimy? - spytał Shamm
- Nie wiem, możemy gdzieś pójść. Może w Góry... po prostu góry.
- Góry powiadasz? Niech będzie. - uśmiechnął się. Podreptaliśmy ścieżką pomiędzy małymi lasami. Nie przestawaliśmy rozmawiać. Każdy miał jakiś temat do rozmów. Aż doszliśmy na szczyt. Słońce dopiero wschodziło. Gdzieniegdzie widać już było pierwiosnki i krokusy. Ze szczytu jak na dłoni widzieliśmy całe królestwo. Las Conteilaxne i Condiamida, Wodospad Adrtemetdri, Las Ninpasejtuna. Amfiteatr, Cmentarz i kawałek Świątyni. Po prostu ślicznie. Usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać widoki.
Moje słowa przerwały niezręczną ciszę.
- Słuchaj Shammen, wiem że praktycznie się nie znamy. I nie wiem jak te sprawy potoczą się dalej. Boję się, boje się że mnie wyśmiejesz. Ale niezależnie od twojej odpowiedzi... Ja... - odwróciłam głowę - naprawdę cię polubiłam.
- Co...o.... Ja, ja muszę to sobie przemyśleć. - krzyknął i zaczął zbiegać po zboczu. Łzy stanęły mi w oczach.
To koniec. Nie zostanie nawet jako przyjaciel.

(Shammen? Okrutna ma osoba, okrutna)

niedziela, 14 lutego 2016

Od φίλος "Walentynki" cz.1

Nadeszły walentynki. Eh, każdy samotnik wie jakie to uczucie chodzić wtedy drogą pełną trylkoczących dzióbków.
Starając się nie ześwirować zakopałam się pod kołdrą tak głęboko, że nie docierało do mnie żadne światło.
- Trzeba wstawać! - krzyknęło zło, którego się spodziewałam. Do szałasu wbiegła... Anays.
- No chodź, przecież dzisiaj są walentynki! Trzeba wstać wcześniej! - uśmiechnęła się i łapą strąciła ze mnie kołdrę.
Niepocieszona zmieniłam się w wilka. Wyskoczyłam z ciepłego łóżka. Prychnęłam cicho.
- Obiecuje, już wstanę tylko sobie pójdź. - mruknęłam i wyrzuciłam ją za drzwi.
Te walentynki, jak i inne mam zamiar spędzić sama. Chodź skrycie wierzę, że wyjdę gdzieś z Shammenem. Co mi się dzieje?
Zaparzyłam sobie herbaty i wyszłam coś zjeść. Podreptałam do Shaten, w końcu ona na pewno ma jakieś dobre zioła, coś wegetariańskiego. Kiedy dotarłam do domu Shaten, jej w środku nie było.
Stwierdziłam że i tak sobie coś zabiorę. Zapasy Shaten jednak się kończyły, więc przystałam na pięciu kuleczkach soczewicy i rzeczach ze słoika podpisanego "Filos".
Co prawda, byłam tak głodna, że zjadłam to od razu u Shaten, ale zostawiłam karteczkę "Pożyczam jedzenie".
Mimo że były dziś walentynki miałam zdecydowanie mniej płaczliwy nastrój, wręcz szczęśliwy. Wróciłam do szałasu. Herbata właśnie się zagotowała, mogłam więc ją wypić i gdzieś wyjść. Rozkoszując się pysznym Early Greyem, którego posmak jeszcze został mi na ustach, wyszłam zdecydowana odwiedzić Shammena. Chciałam pójść do Fioletowej Groty, samotne wyprawy tam są co prawda świetne, ale wiem że Shammen też lubi tam przebywać.
Zapukałam. Shammen otworzył prawie natychmiast.
- Hej, Filos, co jest?- jego humor też się najwyraźniej poprawił.
- Może, poszlibyśmy razem na budowę? Wiesz, razem raźniej. A potem możemy iść do Fioletowej Groty.
- Ok, jeśli wybaczysz, dojem śniadanie i do ciebie wracam. - odparł po czym wrócił do szałasu.
Praktycznie zemdlałam przed drzwiami. Udało się. Nie wyszłam na idiotkę! Odetchnęłam głęboko i usiadłam. Po chwili Shammen wyszedł. Poszliśmy razem do Świątyni Wilczych Bogów. Nie było tam zbyt dużo ludzi. Dostrzegłam Severusa i Skayres. Przywitaliśmy się i wróciliśmy do obowiązków.
Mieliśmy poznosić kryształy z amfiteatru do świątyni. Będą nam służyć do wykończeń. Severus i Skay znosili bloki kamienia z których wykonamy świątynie. Ponieważ amfiteatr nie leżał zbyt daleko po chwili tam doszliśmy. Kryształów było sporo, bo nie użyliśmy wszystkich do amfiteatru. Zmieniłam się w człowieka i podniosłam kryształy. Shamm z trudem złapał je w łapy, ale dawał sobie radę. Po chwili wróciliśmy do świątyni. Nie zabraliśmy jednak wszystkiego więc wróciliśmy się jeszcze raz. Kiedy przyszliśmy, wilków zdecydowanie doszło. Widziałam dużo tych których imion nie udało mi się zapamiętać. Jakaś Noodle, Tadashi? Nie mam pojęcia.
Praca szła nam dość szybko. Pomagaliśmy ustawiać kamienne bloki. Inni rzeźbili w nich wilczych bogów. Około południa Severus nas wypuścił. Robiło się coraz cieplej i śnieg powoli topniał nam pod stopami. Za niedługo odejdzie zima. Moje futro zrobi się szarawe. Nie będzie wymówek na zostanie w domu. Westchnęłam.
- To idziemy? - spytał Shamm.
- Jasne, przejdziemy teraz wodospadem. Będzie szybciej.
- Ok. Już nie mogę się doczekać kiedy tam będziemy.
Zaprowadziłam go więc drogą wiodącą przez wodospad. Przeszliśmy niewielkim szybem znajdującym się koło wodospadu i trafiliśmy prosto na wyspę.
- Tu jest naprawdę pięknie. - powiedział kładąc się pod drzewem. Zrobiłam to samo.
- Masz racje. Niewiele osób docenia prawdziwe piękno tego miejsca.
Shammen ziewnął.
- Aż by się chciało tu leżeć i się nie ruszać.
Przytaknęłam. Zmęczona natłokiem dzisiejszego dnia, dnia przed walentynkami zasnęłam, nawet nie wiedząc kiedy.

