Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skayres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skayres. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 maja 2017

Od Skayres "Kim ja jestem?" cz. 11 (cd. Anonim)

Stałam w miejscu zbyt zaskoczona, aby móc wykonać jakąkolwiek czynność. Na przykład wrócenie z powrotem do mojego "domu" (jak powoli zaczynałam nazywać niezbyt zgrabne zbiorowisko patyków i liści), lub chociażby zamknięcie ust.
Nawet nie zauważyłam kiedy się otworzyły
, pomyślałam rozbawiona.
Jednak mój wesoły nastrój prysnął jak bańka mydlana, kiedy przypomniałam sobie co odkryłam, a raczej co Gall przez - jak zakładałam - przypadek powiedział.
Ja nic nie pamiętam.
Następne przyszło zdziwienie. W pewnym sensie byłam w stanie wyobrazić sobie co czuje osoba z dziwnymi zawieszeniami i amnezją, ale nie rozumiałam dlaczego zdecydował się okłamać watahę? Skoro jednak oszukał nawet Severusa, to zapewne chciał utrzymać amnezję w tajemnicy, a skoro jest moim przyjacielem, raczej nie powinnam wyjawiać jego sekretu. Po moich głębokich przemyśleniach na temat niedawno zaistniałej sytuacji, zdecydowałam się na powrót do szałasu, rozwieszenie prania i wybranie się do lasu, aby poszukać ziół i obiadu.
***
Nogi same zaprowadziły mnie nad wodospad Adtremedetri, gdzie można było znaleźć nie tylko ryby doskonałe na obiad, ale też miętę, tymianek i jeszcze kilka innych ziół, którymi można doprawić posiłek, lub przygotować herbatę. Kątem oka zauważyłam niewyraźny kształt, coś jakby cień jakiegoś małego stworzenia, szybko kierującego się w stronę gęstwiny. Niewiele myśląc, oraz kierując się swoją niepohamowaną ciekawością, szybko pognałam za zwierzątkiem w głąb lasu.
***
Wśród drzew musiałam ganiać kilka godzin, bo chociaż tylko kilka promieni światła wydobywało się przez gęste korony drzew, ewidentne było widać, że powoli zaczyna zapadać zmrok. Teraz prócz zmęczenia zaczęła pojawiać się niepewność.
Co jeśli zgubiłam się i nikt mnie nie znajdzie, lub co gorsza nie będzie szukał?, przygnębiające myśli zostały jednak szybko pokonane przez mój optymizm.
Dobrze, że zaczyna zapadać zmrok. Może to tajemnicze coś stwierdzi, że pora iść spać.
Sama jednak padnięta i zagubiona, z potarganymi włosami i obdartymi kolanami (co zauważyłam dopiero po zmianie w formę ludzką), poczułam, że zbliża się pora snu. Znając moją doskonałą orientacją w terenie, wiedziałam, że z lasu zapewne nie wylezę dopóki ktoś mnie nie wyprowadzi. Dlaczego więc by się nie zdrzemnąć? Szybko znalazłam sporą polankę, zmieniłam się w wilka, aby nie było mi zimno, ułożyłam się na granicy drzew i usnęłam patrząc w nocne niebo.
***
Przeciągnęłam się robiąc tak zwany "koci grzbiet", po czym głośno ziewnęłam. Rozejrzałam się po okolicy i zaklęłam. Nie było to miejsce w którym zasypiałam, ale byłam pewna, że kiedyś widziałam je wcześniej. Szkoda tylko, że kompletnie nie pamiętałam jak mam wrócić. Z braku pomysłów stwierdziłam, że trochę się rozejrzę. Polana była cała pokryta kwiatami, które wydzielały z siebie pyłek, do złudzenia przypominający nocne niebo.
Tym razem zbiorę trochę tego zielska. Zobaczymy jakie ma właściwości
Narwałam pełno roślin, następnie wsadziłam je wszystkie do mojej starej, skórzanej torby, po czym wygrzebałam z jednej z mniejszych kieszonek zielnik, pióro i buteleczkę czegoś, czym przyklejałam rośliny. Zrobiłam to tak dawno, że nawet już nie pamiętałam składu. Delikatnie zerwałam jeden z większych i ładniejszych kwiatów, po czym przylepiłam roślinę do jednej z pustych stron. Stwierdziłam, że gdy już wrócę do domu zorientuję się, czy nikt nie odkrył tych roślin przede mną i czy nikt ich już w jakoś sposób nie nazwał. Po wykonaniu niezbędnych czynności przy zabezpieczaniu kwiata przed zwiędnięciem, przesiadłam na ziemi i zaczęłam zastanawiać się nad sposobem powrotu.
Może jeśli znów usnę, obudzę się z powrotem w tym samym miejscu, w którym pierwszy raz zasnęłam?
Jak pomyślałam, tak zrobiłam, jednak nie mogłam zmusić się do tego by chociaż zamknąć oczy na chwilę dłuższą niż jakieś trzy minuty.
Czyli zostanę tu na zawsze? Sama?
A może spróbować zjedzenia jednego kwiatka? Zerwałam świeżą roślinę i ugryzłam jej płatek. Prawie natychmiast ogarnęło mnie dziwne uczucie otumanienia, po czym osunęła się bezwładnie na ziemię, z myślą, że może to nie był taki dobry pomysł.
***
Odzyskałam przytomność na zielonej polance w środku gęstego lasu, w tym samym miejscu w którym chciałam się znaleźć. Spojrzałam w górę, na słońce, które już dawno zaczęło swoją wędrówkę po niebie.
Jak fajnie byłoby być ptakiem. Polecieć gdzieś wysoko, zobaczyć gdzie się jest, po czym szybko dolecieć na miejsce, do którego chce się wrócić.
Wpadłam na świetny pomysł! Skoro jestem w stanie zmienić się w wilka, to może jestem w stanie zmienić się w inne zwierzę? Chociaż trochę to niedorzeczne, skoro w wilka zmieniałam się od wczesnego dzieciństwa, a w ptaka nigdy nie umiałam. Jednak jeśli spróbuję, to raczej mi nie zaszkodzi. Pełna nadziej i chęci wyobraziłam sobie, jak moje ramiona wydłużają się, porastają piórami i robią się cieńsze, twarz się wydłuża, usta stają się dziobem, a nogi przybierają kształt ptasich. Spojrzałam w dół, na swoje nogi, które powinny być zakończone mocnymi, błyszczącymi szponami. Właśnie, powinny. Oczywiście, nic takiego się nie stało, a ja wpatrywałam się jak głupia w wyskrobany, czerwony lakier do paznokci, na palcach u nóg i stopy w starych, wychodzonych sandałkach.
- Tak? Ja ci jeszcze pokażę. Nie wierzysz we mnie? Ja się zmienię! - krzyknęłam w nicość płosząc kilka małych, niczemu winnych ptaków z gałęzi drzew.
Podskoczyłam i w akcie desperacji zamachałam rękami, wrzeszcząc "Kra" w niebogłosy. I właśnie wtedy spojrzałam w stronę krzaków w najdalszej części polanki, skąd w moją stronę patrzyła, nie, przepraszam. Wgapiała się postać o czarnej jak smoła sierści, z jednym zielonym punkcikiem na pysku. Poczułam się wyjątkowo głupio i właśnie wtedy naprawdę zapragnęłam polecieć gdzieś tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie i niespodziewanie poczułam jak moje ramiona się wydłużają i porastają piórami.

