niedziela, 8 listopada 2015

Gall Anonim

Powitajmy serdecznie czwartego basiora!
http://pre03.deviantart.net/b5b7/th/pre/i/2013/322/d/d/flying_wolf_by_mayhwolf-d6ut228.png
 (w rzeczywistości nie posiada skrzydeł!)

Godność: Nie zna swojego imienia, każdy może mu wymyślić inne

piątek, 6 listopada 2015

Od Shaten "Niczym żywa tarcza" cz. 1 (c.d chętny)

Poszłam do lasu po zioła na różne opatrunki i maści. Głównie z tego powodu, że gigantyczne pająki wychodzą na polowania o tej porze roku. Niestety nie ma zielarzy, więc muszę sama poszukać tych rzeczy... tylko jak ja znajdę je w takim śniegu? No cóż... jakoś sobie poradzę. Co chwilę czułam jak robi się coraz zimniej. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Natychmiast się odwróciłam.
- Spokojnie to tylko my - powiedziała Qui stając koło Severusa i Lucy.
- C... co wy tu robicie? - zapytałam zdziwiona.
- Nie powinnaś tak bez słowa odchodzić poza teren królestwa - powiedział Severus patrząc na mnie. Jego wzrok przyprawia mnie o dreszcze.
- No ludzie, idę po jakieś zioła na opatrunki, jakby nas zaatakowały wielkie pająki. Nie chce potem na ostatnią chwilę szukać leków na jad - powiedziałam przewracając oczami. Lucy popatrzyła na mnie jakby próbowała mnie rozgryźć. Ale ze mną nie tak łatwo. Jej jak i moje rozmyślanie przerwała wichura. Czułam jak moja sierść powiewała we wschodnią stronę. Schyliłam głowę i ścisnęłam oczy. Po chwili znowu widziałam resztę.
- To nie jest zbyt dobry pomysł, na szukanie ziół o tej porze - powiedziała Lucy, patrząc na mnie.
- Dlatego idę sama... Jak nie chcecie iść ze mną, to idźcie, ja zaraz wrócę - powiedziałam i się odwróciłam już idąc, gdy nagle poczułam czyjąś łapę.
- Idziemy z tobą. Jak myślisz, czemu tu przyszliśmy? - powiedziała Qui i się uśmiechnęła.
- Dobra, to chodźcie... - powiedziałam i poszliśmy w głąb lasu.
- A tak w ogóle... jakie są objawy, kiedy ktoś zostanie ukąszony przez takiego pająka? - spytała Qui.
- Na początku twoje emocje są mocniejsze. Czyli na przykład jak dostaniesz od kogoś przez przypadkiem w głowę. To gniew jest podniesiony dziesięciokrotnie. Potem masz zawroty głowy i co jakiś czas twój umysł nie zapamiętuje rzeczy, które były przed chwilą. Po tym masz wysoką gorączkę. Później jad "wyżera" twoją krew. Wtedy wyglądasz jakbyś nie jadła przez dobre parę miesięcy.  Na końcu... czeka Cię śmierć - powiedziałam patrząc na całą gromadę.
- Jaki jest na to lek? - spytała Lucy.
- Paprotka która rośnie w zimę, niebieski kwiat leveran i jad lub krew pająka. Żeby obniżyć efekty jadu no... trochę więcej rzeczy potrzeba. A ten kwiat ciężko znaleźć... więc dlatego tak bez słowa poszłam - powiedziałam i wszyscy przytaknęli i zaczęli szukać składników. Po jakiś paru godzinach znaleźliśmy ledwie połowę tego co potrzebuję. Jeden kwiat leveran, piętnaście paprotek, siedem liści lerenau i osiemnaście płatków tęczowej róży. Modliłam się, by nie zaatakowały nas pająki. W sumie wtedy bym zdobyła ostatnie rzeczy na jedną dawkę dla zarażonego, ale nie chce ryzykować. Ja szukając ziół myślałam o wielu rzeczach.  Głównie o wilkach z mojego nowego domu... podsumowując wilki, które poznałam: Poison. Miły, wygląda na odważnego i dość zabawnego. Warror. Czasami zachowuję się jak dzieciak, ale umie zachować powagę. Severus. Poważny... nawet bardzo. Trochę jakby żył nadal w średniowieczu. Używa dość bogatych wypowiedzi. Lucy. Nie znam jej na tyle by ją oceniać, ale wygląda na miłą i pomocną waderę. Qui. Nie mogę zapamiętać jej prawdziwego imienia. Miła i naprawdę pomocna. W sumie to jest jedyna wadera którą szanuje. Noodle. Tylko się z nią witałam. Nie wiem jaka jest... i...
- Ej, Shaten, czego brakuje? - spytała Qui odrywając mnie z rozmyślania.
- Dość sporo... brakuje nam między innymi... jak ja to nazywam koniczyny derani - powiedziałam i narysowałam jak to wygląda. Nagle usłyszałam jakby...
- Pająki... - wyszeptałam do siebie i przed i za nami wyskoczyły dwa wielkie pająki. Wyglądające na głodne.
- Uwaga! - krzyknęła Lucy i natychmiast rzuciła się na jednego razem z Qui, ja natychmiast zaatakowałam tego przede mną, a Severus ze mną. Kiedy miałam właśnie dobić tego pająka, co mnie o mało co nie zaatakował. Zauważyłam, że Severusa od tyłu atakuje trzeci pająk, który wnet wyskoczył z drzewa.
- Królu, uważaj! - krzyknęłam i odepchnęłam basiora w ostatniej chwili. Pająk ugryzł mnie w lewą, tylną łapę. Nie krzyknęłam z bólu, ponieważ dobrze ukrywam w sobie takie rzeczy. Lucy skoczyła na pająka i go zabiła razem z Severusem.
- Wszyscy cali? - spytał Severus.
- Tak... - odpowiedziałam i skuliłam ogon tak, żeby nikt nie widział, że zostałam ukąszona.
- Zostałam lekko draśnięta, ale da się przeżyć - powiedziała Lucy i pokazała, że na przedniej, prawej łapie miała niegroźne zadrapania.
- Dobrze... że nic wam nie jest - powiedziałam patrząc na wszystkich.
- Nikt nie został ukąszony? - spytała Lucy patrząc na nas. Qui odwróciła się i na karku miała ślady po ugryzieniu pająka.
- Super... Mam tyle ziół by starczyło na jedną dawkę leku. Mogę to zrobić, ale nie tutaj - powiedziałam i do dwóch buteleczek wzięłam do jednej krew, a do drugiej jad pająka. Mój ogon nadal zakrywał ukąszenie na lewej, tylnej łapie.
- Wracamy do królestwa. Tam zrobię lek dla Qui. I broń swej duszy, nie biegamy. Krew będzie szybciej krążyć i szybciej jad zacznie działać - powiedziałam śmiertelnie poważna. Szliśmy gęsiego. Severus szedł pierwszy, Lucy tuż za nim, Qui szła za nią, a ja ostatnia. Ogon nadal zakrywał moje ukąszenie. Było zimno. Bardzo zimno. Szłam powoli, cała drżałam. Kiedy dotarliśmy do królestwa natychmiast brałam się za lek i za inne by spowolnić jad.
<Severus, Lucy lub Qui fajnie by było gdyby ktoś z was by odpisał :)>