sobota, 13 lutego 2016

Od φίλος "Zaczekaj!" cz. 4 (cd.Shammen)

Szliśmy kawałek w milczeniu. Prowadziłam go prosto do Fioletowej Groty. Niesamowite miejsce.
Weszliśmy na łódkę. Shammen wyglądał na zdziwionego.
- Mam nadzieję, że nie boisz się wody.
Drętwo się zaśmiał i zaczął rozglądać po ciemności. Złapaliśmy wiosła i zaczęliśmy płynąć. Woń wapiennych skał sprawiała mi niesamowitą radość. Widziałam te wszystkie fioletowe stalaktyty i stalagmity tysiąc razy, ale nadal są dla mnie prześliczne. Cicho pluskająca woda była lodowata, ale mimo to, raz na jakiś czas odkładałam wiosła i wiosłowałam łapą. Shammen przyglądał mi się w milczeniu, ale ja jakby go nie dostrzegałam. Straciłam dla niego głowę, ale kochałam tą jaskinię. Wypełniała mnie ona wspomnieniami. To sprawiło ukłucie w sercu. Skrzywiłam się lekko. W szałasie siedzi sama Shaten. Miałam wpaść do niej na herbatę. Zrobiło mi się niesamowicie przykro. Znowu zawiodłam. Shammen spojrzał na mnie ze współczuciem.
- Co się stało? - spytał. Czułam jak z oczu ciekną mi łzy. Shaten prawie oddała za mnie życie, a ja nawet nie potrafię dotrzymać obietnicy. Chciałam zacisnąć zęby i mruknąć "Nic". Nie wyszło. Zakręciło mi się w głowie i wypuściłam wiosła. Coraz więcej łez pchało mi się do oczu. Czuję się wtedy niesamowitą bezsilność. Nie chcę płakać, a jednak muszę.
Rozpłakałam się na całego. Shammen podparł mnie łapą w milczeniu i czekał aż się uspokoję. Kiedy mi przeszło zaczęłam opowiadać mu całą moją historię: Ile zawdzięczam Shaten, jaka jestem zła, że jestem beznadziejna, że zabiłam swoją rodzinę, prawię zamordowałam jednego członka watahy, i teraz jeszcze bezceremonialnie przy nim płacze. Pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie próbował ani zaprzeczać, ani się zgadzać. I to było dobre.
- Ja też w swoim życiu niczym dobrym nie zasłużyłem. Ale nikt nie jest idealny. Musimy się uczyć na błędach. Ja... - urwał
- Co? - spytałam cicho. Wypuścił mnie ze swoich łap i prędko odwrócił wzrok. Usłyszałam jak w kompletnej ciszy samotna łza spływa po jego policzku.
- Płyńmy już. - urwał szorstko. Pewnie myślał o Adelin.
Złapałam wiosła i przyśpieszyłam. Dobiliśmy brzegu po paru minutach. Niesamowity widok otworzył Shammenowi pysk. Wydał z siebie krótkie "Wow", po czym wybiegł z łodzi i zaczął skakać na wysepce.
- Na wszystkich wilczych bogów, tu jest tak pięknie!!! - zaczął krzyczeć i skakać. Roześmiałam się.
Skoczył, robiąc fikołka, ale w ostatniej chwili przewrócił się i upadł na plecy. Wybuchnęłam śmiechem. Shammen udał obrażoną minę - Czasami coś nie wyjdzie. - burknął, co spowodowało jeszcze większy napad śmiechu. O bogowie, jak on potrafi rozbawić. Uspokoiłam się i usiadłam pod drzewem. Shammen do mnie podszedł.
- Tu. Jest. Tak. PIĘKNIE!!! - wykrzyczał
- Adelin by się spodobało? - spytałam. Wiedziałam, że wkroczyłam na niestabilny grunt. - Jeśli chcesz to nie musisz... - dodałam
- Wolała otwarte przestrzenie. Lasy i łąki. Kochała zwierzęta. - zaśmiał się przez łzy. Zamknął oczy.
- Przepraszam. Nie chciałam o niej rozmawiać. Jakoś tak... wyszło.
Shammen się uspokoił.
- Kiedyś trzeba o tym porozmawiać. To już przeszłość. Adelin nie wróci. Znajdę kogoś innego, mimo że ciężko mi o tym myśleć. Życie samotnika jest...
- Ciężkie - dokończyłam. - Wiem coś o tym... Chyba trzeba już wracać. Przynajmniej wiesz jak się tu dostać. Będziesz mógł tu przychodzić.... sam.
Wsiedliśmy do łodzi i wróciliśmy.
- Coś jeszcze mam ci pokazać? - spytałam.
- Nie, już późno. Widzimy się jutro na budowie.
- Pa. - odparłam i skierowałam się do Shaten.
**************************************************************************
- Qui! - Shaten rzuciła się na mnie. - Tak się martwiłam! Myślałam, że coś ci się stało. O mój boże, nie strasz mnie więcej!!! - łzy stanęły jej w oczach.
- Przepraszam. Oprowadzałam nowego basiora. Zapomniałam. - odwróciłam głowę.
- Już nieważne. Jest już późno, lepiej wracaj do siebie.
- Tak. Zrobię to. - rzucając ciche cześć, odeszłam jeszcze bardziej smutna.
Weszłam do swojego szałasu i rzuciłam się na łóżko.
- Totalnie straciłam dla niego głowę.