<Anonim? Postanowiłam "odbić" mojego wilka, ponieważ zatęskniłam za pisaniem opowiadań i byciu kimś innym w tej innej rzeczywistości. Aha, Skayres jest na polance tuż obok wodospadu (ze swoją orientacją tego nie ogarnęła)>

środa, 31 sierpnia 2016

Od Skayres "Kim ja jestem?" cz. 9 (cd. Anonim)

Pogwizdując wracałam właśnie z nad małej rzeczki przepływającej obok watahy, dźwigając kosz pełen świeżo upranych ubrań, w tym większości bielizny. Minęły ponad trzy miesiące odkąd ostatnio rozmawiałam z Anonimem. Pewnie mnie już nie pamięta... Szkoda. Myślałam, że się zaprzyjaźnimy...
- ŁUP!
Zaklęłam pod nosem.
- Kim ty jesteś, żeby sterczeć pod moim szałasem, a potem mnie bezkarnie atako... - nie dokończyłam. Pod moimi drzwiami stał Gall we własnej osobie - a, to ty.
Basior skierował na mnie chłodne spojrzenie:
- Tak, to ja.
Po czym zdezorientowany popatrzył na swój nos, a następnie strząsną z niego mój biustonosz.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam zmieniając się w człowieka i zdejmując z niego pozostałe ubrania. Miał szczęście, że przynajmniej były czyste. Basior przez chwilę nie był pewien co powiedzieć:
- Przyszedłem cię przeprosić
Kompletnie mnie zamurowało.
- Po trzech miesiącach?!
Dopiero teraz zauważyłam czarną opaskę na jego oku, a raczej na miejscu gdzie ono powinno się znajdować.
- O widzę, że już nie straszysz tym swoim "bezokiem"* - otworzyłam drzwi do szałasu - wejdź. Porozmawiamy.
Gall niepewnie postawił pierwszą łapę za progiem szałasu, a następnie równie powoli zaczął stawiać następne kroki.
- Śmiało, nie ugryzę - powiedziałam cicho.
Basior łypną na mnie jednym okiem i zmienił się w człowieka.
- No więc? - mówiąc to, starałam się podnieść jedną brew. Tak starałam się. Wyszło mi okropnie, a efektu lepiej nie opisywać.
- Ehh, przyszedłem żeby cię przeprosić - podrapał się jedną ręką po karku - za to, że byłem... Taki... Takim...
- Chcesz mnie przeprosić za to, że mnie oszukałeś, tak?
Spojrzał na mnie zdezorientowany, ale szybko się zreflektował:
- Eee... Tak, o to mi chodziło
Klepnęłam go przyjacielsko w bark, chyba trochę za mocno, bo chłopak się zachwiał.
- To teraz jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
Basior wyglądał na kompletnie zmieszanego.
- Przyjaciółmi?
- No tak! Wiesz to takie osoby, które bardzo się lubią i...
- Znam definicję słowa przyjaciel - mruknął.
- O, to świetnie! A masz obiad?
Zabrzmiało to bezgranicznie głupio, więc postanowiłam to w jakimś stopniu odkręcić:
- Znaczy się... Czy jesteś już gdzieś zaproszony na obiad?
- Nie, ale ja nie...
- To świetnie! Chodź! Upolujemy coś na obiad!