Od Lucy "Tajemnicze przejście" cz. 7 (cd. Severus)

- Kocham cię. - po usłyszeniu tych dwóch, prostych, i jakże w tych czasach mało znaczących słów moje serce, którego bicie ledwo zdołało się unormować po emocjach związanych z upadkiem, znów zaczęło uderzać z prędkością przyprawiającą o tachykardię. I gdy już chciałam odpowiedzieć równie oklepaną formułkę świadczącą o moich uczuciach, coś mnie ukuło. Może on żartuje? Mówi to z powodu buzującej nam jeszcze w żyłach adrenaliny?
- Co proszę? - spytałam, wstrzymując oddech.
- To znaczy zdanie, o które pytałaś. - odpowiedział jak zwykle, ze stoickim spokojem. Natychmiast go puściłam, spuszczając wzrok i wkładając dłonie w kieszenie spodni.
- Dobrze, chodźmy dalej. - westchnęłam, ruszając przed siebie, i tym razem, z daleka unikając krańca wysepki. Chyba rolę nieudolnej dziewczyny przefarbowanej z blondu odegrałam idealnie. Ale nie warto się przyznawać, że przyjęto mnie do jednego z elitarnych liceów w moim mieście, na profilu humanistycznym, gdzie prócz języka ojczystego, przedmiotami rozszerzonymi była historia i właśnie angielski. W końcu i tak nie rozpoczęłam szkoły ponadgimnazjalnej za namową Sinoday'a. Właściwie nie wiem, czemu nie mogę pokazać Severusowi mojego prawdziwego oblicza. Przez całe życie brano mnie za tą naiwną, za panienkę do towarzystwa. Robiłam to, co mi kazali i pozwalałam na pełną kontrolę nad moim umysłem i przede wszystkim ciałem każdemu, kto był w stanie wynagrodzić mi to pieniężnie. Może utarło mi się w psychice, że powinnam być komuś podporządkowana? Gdyby moje myśli mogła odczytać jakaś feministka, pewnie spłonęłabym na stosie z dłońmi przywiązanymi do belki biustonoszem.
- Can I ask for a cup of coffee... - mruknęłam, po około dziesięciu minutach całkowitej ciszy.
- Słucham? - spytał, lekko zdezorientowany.
- W ten sposób lepiej brzmi. - zerknęłam na niego zza ramienia. Znów otoczyła nas martwota przerywana jedynie szumem przelatujących świetlikopodobnych.
Godzina wystarczyła, żebyśmy okrążyli wysepkę. Słońce, stosunkowo podobne do gwiazdy, wokół której krąży nasza planeta powoli oznajmiało, iż zbliża się wieczór. Mimo to, noc była jasna dzięki niezależnemu, najprawdopodobniej magicznemu światłu emitowanemu przez będące tu drzewa. Niestety, z racji pory roku, która najwyraźniej była zbliżona do ziemskiej, temperatura o zmroku spadała do dwóch stopni Celsjusza, zmuszeni byliśmy więc do rozpalenia ogniska i poszukania pożywienia, gdyż żadne z nas nie pomyślało o zapasach.
- Przynieś drewno, ja znajdę coś do jedzenia. - powiedziałam i zniknęłam w krzakach zanim zdążył odpowiedzieć. Czemu byłam na niego zła? Przecież uratował mi życie... Po cholerę prosiłam go o przetłumaczenie tych słów?! Lucy... Idiotko, następnym razem trzymaj język za zębami.
W chwili, kiedy zakończyłam kłótnię z własnym umysłem, dojrzałam dziwny krzew o owocach przypominających granaty pochodzące z naszego świata. Nie mając innego wyboru, zerwałam je i wróciłam do Severusa, który siedział przy już rozpalonym ognisku. Byłam pod wrażeniem jego szybkości, jednak nie odezwałam się słowem na ten temat.
