Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noodle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noodle. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Od Noodle "Zamieć" cz. 4 (cd. Shaten)

Leżałam okryta paroma kocami pijąc leczniczą herbatę. Dziwnie się czułam, bo nie mogła ruszać tylnymi kończynami. Mój głos się powoli kurował, ale ze wzrokiem poprawy nie było. Ból głowy również nie odpuszczał. Szybko dopiłam resztki napoju, a naczynie odłożyłam na podłogę. Zamknęłam oczy i pragnęłam zasnąć, lecz myśli o małej waderze na to nie pozwalały. Wszystkie sceny tym razem powoli przewijały się w moim umyśle. Od jej poznania, aż po jej śmierć.
- Bogowie nie istnieją, prawda? - powiedziałam bardzo cicho. Otworzyłam oczy, ale nie starałam się zobaczyć reakcji Shaten, tylko leżałam bezczynnie gapiąc się w sufit
- Co? - w jej głosie słychać było zaniepokojenie
- To wszystko jest bez sensu. - czułam jak łzy zaczęły spływać mi po futrze - Oni nie istnieją. Oni nie mogą istnieć! - ostatnie słowa wykrzyknęłam
- Noodle... - wadera coś do mnie mówiła, lecz to nie było w tamtej chwili ważne. W sobie przeżywałam cały ból zadany dzieciom. W tym córce boga, ale też mi. Wszystko się nasilało, aż w końcu przestało, gdy straciłam kontakt z rzeczywistością.

***************
- Czemu ona to robiła?
- Kiedy się obudzi?
- Nie da się tego określić - docierały do mnie zamazane strzępki rozmów, ale nie potrafiłam ich złożyć w całość. Wszystko wydawało się niekompletne. Ja gdyby w całej układance brakowało jednej części, która połączyłaby całą resztę. Potrafiłam jedynie określić, że była to rozmowa wadery i basiora. Ich głosy były zniekształcone i nie potrafiłam już nic usłyszeć. Myślałam, że znowu zasnę, gdy nagle poczułam ukłucie. Mój umysł zaczął pracować pomimo bólu. Nie potrafiłam otworzyć oczu, ani ust, ani nawet poruszyć palcem, lecz wszystko już rozumiałam. Leżałam w chacie Shaten. Stała nade mną razem z Severusem. Rozmawiali o mnie. Pragnęłam zrozumieć coś z ich rozmowy, ale musiałabym wtedy jeszcze ich posłuchać. No niestety. Jedynym odgłosem, który słyszałam był głos w mojej głowie: Poczekaj... Bądź cierpliwa... Na pewno za chwilę odzyskasz słuch... Więc czekałam. Czas rozciągał się jagdyby na złość. Sekundy stawały się minutami, a minuty godzinami. Po jakimś czasie straciłam rachubę. Nie wiem ile to trwało, lecz w końcu zaczęłam ponownie odzyskiwać zmysły.
- Martwię się.
- To trwa już zbyt długo. - fragmenty rozmów nareszcie do mnie dotarły. Z całej mojej siły woli starałam się poruszyć. Chociaż palcem. Chciałam im pokazać, że słyszę, że jest już lepiej. Udało się. Na początku nie byłam pewna czy ktoś to zauważył, ale po chwili poczułam lekkie potrząsanie i usłyszałam:
- Noodle. Halo, Noodle. Słyszysz mnie?

<Shaten?>

sobota, 2 stycznia 2016

Od Noodle "Zamieć" cz. 2 (cd. Shaten)

Lekko nim potrząsnęłam. Niestety nie doczekałam się reakcji. Cichy głosik w mojej głowie mówił mi, że nie mogę zostawić jego na pastwę losu. W bezsilności zmieniłam się w człowieka i schowałam szczeniaczka pod moje ubrania. Stawiając opór wiatrom i śnieżycy powoli przemieszczałam się do przodu, aż w pewnym momencie poczułam, że grunt się pode mną zapada i zaczęłam spadać.