<Cd. Anonim. Przepraszam, że tak długo czekałaś, i że jest tak krótko, ale nie mam weny :C>

*Bezoko- Skay się poplątała i zdenerwowała, więc nie wiedziała co mówi

poniedziałek, 23 maja 2016

Od Skayres "Kim ja jestem?" cz. 7 (cd. Anonim)

- W takim razie o co chodzi?
- M-m-artwię się o przy - zaczęłam szczękając zębami. Ale zaraz, czemu tak go to dziwi? Przyjaciele muszą sobie pomagać, lecz jeśli on nie jest moim przyjacielem? Z nieba zleciała mała gwiazdka, i gdyby basior nie uskoczył, z pewnością trafiłaby go w głowę. Jeżeli on mnie oszukuje? Kolejny niebiański pocisk zleciał podobną trajektorią.
- Chcę spróbować ci pomóc - powiedziałam trzęsącym się głosem, wymuszając resztki uśmiechu.
- Nie musisz. - Gall powiedział to takim tonem (uważnie obserwując niebo), że zachciało mi się uciekać w popłochu, i tak zrobiłam. Najpierw powoli zaczęłam się wycofywać do tyłu, by w końcu rzucić się w pęd panicznej ucieczki do szałasu. Odwróciłam się i to co zobaczyłam, było warte wywrócenia się o korzeń, który zaraz potem znikąd pojawił się na mojej drodze. Anonim miał na pysku wyraz zdziwienia zmieszanego z zdezorientowaniem! Uśmiechając się jak idiotka, (zaraz zapomniałam o swoim zdenerwowaniu) pognałam w stronę mojego schronienia, chowając głowę pod ciepłą kołderkę. W sumie rozumiem go. Gdybym miała być swoim przyjacielem, nie lubiłabym się. Niemalże czułam jak moja samoocena obniża się, kawałek po kawałeczku.
- Chyba zapadasz w depresję, Skay - mruknęłam sama do siebie.
Nagle, usłyszałam cichutkie pukanie do drzwi, a następnie skrzypnięcie zawiasów. Spodziewałam się, że to będzie Anonim, ale przeczucie mnie myliło.
- Skay?
- Czego chcesz?
- Co robisz? - spytała Shaten.
- Śpię. Nie widzisz? - burknęłam w stronę Shaten. Nie było to do mnie podobne, ponieważ nie przywykłam wyżywać się na ludziach.
- Przyniosłam leki - w jednej chwili poczułam się okropnie, że tak ją potraktowałam i przeze mnie może być smutna. Miło by było, gdyby chociaż ona się do mnie nie zraziła.
- Och, ja... dziękuję? - szybko odpowiedziałam speszona.
- Pewnie musisz się okropnie czuć. Zaparzyć ci herbatki?
- Nie! No wiesz... Chcę iść spać i tia...
- Okej... - Shaten powoli zaczęła wychodzić - szybkiego powrotu do zdrowia, Skay!
- Dięki - odburknęłam zakrywając głowę kołdrą.
Może i Shat nie jest moją przyjaciółką, ale mnie znosi! To już jest coś! Jednak zaraz posmutniałam. Szkoda tylko, że  Anonim mnie nie znosi. Zaraz po tej myśli zapadłam w sen.

                                                            ******

-Ale się późno zrobiło...- mruknęłam do siebie ziewając.
Mam plan! Kiedyś siostra pokazała mi jak szyć kiedy rozdarłam jej kurtkę! Pamiętam jak później bolały mnie palce, ale może Anonim nie będzie mnie nie znosił! Niczym petarda wystrzeliłam spod ciepłej pościeli i sięgnęłam po czarny, gruby materiał, nożyczki oraz igłę z nitką. No Skay, masz zajęcie na całą noc.