(Shamm?)

czwartek, 4 lutego 2016

Od φίλος "Zaczekaj!" cz. 2 (cd.Shammen)

- Zaczekaj! - na ten okrzyk zatrzymałam się. Zjeżyłam sierść. Ten głos był tak rozkoszny.
- Kim jesteś? - spytał basior.
- Że ja? Jestem Filos. A ty?
- Sha...
- ...ten?
- Nie... Shammen.
- Oh. - jęknęłam - z jakiej jesteś watahy?
- Z żadnej. - odparł z wymuszonym uśmiechem. Dostrzegłam tu szansę.
- Ja z Czarnego Królestwa. Pokazać ci nasze miasto?
- Pewnie! - mruknął basior i niepewnie za mną podążył.
- Nie bój się. Nie chcę cię zabić. - zaśmiałam się. - Skąd jesteś?
- Długo by gadać. Straciłem wszystko co kochałem. Ciężko mi o tym mówić. - spuścił pysk.
Dalszy kawałek szliśmy rozmawiając o swoim życiu. Po chwili doszliśmy do głównego miasta. Ładnie wyglądał tylko cmentarz. Na budowie amfiteatru jak zwykle wrzało. Wszyscy siedzieli tam od rana.
- To jest nasze miasto. A w zasadzie, to będzie nasze miasto.
- Nasze? Że was wszystkich?
- No to chyba oczywiste, że chcesz do nas dołączyć. - powiedziałam. Speszył się i odwrócił wzrok.
- Nie szukam stada.
- A jednak znalazłeś. - nie dałam za wygraną. Podobał mi się. - Chodźmy do króla.
***
Severus jak zwykle pracował najciężej. Cały był zlany potem. Poduszki łap miał suche i spękane.
- Witaj Severusie. - skłoniłam się. Król odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Kto to jest, Filos? - spytał patrząc na Shammena.
- Jestem Shammen. Filos mnie tu przyprowadziła.
- Chcesz dołączyć do naszej watahy, Shammenie?
- E... Tak?
- Nie widzę przeszkód. - Severus uśmiechnął się. - Filos, oprowadź Shammena po okolicy.
- Ok. - powiedziałam i odeszłam z Shammenem.
- Pokaże ci parę fajnych miejsc.

(Shammen?)
Nomida zaczarowane-szablony