***

Otworzyłam oczy, a moją czaszkę przeszywał ogromny ból. Ku mojemu zdziwieniu nie leżałam na śniegu, lecz na piasku. Powoli usiadłam. To co ujrzałam było niesamowite. Byłam pośrodku wielkiej, okrągłej groty ozdobionej płaskorzeźbami. Wstałam i podeszłam do ściany, aby przyjrzeć się tym dziełom. Większość z nich przedstawiało chyba wilczych bogów. Coś o nich kiedyś słyszałam, lecz nie wierzyłam w nich. Obchodząc grotę moją uwagę ściągnął jeden fragment ściany. Widać było na nim dużego wilka i maleńkiego szczeniaczka. Reszta miejsca wyglądała jakby była rozłupana w furii.
- Zainteresowało cię to? - gdy usłyszałam piskliwy głos gwałtownie się obróciłam i rozwarłam szeroko oczy. W moją stronę kuśtykała malutka, z tego co się przed chwilą dowiedziała, wadera.
- Nic ci nie jest? - zapytałam, nie odpowiadając na jej pytanie
- Spokojnie. - gdy doszła do mnie dotknęła większego wilka z płaskorzeźby i westchnęła - On jest naprawdę dobrym człowiekiem. - powiedziała, a ja nic z tego nie zrozumiałam. Mój wyraz twarzy musiał to przedstawiać ponieważ uśmiechnęła się i oznajmiła - Wyjaśnię ci to. To jest jeden z wilczych bogów władającym wodą i lodem
- Ninpasejtun. Jest stanowczy, silny i spokojny. Często towarzyszą mu lodowe wilki - iceofwele. Była kiedyś wadera - jej ton głosu zmienił się na pełen bólu - która właśnie była jednym z nich. Była mądra, piękna, opiekuńcza, po prostu idealna. Ninpasejtun podobno miał serce z lodu, ale zakochał się w niej. Wkrótce owocem ich miłości było szczenię. Bóg bardzo wcielił się w rolę rodzica i nie obchodziły go inne obowiązki. Shianuraoztanedesowi, bogowi innych bogów, nie spodobało się to, więc postanowił jakoś to zakończyć. Próbował zrobić to wieloma sposobami, aż nie wytrzymał i uwięził go właśnie w tej grocie. Postanowił go tutaj trzymać aż do śmierci ukochanej. Niestety stało się to prędko. Gdy Ninpasejtun się o tym dowiedział załamał się. Tu była kiedyś jego ukochana - wskazała na miejsce u boku boga z płaskożeźby - ale w złości i smutku nie chciał na nią patrzeć, więc zdrapał jej wizerunek stąd. W tym czasie jego dziecko samodzielnie brnęło przez życie ucząc się kraść. Wkrótce bóg opamiętał się i zaczął pomagać córce z odległości, ponieważ Shianuraoztanedes nie pozwolił mu na bezpośredni kontakt. Z czasem niestety wilkom z watahy zaczęła przeszkadzać sierota przynosząca same szkody. Wygonili ją więc. Głodowała, bo nie umiała polować. Ninpasejtunowi ze spokojnego zmienił się w agresywnego i porywczego. Chciał zabić wszystkie wilki na świecie za wyrządzenie takiej szkody jego dziecku. Wywołał wielką zamieć. - wadera kaszlnęła i upadła. Złapałam ją i spytałam się
- Wszystko dobrze?
- Mówiłam, że spokojnie. - uśmiechnęła się - Ja tylko umieram. -  Moje ciało przeszył dreszcz. Byłam przerażona.
- Nie, to niemożliwe.- zaczęłam panikować, a moje ręce trzęsły się - Musi być jakiś sposób aby cię uratować.
- To już czas... - wzięła głęboki oddech - To ja jestem córką Ninpasejtuna. - powiedziała i powoli zamknęła oczy. Z moich oczu zaczęły się sączyć łzy. Coś we mnie się przelało. Poczułam jak jej mięśnie rozluźniają się już na zawszę.
- Nie płacz. - usłyszałam głos. Przede mną pojawiła się mała dziewczynka, a za nią stał młody mężczyzna z białymi włosami - Jestem szczęśliwa. Jestem przecież razem z moim tatusiem.
- Ale przecież... - nie pozwoliła mi dokończyć, ponieważ położyła na moich ustach palec wskazujący
- Chyba powinnaś już iść spać - powiedziała, zakrywając mi oczy. Poczułam jak ciało staje się za ciężkie, a mój umysł odpływa.