                                                                ******

Moje rękodzieło nie wyszło najgorzej, mogę spokojnie powiedzieć, że jestem z niego zadowolona. Matowa opaska na oko prezentowała się bardzo zgrabnie. Przymierzyłam ją na sobie i stwierdziłam, że jest bardzo wygodna.
http://d.allegroimg.pl/s400/01/60/33/09/15/6033091533
Teraz tylko muszę napisać jakiś liścik:

                                                           Anonimie!
Wiem, że mnie nie znosisz i nie chcesz na oczy widzieć, ale proszę, przynajmniej nie opowiadaj o mnie pzdór innym członkom watahy. Naprawdę, miałam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. Wiem, że mnie nienawidzisz (ja sama siebie też nie lubię) ale nie musisz okazywać tego w taki wredny sposób. Ja tylko chciałam Ci pomóc. Ale teraz, życzę Ci dużo dobrego, a także żegnam. Dołączam ten oto prezęt. Mam nadzieję, że będzie Ci w nim wygodnie, i ta dziura nie będzie tak ziała czarną pustką.
Szanuję twoją prośbę, nie będę pokazywać Ci się na oczy. Mam nadzieję, że spełnisz także moją wolę i plotkować nie będziesz. A teraz żegnam.
                                                                                                       Skay.

Tak napisany list razem z opaską na oko umieściłam w koszyku i stałam się przeźroczysta. Co z tego, że tylko JA stałam się przeźroczysta. Mijane wilki musiały się nieźle nadziwić, że to koszyk lewitujący w powietrzu ich przeprasza i popycha. W końcu doszłam pod szałas Galla, zostawiłam koszyk pod drzwiami, zapukałam i uciekłam w stronę mojego schronienia. Tam zwinęłam się w kłębek pod kołderką i zaczęłam cichutko płakać nad swoim bezwartościowym życiem.

<cd. Anonim. To, że Skay na ogół jest wesoła, to nie znaczy, że nie ma mieszanych uczuć. Właśnie teraz ubzdurała sobie, że najpierw nabierałeś ją, że jesteś jej przyjacielem, później pokazałeś, że jej nie lubisz, a na koniec nie chcesz jej na oczy widzieć. To czy chcesz pomóc Skay w depresji, czy nie zależy od Ciebie. Skay i tak się wygrzebie. Ale z jakim efektem? Przepraszam, że tak długo, ale nie mam weny. Opo i tak jest takie sobie>

czwartek, 11 lutego 2016

Od Skayres "Kim ja jestem" cz.4 (cd. Gall Anonim)

Szybko przerzuciłam kartki rękoma i znalazłam rozdział o małej Amelce. Na pierwszej stronie widniał piękny obrazek przedstawiający małą dziewczynkę siedzącą na parapecie, obok jej matki. Dziecko, nie mogło być większe od mojego palca wskazującego. Jednak nie zagłębiając się dalej w szczegóły skupiłam się na małych literkach splecionych w zdania.
W pewnej wiosce, znajdującej się z dala od ludzi, żyła wadera. Miała ona pewien problem, bardzo chciała mieć szczenięta, niestety nigdy nie zdołała zajść w ciążę. Jednak, pewnego dnia, los się do niej uśmiechnął. Do wioski przybyła stara, doświadczona szamanka. Wadera natychmiast skorzystała z okazji, i pobiegła szybko do chatki wynajętej przez szamankę. Gdy starsza wilczyca otworzyła drzwi, ta natychmiast padła do jej łap niemalże płacząc:
- Proszę, pomóż mi! Marzę o pięknym małym szczenięciu, delikatnym jak płatek róży i pięknym jak słoneczny dzień!
Na te słowa doświadczona zielarka zaprosiła niedoszłą matkę do środka, gdzie zastanowiła się nad jej problemem. Po dłuższej chwili wyjęła z torby kwiat złotej róży.
- Weź ten kwiat, i opiekuj się nim jak okiem w głowie, a kto wi...
Klientka szamanki usłyszała strzał, porwała różę, i przykryła ją swoim ciałem, ratując przed spadającym dachem.
- Ha, ha, ha! To się dzisiaj obłowimy! Na skórach zarobimy krocie! - wilczyca przycisnęła kwiat jeszcze bardziej do siebie. - No! Trzeba je oskórować!
Szamanka rzekła słabnącym głosem do wadery:
- Szybko, obok kominka jest obluzowana płyta. Uratuj małą i siebie - po czym zmarła.
Wadera skorzystała z rady nieboszczyka i podczołgała się do owego przejścia. Uciekła! Uszła z życiem!
* * *
Miesiąc później wilczyca siedziała przy parapecie trzymając małą różyczkę na kolanach. Co jakiś czas zagubiona łza skapywała na jej delikatne płatki:
- Czemu, och, czemu nie możesz nic powiedzieć, dlaczego nie ożyjesz? - mówiła do siebie - Tak bardzo marzę, byś mogła nazwać mnie mamą!
Kolejna łza skapnęła na złote płatki, lecz tym razem spłynęła po łodyżce, by zniknąć w ziemi. Wtedy zaczęło dziać się coś dziwnego, listki zaczęły odpadać, tak jak i płatki. Wadera odskoczyła od parapetu, zrzucając przy okazji doniczkę z różą.