- Tylko to udało mi się zdobyć. - położyłam przed nim pięć jadalnych części rośliny pochodzących z kwiatu. Usiadłam niedaleko, biorąc jedną ze swych zdobyczy do ręki.
- Nie wiemy, czy nie są trujące. - stwierdził, a w tonie jego głosu wyczułam nutkę zmartwienia.
- Przekonać się możemy tylko w jeden sposób. - otworzyłam owoc i zjadłam odrobinę jego wnętrza.
- Co ty zrobiłaś? - podniósł głos, co nieczęsto mu się zdarzało.
- Zostałam twoim królikiem doświadczalnym. Jeśli do rana nic mi nie będzie, znaczy, że są jadalne. Coś zjeść musimy, a ty nie możesz zginąć. Musisz zająć się watahą, a jedna wadera w tę czy w tę, nie zrobi to różnicy. - wzruszyłam ramionami, biorąc w usta kolejną porcję owocu. Nie miałam jednak odwagi spożyć więcej.
- Uwierz, że zrobi. Jesteś mi najbliższą osobą ze wszystkich, które miałem w całym swoim żywocie i nie chciałbym po raz kolejny zostać sam. Proszę, już nie jedz więcej i nie ryzykuj z narażeniem swojego zdrowia oraz życia... - powiedział, po czym stanowczo wyrwał mi owoc z ręki, kładąc go razem z innymi obok siebie, w razie, gdyby wpadło mi do głowy jeść dalej. Więc jestem jego najbliższą osobą?
- Póki będziesz chciał mojego towarzystwa, nigdy nie zostawię cię samego. - rzekłam, uśmiechając się delikatnie. Severus to odwzajemnił i zmienił postać na wilczą, co ja zrobiłam chwilę po nim. Posiadając grube, zimowe futro nie marznęłam już tak bardzo, dodatkowo ciepło bijące od ogniska wręcz usypiało.
- Dobranoc. - zdążyłam usłyszeć zanim całkowicie poddałam się Morfeuszowi.
***
Dzisiejszego ranka nie obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Może dlatego, że wszechobecna światłość wzmocniła się tylko nieznacznie w czasie wschodu? Tak czy siak, po położeniu gwiazdy domyśliłam się, iż zbliża się południe. Severus jeszcze spał. Leżałam niedaleko, więc mogłam dostrzec wszystkie szczegóły malujące się na jego pysku. Pomimo smutku spowodowanego prawdopodobnie nieprzyjemnym snem, wyglądał tak niewinnie, wręcz słodko. Zwykle towarzyszyła mu do bólu poważna mina, nawet przygnębienie było miłą odmianą. Pomachałam mu łapą przed oczami. Raczej nie miał zamiaru się budzić. Skorzystałam z okazji i możliwie najciszej przysunęłam się bliżej niego. Czując przyjemne ciepło i łaskotanie sierści na grzbiecie, ponownie zapadłam w sen.
- Em, Lucy? Musimy iść dalej. - usłyszałam równocześnie z utraceniem miłego uczucia bliskości. Widocznie niedane było mi się nim nacieszyć.
- Nie chcę mi sięęę... Jestem głodna, niewyspana i jeśli zaraz nie dostanę Caffe Affogato przyozdobioną świeżą laską wanilii to zwariuję. Podsumowując, nigdzie nie idę. - mruknęłam, ziewając.
- Proszę. Trzeba wstawać i rozejrzeć się po okolicy. Kiedy już zapoznamy się z terenami, wrócimy, a wtedy odpoczniesz. - namawiał mnie.
- Dobra... Ale najpierw zjedzmy te owoce. Wciąż żyję, a zaraz umrę śmiercią głodową. - burknęłam, podnosząc się do siadu i zmieniając w człowieka. Chłopak również się przemienił, po czym niepewnie wziął pożywienie w dłoń. Chcąc go namówić, a zarazem wypełnić czymś głośno domagający się tego żołądek, pierwsza przełknęłam porcję.