***

Powoli otworzyłam oczy. Wszystko było bardzo rozmazane. Znajdowałam w całkiem innym miejscu niż wcześniej, ale co było wcześniej? Dopiero po kilku sekundach w mojej głowie zaczęły przewijać się obrazy z ostatnich wydarzeń.
- Obudziłaś się? - Usłyszałam słodki głos. Starałam się odpowiedzieć, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk prócz jęknięcia - Spokojnie. Chcesz wypić herbatę? - kiwnęłam niepewnie głową. Wszystkie barwy zlewały się w jedność. Zmrużyłam oczy, ale nic to nie dało. Pozwoliłam im ponownie opaść.
- Zapomniałam się spytać. Widzisz wyraźnie? - ruszyłam głową w przeczącym geście - Rozumiem. Jestem Shaten. Widziałyśmy się kiedyś na budowie.

<Shaten?>

Od Noodle "Zamieć" cz. 1

Od kiedy w królestwie rozpętała się zamieć śnieżna, żyje się coraz gorzej. Wszystko zaczęło się pięć dni temu, gdy zaczął padać śnieg. Niby nic wielkiego. Wieczorem sięgał mi do kostek. Kolejnego dnia jak zwykle poszłam na plac budowy. Na początku były tylko trzy osoby, później inne wilki zaczęły dochodzić. Brakowało tylko Leany, Tempusa i Jemito. Śnieg i wiatr z każdą chwilą nasilał się. Gdy sięgał mi do kolan poznaliśmy brutalną prawdę - oni nie żyli. Severus podjął słuszną decyzję, aby nie oddalać się od siebie do końca zamieci, znaleźć schronienia oraz mieszkać w jednej jaskini w kilka osób. Podczas poszukiwania w miarę bezpiecznego miejsca widoczność bardzo się pogorszyła. Widziałam tylko ogon wilka idącego przede mną. Nagle łapa utknęła mi w śniegu. Szarpałam się i starałam przekrzyczeć wiatr, lecz to było na nic. Zostałam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Na szczęście w dosyć szybko udało mi się wydostać. Zaczęłam szukać jakichkolwiek śladów wędrówki moich towarzyszy, lecz było to bezskuteczne, ponieważ wszystko zasypał śnieg. Jeszcze przed zachodem słońca udało mi się znaleźć jaskinię, w której na moją korzyść były uschnięte gałęzie drzew w dużej ilości. Rozpaliłam ognisko i czekałam. Trzy dni później śnieg nie ustawał, a ja przez to nie ruszyłam się z miejsca. Moje zapasy drewna powoli kończyły się. Głód zaczął mi mocno przeszkadzać. Z chęcią wytworzyłabym jakąś roślinę za pomocą mocy, ale byłam już zbyt osłabiona. Podczas tych godzin wydawało mi się, iż czas zatrzymał się w miejscu. W którymś momencie gdy wiatr trochę ucichł, usłyszałam niewyraźnie wykrzykiwane moje imię. Już myślałam, że po prostu przesłyszało mi się, lecz to się powtórzyło. Teraz wyraźnie słyszałam jakby głos należał do Severusa, ale to było niemożliwe. Przecież on nie byłby na tyle głupi, żeby wyjść ze swojej jaskini w takiej sytuacji, a nawet jeśli to szansa na znalezienie mnie pośród tej zamieci była znikoma. Mój rozum roztaczał walkę z sercem, lecz ono wygrało. Wybiegłam z mojego schronienia kierując się głosem przyjaciela. Zapadałam się  w śniegu i nic nie widziałam. Wołałam go po imieniu, ale odpowiedzią był tylko niezmienny krzyk. Biegłam dalej i wydawało mi się, że nie przybliżam się do celu. Czułam, że moja wytrzymałość jest już u kresu, jednak nie mogłam się zatrzymać. Walczyłam z wiatrem. Nagle wiatr nasilił się, straciłam równowagę i upadłam na zimny śnieg. Słyszałam Severusa... nie, głos Severusa z każdej strony, jakby dziesięć jego klonów otoczyło mnie i powoli zbliżało się. Nie miałam siły aby wstać, więc czekałam w bólu i słuchałam jak wołanie nasila się, a chwilę później osłabia, aż w końcu znika. Z moich oczu zaczęły wylewać się gorzkie łzy. Nie panowałam nad tym. Byłam zła na siebie, że jestem taka bezsilna. Wstałam powoli i ruszyłam wolno nie myśląc gdzie idę.
- Głupia, głupia ja. - zaczęłam mówić sama do siebie-  Przecież to było logiczne, że to nie Severus. Czemu byłam taka naiwna. - Czułam jak moje łzy spływające po policzku momentalnie zaczynają zamieniać się w lód. Złapałam jedną łapą łzę. Wyglądała, jakby była silna, wytrzymała, lecz gdy za mocno ją się przyciśnie natychmiastowo zamienia się w lodowy proszek. Zapatrzyłam się w nią.
- Ona jest taka jak ja. - powiedziałam i zaczęłam szlochać - Czemu teraz zbiera mi się na cholerne metafory?! - zaczęłam truchtać - Mam nadzieję, że kiedy zginę, ten śnieg zniszczy wszelkie życie na tej planecie. - przestałam szlochać i zaczęłam się śmiać - Dokładnie. Gów*o mnie obchodzi czy zginę. Ważne tylko, aby wtedy inni też podzielili mój los! - Nagle potknęłam się i upadłam. Przestałam się śmiać dopiero, gdy do moich uszu dotarło coś niepokojącego. Był to oddech wilka. Od razu można było stwierdzić, że rannego. Uspokoiłam się i podeszłam do niego. Gdy byłam wystarczająco blisko, aby go zobaczyć okazało się, że było to szczenię białe jak śnieg. Patrzyłam jak z trudem bierze oddech. Gdy przybliżyłam się jeszcze trochę stwierdziłam, że jest nieprzytomne. Złapałam je za ramiona. Okazały się zimne jak lód.
- Halo, co się stało? - Starałam się za wszelką cenę złapać z nim kontakt, lecz było to na nic.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Od Noodle "Pojedynek na pokaz" cz. 3 (cd. Severus)