(ilustracja)
http://olamundo.pl/wp-content/uploads/2014/09/calineczka-1160x773.jpg

- Mamusiu! - krzyknęło dziecko - uważaj troszeczkę! Ale nie ważne, w końcu możesz mnie przytulić!
Matka dziecka otworzyła szerzej ślepia, starając się opanować strach, zawiedzenie, a także ślepą nienawiść. Czyli uratowała życie tego, tego dwu-nożnego stwora?! To coś ośmiela nazywać się ją matką?!
- Nie zbliżaj się do mnie potworze! - wykrzyknęła
- Mamo, jak możesz tak mówić? Przecież tak bardzo mnie pragnęłaś! Dlatego ożyłam!
- I tego żałuję najbardziej. Wynoś się stąd, nie ma tu miejsca dla ciebie, na co, do cholery, czekasz!?
Dziewczynka zaczęła płakać na dobre. Zaraz potem wyszła przez szczelinę w uchylonym oknie. Jak ta kobieta mogła jej to zrobić? Tylko dlatego, że nie ma futra? Dziewczynka nie miała co ze sobą zrobić, więc poszła nad rzekę, wypłakać swe smutki i żale. Wtedy, do dziecka podeszła pół-przeźroczysta nimfa wodna:
- Jak się zwiesz, drogie dziecko?
- J-ja? N-nie wiem?
- Jak to, nie masz imienia? Zabiorę cię do króla, może on coś wymyśli. Nie masz ani skrzydeł, ani zdolności przemiany. Co tu począć?
Po godzinie chodzenia nimfa z dzieckiem dotarła do niewielkiego jeziorka.
- Tu mamy pałac - powiedziała nimfa wskazując palcem ta gładką taflę wody - Teraz musisz bardzo mocno wstrzymać powietrze - mówiąc to, wepchnęła dziewczynkę do głębokiej wody.
Dziewczynka spadała w dół bardzo powoli, na koniec upadła na muliste dno. Popatrzyła zamglonym wzrokiem na niebo, a to co tam zobaczyła, bardzo ją przeraziło. Nimfa, nie była już więcej nimfą, była wstrętnym chochlikiem, który sprowadził na dziecko niechybną śmierć.

(ilustracja)
http://www.mvp-magazyn.pl/wp-content/uploads/2013/10/gremlin.jpg

Dziewczynka usłyszała głos, gdzieś w zakamarkach umysłu:
- Idź zemścić się na nich, pokaż na co cię stać, oni cię nienawidzą, pokaż im! Pokaż im kim jesteś! Jesteś...
- ...Amelią... - Wybełkotało wypuszczając dziecko, ale woda zalewała jej płuca.
Obudziła się na lądzie, tuż obok zmasakrowanych zwłok chochlika. Ręce i ubranko miała czerwone od krwi, ale nie przejęła się tym za bardzo. Teraz Amelka poszła odwiedzić mamusię.
Od tamtej pory, gdy zobaczysz jezioro uciekaj, mały wilczku, ponieważ może być to miejsce śmierci zjawy Amelii, która była niewdzięcznym człowiekiem. Pamiętaj, nigdy nie chodź sam po zmroku.

Po ostatnim wersie, z hukiem zamknęłam księgę.
- Podobało się? - wychrypiałam w stronę mojego kolegi.
Anonim miał na twarzy wyraz kompletnego szoku i osłupienia:
- To takie bajki czytaliście dzieciom na dobranoc? - wykrztusił.
- Tak, to straszne, że ludzie są... no... tacy straszniiiii - a-psik - kichnęłam pod koniec zdania - a tak przy okazji, to skąd się wzięło twoje imię, i czy twoje imię to Gall, czy Anonim, i czy...
- Zwolnij trochę Skayres - przerwał mi Gall.