< Sevciu? >

poniedziałek, 2 listopada 2015

Ogłoszenia 3

 Tutaj będą się pojawiać najnowsze wilcze wiadomości z listopada.
 ***
PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA CK (02.11)
 φίλος - 3 (+100 M, +50 pkt.)
Severus - 2
Shaten - 2 (+50 M, +25 pkt.)
Kira - 1 
Alexander - 0
 Lucy - 0
Anays - 0
Asori - 0
Poison - 0
Warror - 0!
Noodle - 0!
Saphira - 0!
Fade - 0!
Shayres - 0 

 ***

Od Warrora "Pobyt w górach" cz. 4 (cd.Anays)

- Naprawdę? - Odrzekłem z lekką nutą zdziwienia, gdyż myślałem, że traktuje mnie wyłącznie jak przyjaciela.
- Tak - odrzekła możliwe, że nieco speszona.
- Jak by to powiedzieć... ty również od pewnego czasu mi się podobasz - wyszeptałem. Ona pewnie posłała w moją stronę uśmiech.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
- Ponieważ... ponieważ głupio mi się przyznać: bałem się.
- Jak to? Czego się bałeś?
- Że traktujesz mnie tylko jako przyjaciela i wyznając Ci to tylko się ośmieszę, bo pewnie taka ładna wilczyca już kogoś ma, jak to najczęściej bywa - odrzekłem nieśmiało zawstydzony. Spojrzała na mnie i cicho się zaśmiała.
- Co? - spojrzałem niepewnie.
- Śmiesznie wyglądasz, jak jesteś zakłopotany - Uśmiechnąłem się.
- To co, może zaczniemy od nowa?
- Jak bardzo od nowa? Tak od pierwszego spotkania?
- Możemy.
- Czy będę musiała kolejny raz wpaść do wodospadu? - zaśmiała się, ja również.
- Czemu nie... ale z bólem serca pomińmy to.
- Ja nie mam nic przeciwko.
- Spoks... no więc... Anays, czy zostaniesz moją dziewczyną? - rzekłem pewnie wiedząc, co odpowie.
- Nie - rzekła szybko.
- Jak to?
- A normalnie, bo ja musiałam ci powiedzieć, że mi się podobasz, a sam się nie domyśliłeś.
- Przecież mówiłem.
- To mi nie wystarcza.
- Eh... myślałem, że...
- Kocham cię głuptasie.
- Hę?
- Zgrywam się tylko!
- Osz, ty! - zachichotała. Zbliżyłem się i pocałowałem ją. Spojżała na mnie

<Anays ? Wybacz że tyle czekałaś ale miałam małe problemy techniczne>

Od Skayres "Koniec Samotności" cz.1 (cd. Severus)

Hm... prawda o mnie? Odeszłam z mojej watahy, porzuciłam rodzinę... Ostatnio jednak rzadko zaprzątam sobie tym głowę. Cóż za różnica, jaka jest prawda, przecież dzięki niej nie zdobędę jedzenia. Tak, czy owak zgadzam się z tym, że gdybym miała wybierać pomiędzy śmiercią głodową, a skokiem do wodospadu nad którym właśnie stoję, to wodospad zakończyłby sprawę znacznie szybciej. A swoją drogą byłaby to piękna śmierć, nie? Rankiem, w blasku pierwszych promieni wschodzącego słońca, rzeka płynąca doliną wyrzuciłaby moje zwłoki na piaszczysty brzeg i gdyby nie to, że miałabym mokre futro i być może objadłyby mnie z lekka ryby to byłoby wspaniale. Ale dlaczego gdybam co by było, gdybym skoczyła? Właściwie lubię pytania typu "Co by było gdyby...?" Znacie je? Co by było gdybym nie uciekła z domu? Nie stałabym teraz tutaj i z burczącym brzuchem nie gdybałabym nad śmiercią. Co by było gdybym została w rodzinnej watasze? Pewnie objęłabym jakieś nudne stanowisko i prowadziła równie nudne, rutynowe życie. Wszystko sprowadza się do przeznaczenia. Osobiście w nie, nie wierzę, ale... Właśnie, to "ale" dość często zaważa na wielu sytuacjach. Na przykład zaważyło o tym, że jestem cholernie głodna i wyglądam jak siedem nieszczęść po przypadkowym sturlaniu się ze wzgórza - ileż potrafi zrujnować jeden, fałszywy krok, prawda?