Czułam się dziwnie. W głowie wciąż mi trochę mi szumiało. Może trochę przesadziłam. Nagle uświadomiła sobie, że pierwszy raz w tym lesie widziałam zająca. Patrzyłam na zdobycz przyjaciela. Porównując to zwierzę, do innych przedstawicieli tego gatunku, których spotykałam przed dotarciem do Czarnego Królestwa, tamte były szare i duże, a to były mniejsze i brunatne.
- Gdzie go znalazłeś? - Popatrzył na mnie jakby nie rozumiał - Zająca. - pokiwał powoli głową i przełknął fragment swojego posiłku
- Faktycznie, trudno jest je znaleźć, bo żyją tylko na jednej polanie. To niedaleko. Chcesz tam iść? - ponownie wgryzł się w mięso, którego na szkielecie zostało już mało
- No pewnie. - powiedziałam podekscytowana. Ruszyliśmy od razu. Trafiliśmy na polanę po kilkunastu minutach marszu.
- Uważaj bo uciekają. - Powiedział i uśmiechnął się. Po tym już obmyśliłam plan. - Na trzy. - Zaczął odliczać. Kiedy wypowiedział ostatnią liczbę, ja wskoczyłam w krzaki. Czekałam aż Severus rozbiega trochę zające. Postanowiłam wtedy zaatakować tą samą metodą, co wtedy wrobiłam przyjaciela. W odpowiednim momencie wytworzyłam pnącze, które porwało w górę mój przyszły posiłek. Towarzysz podniósł głowę, zauważył mój łup i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech. Przegryzłam szyję bezbronnego zwierzaka, aby nie cierpiało. Jedząc swój posiłek oglądałam jak radzi sobie Severus. Kiedy złapał w końcu swój deser popatrzył na mnie z uśmiechem, a ja wytknęłam mu język. Oczywiście od razu zaczęliśmy się śmiać. Dopiero teraz zauważyłam, że on jest o wiele wyżej w hierarchii, ale zachowuje się jakbyśmy nie należeli do żadnego królestwa ani watahy i bylibyśmy całkowicie równi. Dobrze, że nie muszę się do niego zwracać królu i się kłaniać.