<cd. Anonim, czy tylko mi się wydaje, że bajka brzmi odrobinę jak creepypasta? ~che,che>

piątek, 11 grudnia 2015

Od Skayres "Kim ja jestem?" cz.3 (cd. Anonim)

Jeszcze chwilę stałam w miejscu, wpatrując się w czarną, coraz mniejszą plamkę, nim ruszyłam się z miejsca, by pójść do Shaten. Cała trzęsąca się i z zamarzającym futrem wpadłam do jej szałasu. Dosłownie. Przed wejściem potknęłam się o prowizoryczną wycieraczkę.
- Ojejku, Skay! Co ci się stało?! - rozpoczęła swój monolog lekarza Shaten - Dalej, połóż się!
Wadera opatuliła mnie kocami, kazała zmienić się w człowieka i zmusiła mnie do otworzenia ust w celu zbadania mi gardła. Następnie, wlała we mnie napar ziołowy, po czym zaczęła zadawać pytania przeznaczone do typowych pacjentów. Nie miałam siły się z nią sprzeczać i opowiedziałam jej o tym, co się wydarzyło.
- I takim cudem jestem brudna, zmęczona, mokra i... zmęczona - Zakończyłam swoją historię.
- Masz tu herbatę z ziół leczniczych, połóż się i nie ruszaj się z domu przez najbliższy tydzień. Przyjdę zobaczyć co u ciebie jutro - wydała diagnozę dziewczyna.
- Ja?! Jakim cudem mam się nie ruszać przez tydzień, skoro rozpiera mnie energia?! - chciałam krzyczeć, jednak zamiast tego wydałam żałosny jęk i sturlałam się z łóżka.
***
Nie mam pojęcia, jakim cudem (chyba dzięki drzewom, o które miałam zaszczyt się podtrzymywać) doszłam do szałasu, ale udało mi się. Położyłam się do ciepłego, prowizorycznie zbudowanego wyrka i sięgnęłam po starą książkę z bajkami. Tę lekturę zabrałam z mojej dawnej watahy, ponieważ od zawsze był to mój ulubiony zbiór baśni. Czytając, patrzyłam na piękne obrazki, kojarzące się z moim dzieciństwem, jednak dość szybko zrezygnowałam z zbyt długiego przeglądania rysunków, ponieważ kończyło się to bardziej zasmarkaną stroną. Wyjrzałam przez okno. Piękne widoki. Ośnieżone drzewa sprawiały wrażenie otulonych białym puchem, a czasem jakiś zając przebiegł w poszukiwaniu pożywienia. Było coś koło trzeciej, słońce chyliło się ku zachodowi. Upadek i kąpiel miały miejsce coś koło jedenastej, wizyta u Shaten: plus jedna godzina to będzie coś przy dwunastej, czyli czytam już godzinę, a Anonim powinien przyjść potem, czyli powinien być teraz. Z braku czegoś lepszego do roboty zaczęłam uporczywie wpatrywać się w ręcznie zrobione drzwi wejściowe. Nic. Nikogo nie było, nikt nie wszedł. Czyli nie przyjdzie. Jednak na ludziach można się zawieść, ale czemu nie przyszedł? W tym momęcie dzrwi skrzypnęły, a ja posłałam godny psychopaty uśmiech w stronę czarnego, jednookiego basiora.

<cd. Anonim, mam nadzieję, że Skay jest do wytrzymania>

sobota, 21 listopada 2015

Od Skayres "Fioletowa Polana"

Uwielbiam poranki prawie tak samo jak wieczory. Siedziałam sobie z kubkiem parującej, czekoladowej cieczy w ręku, planując weekendowe wyjście w teren.
- Cóż, Skay, czas ruszyć twoje szanowne cztery litery i rozruszać stare kości - mruknęłam do siebie.
Wiem! Dziś pójdę do lasu Conteilaxne i Condiamida! A potem nad Wodospad Adrtemetrdi i do Lasu Ninpasejtuna, a także do Fioletowej Groty! Ach, zapomniałam, nie lubię pływać. I na końcu pójdę... Właśnie, gdzie pójdę? - Rozmyślałam. Byłam już praktycznie wszędzie. Jednak mówi się trudno, żyje się dalej. Pójdę po Shaten i pójdziemy do gdziekolwiek! To się nazywa mieć plan. Dokończyłam czekoladowy napój, zmieniłam się w wilka i wyszłam na dwór. Rzejrzałam się uważnie i pomimo usilnych starań, nie mogłam dostrzec nic, prócz śniegu. Postawiłam kilka kroków w celu dojścia do szałasu czarnej wadery, która miała stanowczo lepsze ogrzewanie od mojego. Teraz w prawo i... No właśnie, nie było żadnego "prosto". Mój obolały pyszczek odbił się z głuchym "bum" od drzewa, którego być tu nie powinno. Niestety, nie widziałam nic prócz bieli, jaką powodował niby przyjazny puch. Zrozpaczona tym, że nie mogę dojść do domu i ogarnięta skrajną paniką, zaczełam odbijać się od różnych typów martwej natury, aż padłam zmęczona na ziemię.
***
- Awww... - ziewnęłam - ale miałam koszmar!
Ruchem łapy odpędziłam motyla od mego nosa. Ej, co zrobiłam? Motyla?! Jakim cudem..? Ach, tak, jestem tylko ciekawa, ile leżałam w tym śniegu. Wysiłkiem graniczącym z cudem dźwignęłam swój ociężały zadek ~od dziś przechodzę na dietę~ i przeszłam kilka kroków, by rozprostować łapy. Teraz pozostaje pytanie, gdzie jestem? Rozejrzałam się wokoło i ujrzałam piękne fioletowo-niebieskie kwiaty, a właściwie polanę nimi pokrytą. Niebo nad nimi było ciemne, z plamkami imitującymi gwiazdy. Przeszukałam swoją pamięć, jednak takich kwiatów znaleźć w niej nie mogłam. W kolejnej chwili dotarł do mnie następny fakt, a mianowicie taki, że na tej polanie nie było śniegu!
- No, z tego powodu rozpaczać nie będę, lepiej zabiorę się do roboty! - wykrzyknęłam, i pełna entuzjazmu zebrałam kilka kwiatów. Kto wie, może okażą się lecznicze?