Wędrówka stała się już częścią mojego życia. W ciągłej drodze jestem od kiedy skończyłam rok. Wcześniej starał się mieszkać tu i ówdzie, jednak życie w ciągłym ruchu zawsze mnie pociągało. W dzień nieustannie maszerowałam poznając nowe rośliny i zwierzęta, skacząc po chmurach z ptakami i ciesząc się każdą drobnostką. W nocy rozpalałam ognisko - tej umiejętności nauczyłam się, gdy w pewnym momencie wędrówki przebywałam w ludzkiej wiosce, gdzie wzięli mnie za psa - i wypatrywałam gwiazd, opowiadając moim towarzyszom różne niestworzone historie. Jednak po roku zaczęłam tęsknić za prawdziwym towarzystwem, jakim są moi pobratymcy - wilki. Ptaki i inne leśne zwierzęta, które spotykam, i które często przyłączają się do mnie na krótki czas wciąż się zmieniają i nie ma mowy, żeby nawiązać z nimi trwalszą więź, jaką jest przyjaźń. I choć pokochałam spanie pod gołym niebem i nieustanne wędrówki, to chciałabym czasem mieć do kogo otworzyć pysk.
Była już ciemna noc, a ja wciąż grzęzłam w śniegu i szłam przed siebie. W tak mroźny czas nie mogę zatrzymać się na postój byle gdzie. Wybrałam więc wygodną, naturalną kryjówkę, jaką tworzyło zakole potężnych korzeni, już od dawna przyprószonych śniegowym puchem. I właśnie gdy byłam w najlepsze zajęta przygotowywaniem się do snu znikąd pojawiło się tysiące małych światełek, unoszących się w przestworzy.
Chwilę zajęło mi wybicie sobie z myśli, że to mikroskopijne gwiazdy spadły na ziemię - to był rój świetlików. Zaśmiałam się i pacnęłam jednego łapą, a ten nie wiedząc co się dzieje odfrunął dalej, co wzbudziło we mnie jeszcze większą radość. Jejku, tu naprawdę jest przepięknie! Całkiem już rozbudzona opuściłam bezpieczne zakole i zaczęłam ganiać od drzewa, do drzewa śmiejąc się sama do siebie. Światełka wirowały wokół mnie, a ja nie przestawałam chichotać.
- Co robisz o tej porze na terenie Czarnego Królestwa? - jakiś głęboki, oschły i lekko znudzony głos zatrzymał mnie w połowie skoku radości pomiędzy jednym drzewem, a drugim, co w efekcie doprowadziło do styczności mojej głowy z twardą korą. Wciąż rozcierając guza dotarła co mnie oczywista rzecz. Obróciłam się w okamgnieniu i rzuciłam się na nieznajomego.
- Jezu, ty jesteś najprawdziwszym wilkiem!
- No co ty nie powiesz, a ja myślałem, że... - obcy wilk chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie przez przypadek wsadziłam mu łapę do oka, więc kontynuowałam dalej mój przypływ radości.
- Nawet nie wiesz jak długo was szukałam! - wykrzykiwałam, równocześnie próbują uciszyć i ignorować protesty nowo poznanego wilka. - Zawsze chciałam mieć przyjaciela! Zostaniemy przyjaciółmi? A może się uśmiechniesz? - próbowałam dwoma łapami rozciągnąć pysk wilka w szeroki uśmiech.