<Severus?>

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Noodle "Pojedynek na pokaz" cz. 1 (cd. Severus)

Siedziałam na najwyższej gałęzi jakiegoś drzewa. Nie było ono wysokie. Może miało 20 metrów. Zaczęłam bawić się roślinami, które znajdowały się na ziemi. Z zwykłego fiołka zrobiłam sporą rosiczkę. Nagle usłyszałam kroki. Przestałam używać swoich mocy. Jedyną rzeczą dowodzącą, że ktoś używał tu mocy, była rosiczka nie rosnąca w tym rejonie lasu. Z krzaków wyskoczył zając, ale to nie była osoba, która wytworzyła tamte dźwięki. Po chwili z krzaku obok wyskoczył Severus. Szybko załatwił sobie jedzonko. Na widok świeżego mięska w brzuchu zaczęło mi burczeć. Wtedy do głowy przyszedł mi pomysł. Kiedy mój znajomy chciał ugryźć swoją zdobyć, obok niego wyrosło wielkie pnącze. Oczywiście ja je wytworzyłam. Severus skierował swój wzrok na pokaźnego wzrostu roślinę, a ja skorzystałam z okazji i za pomocą rośliny ukradłam jego zająca z przed nosa. Chwilę bawiłam się z nim, aż w końcu skierowałam zdobycz w moim kierunku. Całą sytuacją byłam rozbawiona, ale kiedy zobaczyłam jak on na mnie patrzył, zaczęłam się bać. Po chwili uśmiechnął się i krzyknął:
- Nieźle ci poszło.
- No nie powiem. Świetnie było.
- Ach, ta twoja skromność. - zrobił śmieszną pozę
- Pewnie i tak mnie nie puścisz ze swoim obiadem. - Na to on nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się podstępnie. Wtedy poczułam bardzo gwałtowny podmuch wiatru. Nagle straciłam równowagę i już wisiałam zaczepiona o gałąź tylko przednimi łapami. Wiatr na chwilę odpuścił, lecz chwilę potem już spadałam na dół. Za pomocą mocy szybko wytworzyłam na ziemi splot sprężystych pnączy. Spadłam dokładnie na nie i zaczęłam się od nich odbijać.
- I jak?

<Severus?>

wtorek, 28 lipca 2015

Od Noodle "Wróg czy przyjaciel?" cz. 1 (cd. Warror)

Biegałam bez celu po lesie rozmyślając. Nie znałam całego terenu watahy. Miałam przeczucie, że te tereny mają w sobie coś niezwykłego. Zatrzymałam się aby popatrzeć na nietypowe drzewo. Pień miało dosyć masywny, a kora miała odcień jasnego brązu. Liście mieniły na kolor złoty. Na drzewie oprócz liści były owoce. Były duże i ognisto czerwone. Wszystko dawało piękny efekt. Zaczęłam się rozglądać za podobnym i wypatrzyłam je. Podeszłam do niego. Niczym nie różniło się od poprzedniego. Dalej też było kolejne, i kolejne, i kolejne. To była jakaś trasa. Podchodziłam od drzewa, do drzewa przez pół godziny, ale wtedy szlak się zatarł.  Nie było już żadnego niezwykłego drzewa. Pochodziłam sobie od miejsca do miejsca, ale nic nie znalazłam. Ruszyłam w stronę domu, lecz w którymś momencie zorientowałam się, że nie wiem gdzie go dokładnie jest. Pomimo to nie zbaczałam z drogi. Zaczęło mi dość mocno burczeć w brzuchu. Zatrzymałam się i zaczęłam nasłuchiwać potencjalnej ofiary. Na pobliskiej polanie znalazłam młodą sarnę. Szybko ją schwytałam i zjadłam. Przez przypadek usłyszałam coś innego niż jedzenie, a był to wilk. Wskoczyłam na drzewo i ruszyłam w kierunku wilka. Przeskakując z drzewa na drzewo zostałam niezauważona. Kiedy znajdowałam się dokładnie nad nim, przyjrzałam się mu. Był to basior. Postanowiłam wyjść z mojej kryjówki.
- Cześć. - chciałam poznać jakiś przyjaciół, a nie tylko wrogów, więc starałam się być miła. - Jak się nazywasz? - Widać było, że basior był zaskoczony moim nagłym pojawieniem się.
- Jestem Warror, a ty?
- Noodle. Należysz do Czarnego Królestwa?