czwartek, 12 listopada 2015

Od Skayres "Kim ja jestem?" cz.2 (cd. Gall Anonim)

Siedziałam na ziemi przed moim szałasem i z przejęciem grzebałam patykiem w ziemi, gdy moją uwagę przykuł gwar spowodowany najpewniej czyjąś obecnością. Zrezygnowałam z mojej jakże ciekawej czynności by przyjrzeć się powodowi owego zgromadzenia. Zobaczyłam czarnego basiora, który machał łapą w stronę grupki wilków - zapewne z grzeczności - których płci ani imion nie dane było mi poznać wcześniej. Zaciekawiona podeszłam bliżej by przyjrzeć się czynnikowi takiego zainteresowania. Basior powitany i wymęczony pytaniami - jak zdołałam usłyszeć - o swoją osobę poprzez członków Królestwa (którzy potem wrócili do swoich poprzednich czynności) ku mojemu zdziwieniu zaczął oddalać się w stronę Wodospadu Adrtemetdri. Jednakże moja wrodzona ciekawość nie pozwoliła odpuścić mi takiej okazji, (przecież każdy inny wilk prosi o pokazanie mu miejsc w watasze) więc zaczęłam przemykać od drzewa do drzewa w poszukiwaniu jakiejś ciekawszej informacji na temat nowego. Gdy wilk dotarł na miejsce, zatrzymał się i przysiadł na jednej ze skał blisko wody, a ja? Cóż, jak na razie walczyłam z utrzymaniem równowagi, by nie sturlać się z pagórka, dziwnie podobnego do wzgórza, z którego zaszczyt miałam spaść w czasie mojej wędrówki do Czarnego Królestwa. W tym czasie basior spojrzał w wodę i mogłam ujrzeć jego pysk w całej okazałości. Przez oko, a właściwie miejsce, w którym owy organ powinien się znajdować przechodziła głęboka blizna. Tak szczerze to wyglądał odrobinę (bardzo) przerażająco. Zmieniłam się w człowieka i korzystając z chwytnych kończyn, jakimi są ręce złapałam się drzewa, by mieć lepszy podgląd na obserwowanego. A przynajmniej tak sądziłam. Niestety, dzięki mojej wrodzonej niezdarności musiałam przeciąć powietrze, dosłownie milimetry poniżej gałęzi, której złapanie się miałam w planie. Z hałasem godnym trąby jerychońskiej miałam okazję poznać malutkie stworzątka żyjące na dnie wodospadu, czego, swoją drogą lepiej nie róbcie. Przyśnią wam się koszmary. Po wykonaniu niemal nadludzkiego wysiłku, jakim jest dla mnie machanie nogami, z ulgą nabrałam rześkiego powietrza w płuca. Niestety, tym samym zlekceważyłam mego nowego "przyjaciela" i nim zdołałam otrząsnąć się z szoku, już stałam - a raczej leżałam - twarzą w twarz z nieznajomym.
- Dusisz mnie - wycharczałam, ponieważ basior przygniótł całym swoim ciężarem moją klatkę piersiową.
Dopiero teraz jednooki osobnik ostrożnie zszedł ze mnie, wcześniej jednak orientując się, czy oby nie jestem zagrożeniem. Nie przejmując się wrażeniem, jakie zrobiłam na "nowym" energicznie potrząsnęłam ręką jego łapę i przedstawiłam się:
- Jestem Skay, a ty?