<cd. Severus>

niedziela, 1 listopada 2015

Ogłoszenia 2

 Tutaj będą się pojawiać najnowsze wilcze wiadomości z października.
 ***
Apeluję o częstsze pisanie op.!
Królestwo w końcu nie jest zawieszone, niebawem również rozpocznie się wyrzucanie nieaktywnych wilków. (01.10)
 ***
PODSUMOWANIE WRZEŚNIA CK (01.10)
Alexander - 1 (+20 M, +10 pkt.)
Lucy - 1 (+20 M, +10 pkt.)
Anays - 1 (+20 M, +10 pkt.)
Asori - 1 (+20 M, +10 pkt.)
Poison - 1 (+20 M, +10 pkt.)
Warror - 0
Noodle - 0
Severus - 0
Saphira - 0
Kira - 0
Fade - 0
Jemito - 0
Tempus - 0
Leana - 0
Rae - 0
Anastasia - 0

W związku z tym, że nagrodą dla najaktywniejszego wilka z danego miesiąca jest 100 M i 50 pkt., jestem zmuszona podzielić to na 5 części. 
W tym miesiącu nikt nie zajął drugiego miejsca.
 ***
Jestem bardzo szczęśliwa, gdyż widzę, że CK już nam ładnie rozkwita, jest dużo zgłoszeń... Tak więc apeluję, by jakiś wilk napisał jeszcze jedno op. o budowie cmentarza, a wtedy pozbędę się wszystkich nieaktywnych wilków, by te nie zaśmiecały nam watahy. :) (06.10)
  ***
Ha! Pora na powrót!
  Mam olbrzymią nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście! 11 dni przerwy... Wynagrodzę Wam to tym, że dziś wstawię wszystkie zaległe wilki oraz op. oraz zacznę rozsyłać wiadomości-przypominajki o tym, że dana osoba ma jakieś op. do dok. :D (31.10)
Nomida zaczarowane-szablony