<Warror? Chcesz ratować watahę?> 

środa, 20 maja 2015

Od Noodle "Ta rozmowa była jakaś sucha" cz. 3 (cd. Jemito)

Czułam, że jeśli czegoś nie zrobię, to ta rozmowa zanudzi mnie na śmierć. Popatrzyłam na Jemita i na drzewo które obok niego stało. Nie było ani za wysokie, ani za niskie aby na nie wejść. Jedna gałąź była osadzona bardzo nisko, a kolejna była tak w dwóch trzecich wierzchołka. Wskoczyłam na pierwszą gałąź i obejrzałam się do tyłu
- Co ty robisz? - wiedziałam, że prędzej, czy później on zada to pytanie. Co ja robię? Improwizuję. Ja zawsze improwizuję.
- Zobaczysz. - Myślami stworzyłam schody z gałęzi. Oplatały one pień drzewa. Zwinnie i szybko weszłam prawie na sam koniec schodów i się zatrzymałam. Odwróciłam głowę i spojrzałam w dół. To co zobaczyłam było przekomiczne. Dobrze umięśniony, młody basior ze skrzydłami bił się z... z roślinami?! Tak, Jemito walczył z gałęzią i inną roślinnością. Czasem moje moce mogą dotyczyć tylko mnie i inne wilki z tym samym żywiołem, a ponieważ mój towarzysz nie posiada żywiołu natury. Rośliny się broniły, a więc nie mogły mu nic groźnego zrobić. Taki widok był dla mnie przyjemny, dlatego jakiś czas się nim delektowałam. Było to do tego czasu jak Jemito powiedział:

<Jemito? Może teraz jakieś natchnienie xp?>

sobota, 9 maja 2015

Od Noodle "Zagadka" cz. 2 (cd. Rae)


-Wiesz... Tak naprawdę mamy podobne zainteresowania - kontynuowałam swój monolog - i tą samą pracę.
- I co z tego?! - Warknęła.
- A może chcesz walczyć? - Milczała. Musiałam znaleźć jej słaby punkt. Już mam. - No chyba cię rozumiem. Jeśli jest się sierotą i kaleką, która boi się stawić czoła swoim słabościom, to się nie walczy. - Moje słowa zadziałały jak płachta na byka. Rae gwałtownie się odwróciła do mnie warcząc. Zaczęła biec w moją stronę, a kiedy była o dwa kroki ode mnie, ja odsunęłam się w bok i za pomocą moich mocy korzeń, który był na drodze wadery powiększył się, przez co potknęła się i upadła. Ja w tym czasie znów stosując moich mocy, związałam ją roślinnością tak, że nie mogła wykonać żadnego ruchu.
- Proponuję sojusz. Ty będziesz ze mną rozmawiać, a ja nie będę cię atakować. - poluźniłam sznur z rośliny, który okalał jej pysk
- Po co mam mieć z tobą sojusz?! - warknęła, lecz już mniej agresywnie
- A może wolisz skończyć w się roku tego kwiatka, który rośnie obok ciebie?
- Niech ci będzie. Sojusz. - Nie sądziłam, że mi się uda, a tu niespodzianka
- Muszę jeszcze jedną sprawę wyjaśnić. Jestem Noodle i te obelgi nie były na serio, więc się za nie nie fochaj. Jasne?
- Jasne. Czy możesz mnie oswobodzić? - pstryknęłam, a wszystkie rośliny wróciły do swojej początkowej pozycji.
- Chcę abyś na to popatrzyła. - zdjęłam sakiewkę zrobioną z liści, którą cały dzień nosiłam. Podałam ją jej. - Co to jest? - Rea wyciągnęła z niej błękitny amulet
- Nie wierzę! - krzyknęła

<Rae?>

środa, 15 kwietnia 2015

Od Noodle "Ta rozmowa była jakaś sucha" cz. 1 (cd. Jemito)