<cd. Anonim. Oto moje wypociny>

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Skayres "Koniec Samotności" cz.1 (cd. Severus)

Hm... prawda o mnie? Odeszłam z mojej watahy, porzuciłam rodzinę... Ostatnio jednak rzadko zaprzątam sobie tym głowę. Cóż za różnica, jaka jest prawda, przecież dzięki niej nie zdobędę jedzenia. Tak, czy owak zgadzam się z tym, że gdybym miała wybierać pomiędzy śmiercią głodową, a skokiem do wodospadu nad którym właśnie stoję, to wodospad zakończyłby sprawę znacznie szybciej. A swoją drogą byłaby to piękna śmierć, nie? Rankiem, w blasku pierwszych promieni wschodzącego słońca, rzeka płynąca doliną wyrzuciłaby moje zwłoki na piaszczysty brzeg i gdyby nie to, że miałabym mokre futro i być może objadłyby mnie z lekka ryby to byłoby wspaniale. Ale dlaczego gdybam co by było, gdybym skoczyła? Właściwie lubię pytania typu "Co by było gdyby...?" Znacie je? Co by było gdybym nie uciekła z domu? Nie stałabym teraz tutaj i z burczącym brzuchem nie gdybałabym nad śmiercią. Co by było gdybym została w rodzinnej watasze? Pewnie objęłabym jakieś nudne stanowisko i prowadziła równie nudne, rutynowe życie. Wszystko sprowadza się do przeznaczenia. Osobiście w nie, nie wierzę, ale... Właśnie, to "ale" dość często zaważa na wielu sytuacjach. Na przykład zaważyło o tym, że jestem cholernie głodna i wyglądam jak siedem nieszczęść po przypadkowym sturlaniu się ze wzgórza - ileż potrafi zrujnować jeden, fałszywy krok, prawda?
Wędrówka stała się już częścią mojego życia. W ciągłej drodze jestem od kiedy skończyłam rok. Wcześniej starał się mieszkać tu i ówdzie, jednak życie w ciągłym ruchu zawsze mnie pociągało. W dzień nieustannie maszerowałam poznając nowe rośliny i zwierzęta, skacząc po chmurach z ptakami i ciesząc się każdą drobnostką. W nocy rozpalałam ognisko - tej umiejętności nauczyłam się, gdy w pewnym momencie wędrówki przebywałam w ludzkiej wiosce, gdzie wzięli mnie za psa - i wypatrywałam gwiazd, opowiadając moim towarzyszom różne niestworzone historie. Jednak po roku zaczęłam tęsknić za prawdziwym towarzystwem, jakim są moi pobratymcy - wilki. Ptaki i inne leśne zwierzęta, które spotykam, i które często przyłączają się do mnie na krótki czas wciąż się zmieniają i nie ma mowy, żeby nawiązać z nimi trwalszą więź, jaką jest przyjaźń. I choć pokochałam spanie pod gołym niebem i nieustanne wędrówki, to chciałabym czasem mieć do kogo otworzyć pysk.
Była już ciemna noc, a ja wciąż grzęzłam w śniegu i szłam przed siebie. W tak mroźny czas nie mogę zatrzymać się na postój byle gdzie. Wybrałam więc wygodną, naturalną kryjówkę, jaką tworzyło zakole potężnych korzeni, już od dawna przyprószonych śniegowym puchem. I właśnie gdy byłam w najlepsze zajęta przygotowywaniem się do snu znikąd pojawiło się tysiące małych światełek, unoszących się w przestworzy.
Chwilę zajęło mi wybicie sobie z myśli, że to mikroskopijne gwiazdy spadły na ziemię - to był rój świetlików. Zaśmiałam się i pacnęłam jednego łapą, a ten nie wiedząc co się dzieje odfrunął dalej, co wzbudziło we mnie jeszcze większą radość. Jejku, tu naprawdę jest przepięknie! Całkiem już rozbudzona opuściłam bezpieczne zakole i zaczęłam ganiać od drzewa, do drzewa śmiejąc się sama do siebie. Światełka wirowały wokół mnie, a ja nie przestawałam chichotać.
- Co robisz o tej porze na terenie Czarnego Królestwa? - jakiś głęboki, oschły i lekko znudzony głos zatrzymał mnie w połowie skoku radości pomiędzy jednym drzewem, a drugim, co w efekcie doprowadziło do styczności mojej głowy z twardą korą. Wciąż rozcierając guza dotarła co mnie oczywista rzecz. Obróciłam się w okamgnieniu i rzuciłam się na nieznajomego.
- Jezu, ty jesteś najprawdziwszym wilkiem!
- No co ty nie powiesz, a ja myślałem, że... - obcy wilk chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie przez przypadek wsadziłam mu łapę do oka, więc kontynuowałam dalej mój przypływ radości.
- Nawet nie wiesz jak długo was szukałam! - wykrzykiwałam, równocześnie próbują uciszyć i ignorować protesty nowo poznanego wilka. - Zawsze chciałam mieć przyjaciela! Zostaniemy przyjaciółmi? A może się uśmiechniesz? - próbowałam dwoma łapami rozciągnąć pysk wilka w szeroki uśmiech.

<cd. Severus>
Nomida zaczarowane-szablony