Zaczęło mi się nudzić ciągłe siedzenie w szałasie. Może się przejdę i zapoznam z terenami? A co innego mogę porobić? Nic. Wyszłam z szałas i rozejrzałam się. Było tu nawet ładnie. Trochę mało kwiatów. Może to kiedyś zmienię. Przechadzając się zobaczyłam kilka domów i szałasów. Po dziesięciu minutach miałam ochotę na medytację. Znalazłam najbliższe źródełko i tam usiadłam. Zaczęłam medytować. Kiedy powoli zaczęłam się odpręża coś mi to przerwało. Otworzyłam szybko oczy i wstałam. Jakiś wilk obok mnie stał. Miał czerwoną sierść. Na brzuchu, klatce piersiowej i na nogach jej barwa była biała. Posiadał wielkie, kruczo-czarne skrzydła. Był przystojny, ale nie do końca w moim typie.
- Kim jesteś? - spytał się. Nie mogłam w jego głosie rozszyfrować uczucia. Może lekka radość? Chyba nie.
- Jestem Noodle. - nie chciało mi się z nim droczyć - A ty?
- Jestem Jemito. Należę do Czarnego Królestwa.
- Ja również. - wyglądał na zdziwionego. Chyba się nie orientował z nowinkami. - Należę już tak około dwóch tygodni.
- OK. - powiedział wolno - Jakimi władasz żywiołami, jeśli mogę wiedzieć?
- Wodą, ciszą i naturą. A ty? - ta rozmowa była jakaś sucha.
- Mrokiem, śmiercią i życiem. - Szczerze myślałam, że będzie miał coś wspólnego z ogniem, a tu proszę.

<Jemito? Nie mam specjalnie pomysłów>

wtorek, 17 marca 2015

Od Noodle "Jak dołączyłam?" cz. 1 (cd. Severus)

Nie wiem ile już idę. Od dawna nie widziałam innego wilka. Nie wymówiłam ani jednego słowa od czasu rozmowy z tamtym lekarzem. Nie miałam odwagi stawić czoła prawdziwemu problemowi. Niestety.
- Czemu znowu zawracam sobie tym głowę? Chyba muszę pomedytować. - pomyślałam - Teraz tylko znaleźć jakieś źródło. Postaram się je wyczuć. - Przystawiłam swój nos do ziemi. - To chyba niedaleko. Ponownie przybliżyłam nos do ziemi. Jakieś pięć minut drogi. A może dziesięć? Nie. To na pewno około pół godziny. Co się ze mną dzieje?! Coś chyba zakłóca sygnał. - Zaczęłam nasłuchiwać - To na pewno zwierzę, ale jakie? - Skradałam się do miejsca z którego dobiegły odgłosy. - Własnym oczom nie wierzę! To jest wilk! - Na polanie stał czarny basior. Był przystojny. - Może ma watahę? A może jest samotnikiem jak ja? Spytać się go? - Pokusa była silniejsza ode mnie. Podeszłam do niego od tyłu. Nagle on się odwraca.
- Kim jesteś? - warknął, ale w jego głosie było słychać zdziwienie. Po prostu mnie zatkało. Dawno nie słyszałam głosu innego wilka. Był taki... taki... niezwykły!
- Mów! - zeszłam na ziemię.
- Jestem wilkiem.Tak jak ty. - Nareszcie mogłam być taka jak na początku. Pyskata i wścibska. Na moim pysku pojawił się c chytry uśmiech.
- Nie wciskaj kitu. Kim jesteś?
- Ja już odpowiedziałam na twoje pytanie. Teraz twoja kolej. Czy jesteś do mnie negatywnie nastawiony?
- To już zależy od tego czy mi odpowiesz. - Jego stanowczość zaczęła wzbudzać moje zaufanie.
- Dobra. Jestem Noodle. Jestem wilkiem samotnikiem. A ty?
- Jestem Severus - w tym momencie jego głos przybrał spokojny ton - przywódca watahy Czarnego Królestwa. Może chciałabyś si do nas przyłączyć? - Odparł z uśmiechem. Nigdy nie myślałam o osiedleniu się gdzieś na stałe.
- A ile jest w niej wilków?
- Pięć. - Na szczęście. Jeżeli byłoby z dwadzieścia oszalała bym.
- Dobrze. Przyłącze się
- Choć za mną to pokażę Ci tereny i przedstawię inne wilki.- już polubiłam Severusa, a znamy się tylko kilka minut.

<Servus?>
Nomida zaczarowane-szablony